Ponurą miną w pokój?
Jadąc samochodem, usłyszałem wiadomość o "Kongresie Pokoju", odbywającym się w Krakowie. Pomijam cały, momentami bardzo lewacki, wydźwięk całej konferencji, ubawiła mnie po pachy propozycja zarzucenia całkiem... Poczucia humoru!
Nie wiem, kto był autorem takiego pomysłu. Napływowy Polak, jak na mój gust murz... Afroamerykanin. Stwierdził on, że zaprzestanie opowiadania dowcipów o Żydach, Czarnych, Niemcach czy Rosjanach może ustrzec przed rozszerzaniem się rasizmu i tragedii na tym tle. Bardzo mnie to wszystko ubawiło. Na tej samej zasadzie powinniśmy zapomnieć o dowcipach o garbatych, o Jasiu i Małgosi, o otyłych, o blondynkach oraz babach i lekarzach. Zostaną, być może, kawały o zajączku i niedźwiedziu, choć tutaj odezwać się mogą głosy sprzeciwu ze strony obrońców praw zwierząt. To co, może o kwiatuszkach? Niekoniecznie - przypomina mi się artykuł, który czytałem jakiś rok temu, w którym to napisano o Szwajcarii, gdzie bardzo ograniczono i utrudniono badania na roślinach, ponieważ należy im zapewnić odpowiedni komfort "psychiczny" i nie wolno doprowadzić do ich "cierpienia". W ogóle przestańmy się śmiać! Kochajmy się po prostu w pokoju!
Co jak co, ale nawet propaganda komunistyczna wiedziała, że musi zezwolić na "ostrzejsze" skecze kabaretowe, które działają niczym wentyl bezpieczeństwa. Poza tym, gdy śmiejemy się z siebie, możemy nabrać większego dystansu do wielu spraw, co może doprowadzić do spokoju i pokoju.
Tolerancyjny socjalizm
Socjalizm niszczy w ludziach nadzieję i motywację. Uzależnia społeczeństwo od władzy, nasila napięcie między poszczególnymi warstwami społecznymi. To nie jest dobry model, by się nim posiłkować i kierować. Przekonajcie się o tym sami.
Lewica powszechnie wmawia ludziom, jak bardzo o nich dba. Wyzwala ciemiężone masy, walczy z klasą posiadającą, jakby byli tym złem, co świat niszczy. Krzyczy o zasiłkach, posiłkach i innych grantach dla potrzebujących. Podwyższa podatki przez to, żeby było co rozdawać. I tu już pierwsza nieścisłość - wyższe podatki w cudownym państwie? Pytam się, czy socjalizm rozwiązał jakieś problemy społeczne? Czy nagle "ciemiężone masy" (nie mam tu na myśli pojedynczych jednostek potwierdzających regułę) coś zdziałały? Nie wydaje mi się. Ładowanie pieniędzy w ludzi, którzy bardzo często po prostu nie chcą pracować, bo wygodniej im na zasiłku nic nie daje. Nie rozwiązuje żadnych problemów, a tylko je pogłębia. Stara, komunistyczna (czyli lewicowa) zasada - "czy się stoi, czy się leży 5000 się należy". A czy ktokolwiek z lewej strony zastanowił się nad tym, że ludzie, którzy mają szczęście, są zaradni, do fortuny doszli ciężką pracą, szerokimi horyzontami, własnymi talentami i wielkim trudem napędzają kraj? Dlaczego należy instytucjonalnie karać ludzi za to, że im się powodzi? Zrównanie wszystkich do jednego poziomu nie jest absolutnie żadnym rozwiązaniem. Człowiek nie jest idealny. To tak, jak dzisiejszy trend do pchania się za wszelką cenę na studia. Jeszcze najlepiej na zaoczne, kierunek, powiedzmy ekstremalne zdobienie paznokci w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości I Piękności im. Johna Lenona. Każdy uważa się, że nadaje się na elitę kraju, za inteligenta wrodzonego. Każdy płaci wpisowe i czesne, więc "mgr" przed nazwiskiem gwarantowane. Autentyczny przykład - moja mama wykłada właśnie na takiej prywatnej uczelni (między innymi), kobieta na egzaminie zamiast "przedszkole" pisze tak, jak się mówi, czyli "pszeczkole". Ale nikt jej nie wywali, bo płaci. Można ją co najwyżej oblać. Kierunek to pedagogika. Wyobrażacie sobie, że potem taka "pszeczkolanka" wychowuje wasze dzieci? Nie będę się tu rozpisywał na temat szkolnictwa, bo o tym można poczytać w krótkim wpisie Durnie na elitę.
Odbiegłem odrobinę od tematu, więc już wracam. Co mi przeszkadza w socjalizmie? Mieszanie powszechnej tolerancji do wszystkiego z poszanowaniem indywidualnych zdolności jednostki. Z jednej strony walczenie o rzekome prawa wszelkiej maści "mniejszości", z drugiej strony wmawianie ludziom, że sami sobie nie poradzą, że bez nich do niczego nie dojdą. Co do tolerancyjności, przeobraża się to w tolerastię, czyli "wyznajemy wolność wszystkiego, wszelkich przekonań, szanujemy i kochamy twoje, pod warunkiem, że masz takie jak my (inaczej wp***)". I szerzy się to co raz bardziej. Już pomijam tu fakt ruchów homoseksualnych, ale na przykład walka o uznanie pedofilii jako czegoś zupełnie normalnego! W Holandii już jest zarejestrowana pedofilska partia polityczna, wywodząca się z ruchów gejowskich, chcąca wprowadzić do prawa drastyczne obniżenie dopuszczalnego wieku granicznego pozwalającego na stosunek. Nie pamiętam dokładnie proponowanego wieku, ale oscylowało to w granicach 10 czy 12 lat, o ile nie 8. Do tego postulaty o wolność dzieci do wyrażania swej ekspresji seksualnej poprzez stosunek. Nie mogę powiedzieć, że jestem przeciwny stosunkom seksualnym przed ślubem i tym podobne, jednak nie zmienia to faktu, że trzeba odrobinę do tego dojrzeć. Nie wiem czy pamiętacie, jakiś czas temu w Niemczech wydano broszurkę wychowania seksualnego dzieci, w którym to zachęcano ojców do zajmowania się częsciami intymnymi swych młodych córek, by je "wyzwolić i wyedukować".
Socjalizm i lewica same tworzą problemy, z którymi rzekomo potem walczą (nieskutecznie). Co się dzieje w mocno zliberalizowanej Holandii? Zezwolono na te tak zwane "miękkie narkotyki". To zasługa władzy ukierunkowanej na lewo. Wszystko po to, by nie ograniczać społeczności czy coś w ten deseń. Miało to doprowadzić do zmniejszenia skutków narkomanii (wedle zasady - nielegalne = lepsze -> więcej), dziś wychodzi to Holandii bokiem i zastanawia się nad zniesieniem tej swobody obywatelskiej.
Kolejne "przeciw", to brak poszanowania historii i ogólnie własnego kraju. Rozumiem, że nie każdego historia interesuje. Woli skupić się na dzisiejszym obiedzie i jutrzejszym wyjściu do pracy. Jednak nie powinno to zabijać poczucia przynależności do czegoś, co ma się we krwi od urodzenia, z pokolenia na pokolenie. Teraz można gadać sobie o pomysłach ujednolicenia Europy w jedno superpaństwo, jakie byłoby to genialne, wszak człowiek postępowy czuje się tylko i przede wszystkim Europejczykiem. Jednak jestem przekonany, że gdyby takie coś weszło w życie, prędzej czy później, człowiek zatęskniłby do poczucia przywiązania do czegoś bliższego niż Europa. Teraz mało kto zdaje sobie z tego sprawę.
Kończąc, nie podoba mi się także to, że polscy socjaliści i lewicowcy wywodzą się z ciężkiej komuny i szeregów PZPR, a ci, którzy są zbyt młodzi na to, w ogóle nie czują tego, że z tamtym czasem należy się raz na zawsze rozliczyć, porządnie, by móc budować normalną Polskę.
Europia, I
Kac. Budzik nieznoście zawodzi "Odą do radości". Gdzie tu, kurwa, może być radość o 7:00 dnia powszedniego - zastanawiam się głośno. W myślach. Ale nawet myśli są teraz głośne. Przez szpary w żaluzjach prześwituje po raz pierwszy od dawna Prawdziwe Słońce. Czas zwlec się z łóżka, nim ktoś mi w tym brutalnie pomoże - Nadzór Pełnego-Wykorzystania-Dnia-I-Szczęścia.
Zimny prysznic, filiżanka espresso, otwieram Euro Gazetę, wzrok prześlizguje się po nagłówkach - "lewica znów atakuje", "lewica domaga się równych praw dla mniejszości heteroseksualnych", "wiwat na cześć imigrantów".
- Taaak, to jest życie. - przeciągam się przy stole - Prawica zeszła do podziemia, właściwie stała się lewicą z przełomu wieku XX i XXI. Równouprawnienie pedałów i innych. Ale to musiały być czasy, prawda, Szopen? - Rudy, włochaty kocur miałknął jakby przytakując, po czym postawił ogon do góry i zgrabnie zeskoczył z krzesła. Odwrócił się, jego wzrok mówił wszystko. Wstałem, otworzyłem puszkę kociego jedzenia i dałem Szopenowi. Mruczenie przyjemnie wypełniło ciszę mieszkania. Wróciłem do przerwanej lektury. Doszedłem do dodatku lokalnego - "EuroPolska". Nic ciekawego. Komórka Euro Parlamentu w Warszawie jak zwykle nie potrafiła uchwalić niczego sensownego w obrębie i tak mocno ograniczonego prawa lokalnego i próba zamachu na przywódcę Ruchu Heteroseksualnego. Z tego ostatniego tekstu cieknie aż bólem, że po raz piąty nie udało się doprowadzić sprawy do ostatecznego rozstrzygnięcia - zabicia Jana Gymki.
W końcu zbliżał się najprzyjemniejszy moment całego, porannego rytuału - ze środka gazety wyciągam niby ulotkę, poskładaną na cztery. Konspiracyjny biuletyn "Wolny Naród". Ogólnoeuropejska, podziemna redakcja, wydająca gazetki przekonujące ludzi do powrotu do Starego Układu, czyli przynajmniej Unii Europejskiej z podziałem na poszczególne państwa, a nie jak teraz, rodzaj eurowojewództw. Mieli swoich ludzi wśród gazeciarzy, którzy po cichu wsadzali między kartki Euro Gazety nielegalny kolportaż. Ciężko było zapisać się do ich bazy adresowej. Nie dość, że świetnie się maskują i samo odnalezienie odpowiednich ludzi graniczy z cudem, to każdego chętnego na "Wolny Naród" głęboko i skrzętnie sprawdzali. Nie mieli innego wyjścia. Wszelkie próby dezintegracyjne w oczach władzy, kończyły się tragicznie. Śmiercią. Oczywiście w imię nieskrępowanej wolności w EuroŚwiecie.
7:40, czas zamknąć mieszkanie i w końcu wyjść do tej przeklętej pracy. Zbiegam po schodach i wychodzę na ulicę. Ludzie, mimo słońca, smętnie snują się w swoich kierunkach. Wskakuję do swojego małego, elektrycznego samochodu w kształcie jajka na trzech kołach i odjeżdżam. Ruch umiarkowany na drodze jak i chodnikach. Powszechna homoseksualność doprowadza do szybkiego starzenia się społeczeństwa i jego wyludnienia. Mimo zaawansowanych technologii, do tej pory zachodzenie w ciążę między Małżonkami A i B, jest mało skuteczne. Pięć na sto przypadków. Zapładnianie naturalnym in vitro jest dopuszczalne tylko w skrajnych przypadkach, gdyż wymaga spotkania się w jednej alkowie mężczyzny i kobiety. Obrzydlistwo.
Wybucham gromkim śmiechem, jednak zaraz przestaje mi być do śmiechu. To okropne...
Dojeżdżam pod szklany wieżowiec. Parkuję na swoim miejscu, wysiadam i wchodzę do budynku. Przykładam kartę do czytnika. Zapala się zielona lampka. Wraz z grupką osób ładuję się do windy. Ósme piętro, pokój 825, biurko 3a. Ścieram warstewkę kurzu ze swojej tabliczki na stole - "dr Mark Revit - second manager". Westchnąłem ciężko, patrząc na swoją unijną godność. Według dyryektywy z dnia 25 września 2050, wszystkie imiona i nazwiska należało przemianować na uniwersalne, łatwe do wypowiedzenia w każdym języku, czyli angielskim. Dopuszczalny był jeszcze francuski i niemiecki oraz rosyjski. Już wolałem angielski.
Ciężko usiadłem za biurkiem i zabrałem się do pracy. Podpis tu, podpis tam, teleobraz do sekretarki, by sprawdzić dzisiejsze spotkania. Nic specjalnego. Tak na dobrą sprawę, byłem kolejnym, zupełnie zbędnym trybikiem w europejskiej biurokracji. Każda decyzja wymagała przynajmniej dziesięciu potwierdzeń takich ludzi jak ja. Sztuczna kreacja kilkunastu miejsc pracy pomnożona przez każdy wydział każdego departamentu. Dziś mój wydział zajmował się gospodarką rolną, za tydzień rynkiem pracy, a pewnie za miesiąc odpadami wtórnymi.
Włączam kanał z wiadomościami politycznymi. W moim zawodzie muszę być na bieżąco z wszlekimi trendami w ogólnoeuropejskiej polityce, gdzie i kiedy, który dekret. W jednym momencie zmroziło mi krew w żyłach, prezenterka ze stoickim spokojem opowiadała o ostatnim dekrecie Komisji Europejskiej - Od przyszłego miesiąca, dekretem Komisji Europejskiej numer 3408/2055, zostanie wprowadzony abonament za posiadanie imienia i nazwiska. Każdy obywatel rocznie będzie musiał uiszczać opłatę w wysokości 200 euro za utrzymanie się w spisie ludności, co, jak przypominamy, jest niezbędne do funkcjonowania w Europie. Pieniądze zasilą konta Wydziału Napływu Imigrantów, który pomaga zaaklimatyzować się i stworzyć najdogodniejsze warunki wszystkim przybyszom spoza Wspólnoty. - Dalej już nie słuchałem. W uszach miałem szum, po głowie przetaczało się 200 euro za imię i nazwisko. Rocznie. Wydział Napływu Imigrantów. 200 euro. Nazwisko. Imię. - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - zerwałem się z fotela i wybiegłem do toalety. Facet z biurka 3b spojrzał na mnie jak na ostatniego idiotę i gnidę. Jednak tego nie zarejestrowałem. Potem tylko mogłem tego żałować, że nie zabiłem go. Lodowata woda przyjemnie chłodziła przegrzany umysł, jednak niepokoju nic nie mogło wypłukać. - Jak daleko to jeszcze może się posunąć.?Jak? Dokąd? Jak? Gdzie? Jak?! - gorączkowo zadawałem sobie te pytania. Nie zauważyłem, kiedy od tyłu podeszło do mnie dwóch funkcjonariuszy z wydziału Poszanowania Wolności (cóż za cyniczna nazwa, jeżeli wie się co robią). Skuli mnie i syknęli - Pan pójdzie z nami - to był koniec dla mnie. Zemdlałem
Nie wiem po jakim czasie się ocknąłem. Na pewno było to nieprzyjemne. Kubeł wody i 220V z krzesła, do którego byłem przykuty. Skutek natychmiastowy. Ostre światło padało wprost na moją twarz. Chciało mi się rzygać. Zza lampy odezwał się ostry, nieznoszący sprzeciwu głos - Mark Revit, wiecie czemu tu jesteście? - milczałem - Odpowiadajcie! - wrzasnął ten zza lampy, a w tył głowy nagle oberwałem jakimś kijem. Z tyłu też mnie pilnowali. - Kurwa, w co ja się wpakowałem - myśli nie chciały się poskładać. - Niyyyyyue weuieemmm - wymamrotałem. Wciąż chciało mi się rzygać. Porzygałem się. - Skoro nie wiecie, czemu tu jesteście, to wam wyjaśnię, panie Revit - jakby niczego nie zauważając, ten sterujący lampą kontynuował. - Nie spodobał wam się dekret Komisji Europejskiej numer 3408/2055 o abonamencie nazewnictwa! Czy nie zdajecie sobie sprawy z tego, że dzięki tym pienią dzom pogłębiamy tolerancję i wolność? Nie zdajecie sobie z tego, kurwa, sprawy? - Gdzieś z boku dopadła mnie stalowa pięść z kastetem. - Tolerancja - ironicznie przebiegło mi po głowie. Przesłuchujący mnie facet bez zbędnych ceregieli osądził mnie. - Obywatelu Mark Revit, tracisz pracę w swoim wydziale, nie masz prawa do ponownego ubiegania się tam o zatrudnienie, konfiskujemy na pana koszt mieszkanie i samochód. - po czym zbliżył się i syknął mi do ucha - bardzo dobrze się składa, bo akurat nie miałem gdzie ulokować mojego syna wraz z narzeczonym. - po czym oddalił się. Modliłem się w duchu, żeby przypadkiem nie zrobili mi rewizji teczki. "Wolny Naród" mógł w tej chwili wpędzić mnie w jeszcze większe kłopoty. Wykrakałem... - No proszę, panie Revit... - nastąpiła nieznośna cisza - Próbuje pan obalić Wspólnotę! - po czym z wściekłością rzucił mi biuletyn pod nogi i nasikał na to - Chyba na eksmisji się nie skończy - zabrzmiało to złowieszczo - Do Aresztu Wolności z nim! - wrzasnął do podwładnych.
Znów straciłem przytomność...
c.d.n.
Niszcz faszyzm, ale i komunizm!
Czy wiesz, że faszyzm, powszechnie uważany za skrajną prawicę, to kolejna mutacja lewicy?
Tak, proszę Państwa. NSDAP była partią owszem, narodową, ale SOCJALISTYCZNĄ. Nie wiem skąd w ogóle przyszło ludziom do głowy, że jest to prawica. Hitlerowcy chcieli zbudować swoją wersję komunizmu. Powszechna," międzynarodowa" aryjskość. Komuniści chcieli powszechnego sojuszu robotniczo-chłopskiego.
Dlaczego w ogóle poruszam ten temat? Ostatnio zacząłem się zastanawiać, dlaczego faszyzm jest uznawany bez oporu (i słusznie) za zbrodnię przeciwko ludzkości, a nad komunizmem przechodzimy niemalże obojętnie? Dla porównania, II Wojna Światowa pochłonęła około 50 milionów ludzi, według moich danych. Okres komunizmu około 100 milionów. Drobna różnica? Dlaczego nikt nie potrafi się upomnieć o ofiary komunistycznych katów? Jak to jest, że Żydzi potrafią tak obórcić opinię publiczną, że wszyscy uważają, iż II Wojna Światowa była... Przeciwko nim! Cały świat przeciwko jednej nacji? Trochę złośliwie: gdyby faktycznie tak było, Polacy sami chętnie by podrzucili Niemcom Żydów. Jak dobrze stwierdziła moja historyczka, "Żydzi nie pozwolą nam zapomnieć o holocauście".
Zaraz jakaś POprawna osoba rzuci mi hasło "Jedwabne", albo "Marzec '68". Co do pierwszego, cóż, mamy taką kartę w historii. Można tylko ubolewać. wydarzenia marcowe i nasilenie się antysemityzmu to stek bzdur. Z prostego względu. Antysemityzm wypływał głównie od "pezetpeerowców", ale i tak Żydzi w Polsce mieli się najlepiej wśród innych współziomków z innych, komunistycznych krajów. Pozwolono im wyjechać, dokąd chcą. Pozwalano im wrócić do ich ojczyzny, Izraela (wylądowali w USA, gdzie lobby żydowskie jest podobno baaaardzo silne).
A dlaczego my nie możemy w końcu wyjść z tego marazmu i pokazać światu naszej historii, prawdziwej. Obrona Westerplatte, Powstanie Warszawskie, Cała II Wojna Światowa. Jakoś Niemcy, Amerykanie potrafią tworzyć swoją historię, w której to Amerykanie wyzwolili wszystko, łącznie z polskimi obozami pracy, a Niemcy przytakują. Niedługo wyjdzie, że Alianci wraz z SS-manami współpracowali dla ogólnoświatowego dobra, oczywiście pod przywództwem KGB/NKWD/GRU. Dlaczego powstają takie przekłamania, jak film o braciach Bielskich, żydowskich partyzantach, którzy wybijali polskie wioski. Gdzie tu jest sprawiedliwość i dlaczego potrafimy tylko przyklaskiwać wszystkim dookoła, czasami nieśmiało coś przebąkiwać o naszej sprawie.
Echhhh...
Feministki wstydzą się swojej płci
Parlament Europejski przechodzi wszelkie szczyty idiotyzmu. Zwracanie się per "Pan" czy "Pani", a także zwracając się "Pani" lub "Panno", w zależności od stanu cywilnego, jest... Zbyt seksistowskie!
Do tego mają zniknąć określenia typu "pani policjant", które zastąpić ma po prostu "funkcjonariusz policji". Pierwsza i jedyna rzecz mi się nasuwa na myśl - feministki i inne lewaczki wstydzą się swojej płci. Bo jak inaczej to tłumaczyć? To jest po prostu chore, co się dzieje z tym światem, a z Europą zwłaszcza. Przecież w każdym języku jest podział na płeć, jeżeli chodzi o zawody. Policjant - policjantka, polizist - polizistin itp. Niedługo będziemy do siebie zwracać się per Człowieku A i Człowieku B (tak, jak w Hiszpanii, nie ma już męża i żony. Jest Małżonek A i Małżonek B). Czy dojdzie do tego, że będzie kurw zamiast kurwy? Kto wie. W tej chwili nic nie jest pewne, nawet to, że jak zwrócę się do Pana Jana, będzie on faktycznie panem, ani to, że sukienka, która wisi w sklepie jest damska.
Nic, idę jeszcze zwrócić się do paru osób per Pani czy Pan, przepuszczę kilka kobiet przodem w drzwiach i ustąpię miejsca starszej Pani w autobusie. Póki można. Póki nie zostanę okrzyknięty seksistą pełną gębą.
Śnieg updada na ziemię niczym nasze obyczaje i kultura.
Toleraści
Co chciałbym dziś poruszyć, to szerząca się tolerastia, zwłaszcza w Europie Zachodniej, ale i do nas docierającej. Spytacie się, co to jest tolerastia? Wciskanie ludziom na siłę tolerancji do każdego wypaczenia i przyklejania etykietek "homofobów" i innych.
Przed przeczytaniem ciągu dalszego, zapoznajcie się z artykułem "Romeo i Julian". Czyż nie jeży się włos na głowie? Zwłaszcza przy tym fragmencie:
"W 2007 r. w jednej z londyńskich szkół sześć uczennic przyznających się do chrześcijaństwa próbowało zwolnić się z obowiązku współorganizowania imprezy towarzyszącej obchodom Miesiąca. Nauczyciele jednak, pod groźbą kar dyscyplinarnych, zmusili je do uczestnictwa."
To teraz od początku. Jak każdy wie i widzi, środowiska gejowsko-lesbijsko-transseksualno-dziwne panoszą się co raz szerzej, szczycąc się swą "postępowością". Peace'n'Love, jednym słowem. Jednak nikt nie zwraca uwagi na to, że jest to bardzo, ale to bardzo nietolerancyjne towarzystwo. Niech tylko spróbuje ktoś powiedzieć, że są nienormalni, że to, co wyrabiają jest niesmaczne, niezdrowe i sprzeczne z naturą człowieka. Od razu polecą wyzwiska (oby tylko) typu "faszyści", "rasiści" czy "chrześcijanie". Wyżej podany przykład "postępu świata", bardzo podoba się wszelkim opcjom "na lewo". Bo w końcu dzieciom od małego należy wpajać, że gej jest spoko. Ciekawe kto potem wytłumaczy najmłodszym jak się robi dzieci, skoro homo jest najlepszy? Czekam tylko na pomysł zasiłków socjalnych dla tych, którzy zdecydują się na bycie homo. W październiku czy też w listopadzie przez zupełny przypadek wylądowałem na spotkaniu "Krytyki Politycznej" z Tomaszem Kitlińskim i Kingą Dunin. Miałem szczere chęci po prostu zostać i posłuchać, a nuż padną jakieś sensowne argumenty, coś, z czym się zgodzę. Po kilkudziesięciu minutach wyszedłem, słuchając w kółko tylko o tym jaka to Polska jest zacofana, że dobrze byłoby refundowac operację transseksualistom czy transwestom. W kółko tylko modne zwroty typu "gender", "gender trouble" i "mainstream".
A co powiecie na "parady równości"? Przecież to jest istna kpina. Właśnie przez takie coś, środowiska homoseksualne i inne pokazują, jak bardzo mają nierówno pod sufitem, że nie można ich traktować ani trochę poważnie. Ogromnie mnie to cieszy, że w Polsce tego typu "imprezy" są jeszcze jako tako blokowane.
Dokąd zmierza ten unijno-zachodni świat? W złą stronę. Krótko. Niedługo dojdzie do tego, że prawica zejdzie na lewo, bo będzie walczyła o prawa mniejszości heteroseksualnych, mimo że mniejszością pewnie nie będzie, ale nikt nie będzie się liczyl z ich prawami, które są prawami naturalnymi i pierwotnymi. Fin, bo mnie krew zalewa, a przed oczami mam tęczę typu 'peace'.

