Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

28maj/095

Wolność wyboru wyborów

Dziś wpis wyjątkowo z pogranicza polityki i informatyki, czyli jak przyciągnąć ludzi do głosowania we wszelkich wyborach. Można to osiągnąć w bardzo prosty sposób...

Co stoi na przeszkodzie studentowi, by ten poszedł zagłosować? Nie tylko brak chęci i olewanie polityki (mimo, że student, to przyszła inteligencja i elita narodu teoretycznie, a zainteresowanie polityką dla takiego to obowiązek), ale proszę zauważyć iż gro żaków mieszka dziesiątki kilometrów od domu. Często wynajmują stancje na lewo, bez zameldowania. Aby móc głosować w nie swoim okręgu, musi wybrać się do urzędu miasta, gdzie aktualnie przebywa, generalnie biurokracja. A czy nie wystarczyłby bardzo prosty system informatyczny (w sensie, pracujący na bardzo prostych zasadach)? Wystarczyłby. Osoba taka (będę się opierał tu na tym nieszczęsnym studencie, bo najłatwiej jest mi się zidentyfikować) idzie ze swoim dowodem tożsamości do komisji wyborczej. pokazuje dowód, gdzie widnieje jego PESEL. Członek komisji wyszukuje w bazie danych PESEL, sprawdza czy dane się zgadzają, odznacza w bazie (ogólnopolskiej), że ten człowiek, o tym PESEL-u już zagłosował, wydaje kartę do głosowania i po sprawie. Albo na odwrót, żeby nie budować zbyt dużej bazy, po prostu wpisywać PESEL. Wpis w rejestrze równałby się oddaniu głosu. Po to, żeby zabezpieczyć się przed ponownym głosowaniem tej samej osoby w komisji obok czy w innym mieście.

Jak miałby być zbudowany taki system? Proszę, oto system teoretyczny:

  • Baza danych, jakiś SQL, czy coś, co się nadaje do obsługi sporej liczby danych.
  • Do bazy wczytujemy PESEL-e osób upoważnionych do głosowania, czyli pełnoletnich, na pewno istnieją takie dane.
  • W komisjach wyborczych stawia się po jednym - dwóch komputerkach, najprostszych, z dostępem do bazy.
  • Wpis PESEL-u do bazy/odznaczenie osoby zaznaczałoby cały wiersz np. na czerwono, co oznaczałoby oddany głos.

Wykonanie? Cena? Cóż, moim zdaniem taka operacja wyszłaby wszystkim na dobre. Zmniejszenie biurokracji, uproszczenie procedur, przyciągnięcie niezdecydowanych do głosowania, błyskawiczne obliczanie frekwencji. Co do kosztów, zakup porządnego sprzętu, oprogramowanie i wdrożenie, to koszty niemalże jednorazowe + mały sztab osób do obsługi tego. Dobrych infomratyków w Polsce nam nie brakuje.

Wyżej wymieniony schemat nie dotyczy tylko studentów. Wystarczy, że ktoś jest w delegacji, wyjechał w odwiedziny do rodziny w góry na weekend, pojechał do miasta obok na spacer do parku i akurat przechodzi koło komisji wyborczej.

Mankamentem, który dostrzegam w tej chwili, może być to, że w niektórych komisjach mogłoby zabraknąć kart do głosowania, bo przyszłoby za dużo osób. Ale to można jakoś statystycznie obliczyć, gdzie ile potrzeba, ewentualnie, kiedy komisja widzi, że karty się kończą, dzwonią do odpowiedniej osoby, która dowozi karty z najbliższego, dostępnego miejsca.

Pewnie wymagałoby to pewnych regulacji prawnych, jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zauważyć, że z pewnością byłoby to łatwiej wprowadzić, niż głosowanie internetowe. Bo tu już trzeba byłoby się postarać o dobry system identyfikacyjny, świetne zabezpieczenia. Moja propozycja to jakby wstęp do głosowania przez sieć.

Co wy na to?

PS.

Obiecuję, że za niedługo pojawi się kolejna część opowiadania.