Grzegorz O.
Chyba nie muszę wspominać, że dzisiejszy, filmowy wpis okraszony moim krótkim komentarzem, będzie o Grzegorzu Osyrze, prezydencie miasta Mysłowice, który już dawno powinien zostać usunięty ze swojego stanowiska.
Już jakiś czas temu "Misja Specjalna" Telewizji Polskiej zainteresowała się niegospodarnością (łagodnie mówiąc) prezydenta Mysłowic, Grzegorza Osyry. Kilka dni temu, wątek znów powrócił na łamy tego programu. I bardzo dobrze. Szkoda, że tylko w wymiarze 20 minut. O tym, co dzieje się w moim rodzinnym mieście, można by nakręcić bez problemu pełnometrażowy dokument...
Oto wspomniany reportaż:
Radni vs. Osyr.. Mieszkańcy
Czyli politycznego cyrku w wydaniu mysłowickim ciąg dalszy.
Zawitałem w swoje domowe progi, do Mysłowic, po raz pierwszy od niecałych dwóch miesięcy. Moje miasto wita mnie na dzień dobry przynajmniej kilkoma bilbordami, które rzekomo powstały z oddolnej, obywatelskiej inicjatywy. Powiecie - "wspaniale, w końcu wykształca nam się społeczeństwo obywatelskie! Hip hip hurra dla demokracji!". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że cała "oddolna inicjatywa" jest z całą pewnością sterowana odgórnie, z polecenia samego prezydenta Osyry.
Jak pamiętacie, jakiś czas temu pisałem o billboardach w Mysłowicach, które rzekomo też były ufundowane przez rozentuzjazmowane społeczeństwo, sławiące prezydenta Osyrę. Notkę można przeczytać tutaj - "Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!". Co wynikło z tego? Kompletnie nic. A co mamy na ostatnich billboardach? Apel do mysłowickich radnych, by ci nie pozbawiali Mysłowic Off Festivalu, przywrócili miastu możliwość rozwoju kulturalnego i muzycznego oraz... Zostawili włączone światła w nocy. Podpisano - mieszkańcy Mysłowic. Ślicznie, prawda?
Teraz tłumaczę o co chodzi. Sprawa nie jest mała, bo dowiedziałem się o niej już w Lublinie, od koleżanki, która się spytała mnie czy to w tych moich Mysłowicach wyłączają w nocy latarnie na ulicach, żeby zaoszczędzić. Jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło, odpowiedziałem jej, że to na pewno te Mysłowice, bo gdzież indziej brakuje pieniędzy przez bardzo złe zarządzanie miastem przez prezydenta Osyrę. Okazało się, że na ten temat był nawet materiał w którymś Teleexpressie. Tylko z tego, co się dowiedziałem, przedstawiono newsa właśnie w sposób, jaki chciał uzyskać prezydent - zrzucono winę na Radę Miasta. Sprawa w rzeczywistości wygląda inaczej. Jest ona analogiczna do sytuacji bodajże sprzed roku, kiedy to prezydent miasta ruszył na jakieś cele pieniądze na oświatę i edukację. Są to kwoty tzw. "zamrożone", których nie można na nic innego przeznaczyć. Jednak zasada ta nie działa w Mysłowicach. Pieniądze zostały gdzieś upłynnione, a Rada Miasta na posiedzeniu odrzuciła prośbę prezydenta o to, by przyznać skądś kolejne pieniądze na edukację. Skończyło się na kolejnych billboardach w całych Mysłowicach, z hasłami w stylu "Radni nie dadzą pieniędzy na edukację". Ogólnie rzecz ujmując, billboardy są jedynym sposobem prezydenta na "komunikację" ze społeczeństwem. A, jest jeszcze agit-gazeta "Życie Mysłowic". Tak to jest nieuchwytny. Na żadne listy nie odpisuje. Aktualnie miasto nie ma pieniędzy, aby zorganizować znany w Polsce Off Festival, Mysłowice są zadłużone na tyle, że zdecydowano się na tak drastyczny krok jak właśnie wygaszenie latarni ulicznych w nocy, co automatycznie poskutkowało zwiększoną przestępczością i rozbojami.
Skąd mam pewność, że billboardy te na 100% nie są inicjatywą mieszkańców? Ponieważ jest to już oklepany sposób prezydenta na gnębienie Rady Miasta, na usprawiedliwianie siebie i próbę zatuszowania swojej, łagodnie mówiąc, niegospodarności. Następnie, billboardy te pojawiają się zawsze w tych samych miejscach. Zawsze. A najbardziej irytującym mnie faktem jest podszywanie się pod "społeczeństwo", pod każdego mieszkańca Mysłowic. Tak się, do jasnej cholery, nie robi! Choć w Polsce dalej mamy na każdym kroku pozostałości po komunie, to jednak takie zabiegi propagandowe (Grzegorz Osyra aktywnie działał w KC PZPR) już nie mieszczą się w głowie. Czuję się źle z tym. Nie potrafię zrozumieć, jakim cudem taka osoba rządzi w tym mieście drugą kadencję i nikt nie może z tym nic zrobić. Mam nadzieję, że każdy wychwycił implikaturę, dlaczego nie można z tym nic zrobić.
Żałuję, że bywam w swoim mieście rzadko, ze względu na studia, bo wtedy z wielką chęcią chciałbym bliżej przyjrzeć się sprawie i co nieco ją naświetlić. A tak, pozostaje dorywcza relacja nie tyle z placu boju co z pobojowiska.
Wesołych Świąt.
Lewica nadciąga?
Afera hazardowa, ujawniona jakiś czas temu trzęsie polską sceną polityczną. Niewątpliwie, nie pozostanie to bez wpływu na poparcie dla rządzącej partii. Jednak, czy tego typu zachowanie, nie pociągnie głosujących na lewą stronę?
Przy całym zamieszaniu, w którym to premier Donald Tusk pragnie ukarać Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, za to, że udało mu się ujawnić całą sprawę, dochodzi do wielu procesów, które mogą różne cuda stworzyć. Proszę zauważyć jedną rzecz. Platforma Obywatelska ostro obrywa po uszach, pomimo ochrony pewnych grup medialnych, które całą winę próbują zrzucić na PiS. I teraz nadchodzi taka oto sytuacja - ludzie nie są aż tak głupi. Potrafią wyczuć, że PO schrzaniło i już nie zagłosują tak licznie na nią. Jednak część społeczeństwa, dalej ślepo wierzy, że jednak to PiS jest winowajcą, chcącym doprowadzić do rewolucji, bezkrólewia i zdobycia ponownej władzy.
Co może z tego wyniknąć? Mi w głowie kształtuje się dość mroczny scenariusz. PO i PiS pozostaną w opozycji do nowego, lewicowego bądź centro - lewicowego rządu. Sądząc po rosnących sondażach, popierających tamtą część sceny politycznej, nie jest to aż tak nieprawdopodobna sytuacja.
Osobiście, mogę to zaobserwować, po wynikach przeprowadzonych "prawyborów" na moim wydziale politologii UMCS, przed wyborami do Europarlamentu.
Urabianie inteligencji
Rok akademicki 2009/10 rozpoczęty. Kolejny. A wraz z nim kolejne urabianie przyszłej inteligencji polskiej tylko w jednym, jedynym kierunku. I to na państwowej uczelni. Na kierunku politycznym. W imię czego?
Wydawać by się mogło, że na takich studiach, jak stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna czy politologia, na wydziale politologii, powinno się kształcić ludzi, którzy chcą działać w polityce każdego szczebla czy mediach wszelkich. Czyli ludzi o niemalże każdym światopoglądzie. Od lewa do prawa, bez konkretnego nacisku na którąkolwiek ze stron. W końcu kształci się młodzież, by ta w przyszłości była inteligencją narodu i tym narodem kierowała w sposób przede wszystkim mądry. Prowadzący zajęcia powinien być niejako przewodnikiem, który pokaże pewne zjawiska, zachęci studentów do poszukiwań i zgłębiania swoich światopoglądów, a może i zainteresowania innymi. Natomiast co zrobić, gdy wykładowca w jawny sposób przekazuje, że coś jest dobre, a czymś w ogóle nie powinno zawracać sobie głowy.
Przykład z dzisiejszych zajęć, który zreflektował mnie do dzisiejszego wpisu. Prowadzący jawnie stwierdza następującą rzecz: za rok są wybory prezydenckie i pada półgłosem hasło mniej więcej "jeju, jeszcze rok się z nim męczyć. Nie no, może nie jest takim złym politykiem, ale coś mu nie wychodzi". Po czym dorzuca trzy grosze w stylu: "Mam nadzieję, że za rok podejmiecie Państwo słuszny wybór". I jak tu mówić o bezstronności i nie narzucaniu swoich poglądów? A co, jeżeli ktoś się temu sprzeciwi? Nie zda egzaminu?
Czy ktoś może logicznie mi wytłumaczyć, dlaczego tak się postępuje?
A jeszcze do tego dochodzi wychwalanie, jaki to prezydent Kwaśniewski jest wygadany i elokwentny oraz ile to Gazeta Wyborcza ma fajnych pomysłów i akcji wraz z wydziałem...
Znamię i czerniak
Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.
"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa". Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.
Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...
Niekomunistyczny rząd?
Ludzie powariowali! 20. rocznica pierwszego, niekomunistycznego rządu! Ktoś tu nie zdaje sobie sprawy z oczywistych faktów. Choć, jak to zwykle bywa w polskiej debacie publicznej - tym gorzej dla faktów.
Od samego rana, ze wszystkich stron docierają do mnie informacje na temat fety - stuknęła dwudziestka od powstania pierwszego po wojnie, niekomunistycznego rządu w Polsce. Każdemu, kto tak twierdzi, chciałbym zdać bardzo proste pytanie - "Czy wiesz, kto wchodził w skład tego rządu?". Z pewnością, z miejsca uzyskam odpowiedź - "No, Tadeusz Mazowiecki!". W porządku, został premierem, przedstawicielem rządu i jego szefem. Pytam się kto był w tym rządzie? Cisza... No tak, tego już się tak nie nagłaśnia, bo zburzyłoby to całą, podniosłą aurę. Więc zagłębiać się nie będę, wezmę pierwsze stanowisko z brzegu, ważna posada - Minister Spraw Wewnętrznych. Tekę tę dostał... Czesław Kiszczak! Tak, ten sam komuch, co razem z kolegą po fachu, Jaruzelskim rozpętał w Polsce piekło (niech mi ktoś powie, że nie). Otrzymał również funkcję wicepremiera. Zgadzam się, nie cieszył się posadą długo, ale w pierwszy, najważniejszy skład, wchodził. Z resztą, bardzo ważne funkcje w tym rządzie dalej prowadzili starzy "pezetpeerowcy" - Minister Obrony Narodowej - Florian Siwicki, Minister Współpracy Gospodarczej z Zagranicą - Marcin Święcicki.
A do tego dochodzi karygodny, jak dla mnie, błąd premiera Mazowieckiego - polityka tak zwanej "grubej kreski". Czemu nie chciał rozliczenia, ostrego i porządnego, raz na zawsze z komunistyczną przeszłością Polski? Proszę o jeden, sensowny argument. Obawiam się, że takiego nie dostanę. Dlatego, do tej pory, jak pisał R. A. Ziemkiewicz, topimy się w kisielu, zamiast pływać w wodzie...
Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!
"Prezydencie, jesteśmy z Tobą. Mieszkańcy Mysłowic" - właśnie to hasło widnieje na jednym z mysłowickich bilboardów. Na pierwszym planie prezydent miasta Mysłowice, Grzegorz Osyra, za nim tłum ludzi. Osobista reklama osobistości prezydenta wstrząsnęła mną dogłębnie.
To już nie pierwsza reklama prezydenta Osyry w moim mieście. Co chwilę widać, gdzie to prezydent miasta zaprasza, co funduje. Powszechnie wiadomo, że Grzegorz Osyra był związany z byłym aparatem państwowym PRL, silnie związany z SLD. Dookoła jego postaci krąży wiele niewyjaśnionych, czy też w dziwnych okolicznościach umorzonych, spraw. Jedną z nich jest napaść na niego, która najprawdopodobniej była pożywką dla mediów i podbiciem popularności, tuż po tym, jak dziwnym trafem, z okna wyskoczył jego świeżo wybrany poprzednik, Stanisław Padlewski, również z SLD. Jako jedyny prezydent w kraju, trzy lata z rzędu nie otrzymał absolutorium za budżet miejski.
To tylko fragment jego popisów. Wracając do reklamy. Dlaczego mną wstrząsnęła? Ponieważ przekroczyła już za mocno granice dobrego smaku. Jakim prawem ktoś posługuje się mną i moim zdaniem (gdyż jestem mieszkańcem Mysłowic, który teoretycznie jest z prezydentem), niezależnie, czy ten pomnik zafundował sobie sam, czy jakaś grupa mieszkańców. Po drugie, a propos finansowania, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, że ktoś wykupił miejsce na bilboardzie z własnej kieszeni i stworzył reklamę. To musiało pójść ze środków albo bezpośrednio prezydenta, z jego prywatnej kieszeni, w co wątpię, albo, co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, ze środków budżetu miasta, z działki promocji miejscowości. Wtedy jakim prawem zostały te pieniądze przeznaczone na promocję osoby prezydenta, a nie miasta?
Kolejną sprawą jest to, że Grzegorz Osyra MUSIAŁ wiedzieć o całym przedsięwzięciu, z tego powodu, gdyż została wykorzystana tam jego twarz, na pierwszym planie, więc kwestia wszelkich praw autorskich, jeżeli zdjęcie zostało skądś ściągnięte, albo musiał bezpośrednio wziąć udział w sesji zdjęciowej. Po drugie, cała reklama jest utrzymana w charakterystycznej stylistyce, jaką miały poprzednie reklamy pana prezydenta.
Wystosowałem odpowiedni list, do Grzegorza Osyry, prezydenta Mysłowic o takiej treści:
"Szanowny prezydencie,
dziś, jadąc samochodem przez Brzęczkowice natknąłem się na jednym z bilboardów na urażającą moje uczucia reklamę Pana - "Prezydencie, jesteśmy z Tobą, mieszkańcy Mysłowic". Bardzo zaniepokoił mnie ten tekst, gdyż po pierwsze, w reklamie zadecydowano za wszystkich mieszkańców, co mają czuć i myśleć, po drugie, bardzo wątpię, żeby tę reklamę zafundowała społeczność mieszkańców, tylko Pan, gdzie posługuje się Pan absolutnie bez zezwolenia wizerunkiem i zdaniem mieszkańców w ogóle go nie znając. Po trzecie, intryguje mnie finansowanie tejże reklamy - z pewnością nie zafundował Pan sobie tego z własnej kieszeni, ani nie były darowizny kochających mieszkańców, tylko najprawdopodobniej z kieszeni budżetu, czyli z podatków, za pewne z działki "promocja miasta". Jeżeli stąd, to jakim prawem bierze Pan pieniądze na reklamy promujące Pana, a nie miasto?
Mój list nie jest obraźliwy, ani wulgarny, nie narusza także Pana godności osobistej, po prostu zadaję proste pytania, na które, jako mieszkaniec Mysłowic, mogę znać odpowiedź.
W przypadku braku jakiejkolwiek reakcji na ten list, zapewniam, że przyjdę z wizytą osobistą do Pana kancelarii w godzinach przyjęć, by tę sprawę wyjaśnić.
Z poważaniem,
Marcin Rzońca"
Czekam na odpowiedź.
Postaram się podjechać w miejsce, gdzie stoi ten bilboard i zrobić mu zdjęcie "dowodowe", bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby za parę dni zniknął.
Mieszkańcy miasta Mysłowice - łączcie się! Nie pozwólmy na obrażanie nas!
Wyszło szydło
Ostatnio mamy niezbity dowód, że polscy politycy prowadzą bardzo aktywną politykę prorodzinną. Wystarczy poczytać poniższe wiadomości z okresu kilku ostatnich tygodni, by przekonać się o tym, że mamy jedną wielką rodzinę polityczną, gdzie każdy może coś sobie załatwić. Wystarczy mieć plecy. "Im więcej znasz, tym więcej masz - III Rzeczywistość Polska".
Jeżeli o czymś zapomniałem, jeżeli chodzi o ostatnie kilka tygodni, proszę o przypomnienie, listę uzupełni się...
Można jedynie się domyślać o ilu rzeczach jeszcze nie wiemy, o ile wyjdą na światło dzienne.

