Just do it…
Nie sposób nie usłyszeć ostatnich "gorących zapewnień" posła PO Janusza Palikota, że Ś. P. Lech Kaczyński "ma krew na rękach" ponad 90 ofiar katastrofy smoleńskiej. Ten "news" pojawia się we wszelkich mediach od dobrych kilku dni.
Jednak nie sposób znaleźć tak nagłośnionego newsa, iż zapisy czarnych skrzynek, które otrzymaliśmy (KOPIE, BEZ POTWIERDZENIA ZGODNOŚCI Z ORYGINAŁEM!) od naszych "przyjaciół Moskali", nie pokrywają się z tzw. "faktyczną rzeczywistością". Mam tu na myśli informacje kontrolera lotu na temat wysokości maszyny. Do tego stwierdzenia Rosjan, że oni już przekazali wszystkie informacje na temat wypadku, wszystko jest jasne i klarowne, i są gotowi do zezłomowania szczątek tupolewa. A co z zapowiadaną ekspedycją polskich archeologów, która miała być na miejscu "tuż, już, już zaraz" po katastrofie, a nie wyruszyła dotąd?
Głupio tak opieprzać ludzi, dziennikarzy, niejako "po fachu", ale - weźcie się, kurwa, w garść, przestańcie padać na kolana przed PO i partyjnymi pajacami pokroju Palikota czy Niesiołowskiego i zacznijcie drążyć ten temat! Czy to nie zaszczyt dziennikarstwa, mieć możliwość drążenia naprawdę dużej sprawy? Już nawet nie mówię tutaj o działaniu z pobudek patriotycznych, dążenia do prawdy i chęci wyciągnięcia z tego konsekwencji. Zróbcie to po prostu dla własnej sprawy - "Tak, to nasza stacja/gazeta/telewizja odtworzyła zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku!" - publikacje, zdjęcia, nagrody, sława, miejsce w encyklopedii, wikipedii... Po prostu zróbcie coś porządnie!
Nie miejcie krwi na sumieniu...
Solidarni 2010 – spostrzeżenia
W końcu znalazłem chwilę czasu, aby nadrobić zaległości i zobaczyć ten jakże głośny, pisowski, wyreżyserowany i nieprawdziwy film, jakim są "Solidarni 2010".
Po prostu brakuje mi słów, jak ludzie w ogóle śmieli wymawiać takie słowa jak "Polak", "patriota", "chrześcijanin" czy "manipulacja medialna" (tak, Polacy znają takie trudne słowo jak "manipulacja") i to jeszcze w takim nagromadzeniu?!
Głównym argumentem, którym posługują się pewne środowiska mówiące przeciwko tej produkcji, jest rzekome stwierdzenie, że ludzie występujący przed kamerą byli podstawieni. Cóż, gratuluję podstawiania ludzi w takim tłumie, który był w owych dniach pod pałacem prezydenckim. Że słowa, które wypowiadali nie były ich? Łatwo było zauważyć, że sporo ludzi, z którym przeprowadzano wywiad, to osoby proste (nie prostackie), z niewielkich miejscowości. Takie osoby po pierwsze ciężko namówić do zrobienia czegoś takiego, po drugie, nie potrafiliby wiarygodnie wypaść przed kamerą (z promptera nie przeczytają przecież. z kartek trzymanych przez reżyserów? Ciemno było, po drugie, sztuka czytania tak, jak się mówi w rzeczywistości, jest czymś bardzo wyćwiczonym bądź trzeba mieć do tego talent). Poza tym, jak wspomniałem, ilość ludzi pod pałacem była tak ogromna, że nie trzeba było nikogo podstawiać, aby znaleźć takie opinie, jakie mieliśmy okazję wysłuchać w "Solidarnych..."
Kolejnym zarzutem, z resztą bardzo powiązany z tym, co napisałem powyżej, jest silna stronniczość opinii w wypowiedziach tych ludzi. Jak to można wytłumaczyć? Po pierwsze, tytuł filmu - Solidarni (wobec narodowej tragedii) - a nie "Co myślę o prezydencie Kaczyńskim, jego małżonce i poszczególnych osobach, które zginęły 10.04.10". Po drugie, tak na zdrowy rozsądek, nikt kto był w Warszawie w okolicach pałacu prezydenckiego, nie przyszedł z nienawiści do pary prezydenckiej. Przyszedł ktoś, bo ich szanował, prezydenta uważał za świetnego wodza, bo czuł potrzebę zjednoczenia się z innymi ludźmi, Polakami... Powodów było mnóstwo. Osoby, które nienawidziły (bo był "kaczorem"?) Lecha Kaczyńskiego, po prostu siedziały sobie w domu i przeglądały internet, oglądały filmy na DVD czy cokolwiek innego. Ponadto, warto zauważyć jeszcze jedną rzecz, która umyka krytykom - pod Smoleńskiem zginęły także inne osoby. Od lewa do prawa. Zginęli dowódcy Wojska Polskiego. Posłowie, senatorowie, działacze pozarządowi. Czyli praktycznie "każdy" kogoś stracił, w sposób nagły, niespodziewany. Jak ktoś to ładnie ujął w filmie "zbyt prosto, zbyt banalnie". A wypowiedzi nie były tylko w tonie "tak, zginął mój prezydent", czy "to wielka strata, że Lech Kaczyński z małżonką nie żyją". Nie. Było też mnóstwo wypowiedzi w tonie ogólnym, że stała się rzecz straszna, że zginęła elita państwowa, ważni przedstawiciele Polski, którzy działali dla jej dobra i że w takich chwilach widać, że potrafimy się zjednoczyć mimo codziennych podziałów.
Czy to naprawdę takie złe, że pokazano uczucia tych ludzi? Że powiedzieli co myślą, bo nigdzie nie mogą znaleźć odpowiedzi w ciągle mnożącym się gąszczu pytań? Nie...
Warszawa, 17.04.2010
Emocje już odrobinę opadły, teraz każdy przeżywa to (bądź nie), gdzieś w sobie. Mowa oczywiście o tragedii pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010. Dziś nie będzie tradycyjnego wpisu komentującego.
W zamian, zapraszam na stronę poe.art.pl gdzie za komentarz posłużą moje zdjęcia z sobotnich uroczystości żałobnych z Warszawy.
Zapraszam do oglądania i komentowania.

