Radni vs. Osyr.. Mieszkańcy
Czyli politycznego cyrku w wydaniu mysłowickim ciąg dalszy.
Zawitałem w swoje domowe progi, do Mysłowic, po raz pierwszy od niecałych dwóch miesięcy. Moje miasto wita mnie na dzień dobry przynajmniej kilkoma bilbordami, które rzekomo powstały z oddolnej, obywatelskiej inicjatywy. Powiecie - "wspaniale, w końcu wykształca nam się społeczeństwo obywatelskie! Hip hip hurra dla demokracji!". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że cała "oddolna inicjatywa" jest z całą pewnością sterowana odgórnie, z polecenia samego prezydenta Osyry.
Jak pamiętacie, jakiś czas temu pisałem o billboardach w Mysłowicach, które rzekomo też były ufundowane przez rozentuzjazmowane społeczeństwo, sławiące prezydenta Osyrę. Notkę można przeczytać tutaj - "Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!". Co wynikło z tego? Kompletnie nic. A co mamy na ostatnich billboardach? Apel do mysłowickich radnych, by ci nie pozbawiali Mysłowic Off Festivalu, przywrócili miastu możliwość rozwoju kulturalnego i muzycznego oraz... Zostawili włączone światła w nocy. Podpisano - mieszkańcy Mysłowic. Ślicznie, prawda?
Teraz tłumaczę o co chodzi. Sprawa nie jest mała, bo dowiedziałem się o niej już w Lublinie, od koleżanki, która się spytała mnie czy to w tych moich Mysłowicach wyłączają w nocy latarnie na ulicach, żeby zaoszczędzić. Jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło, odpowiedziałem jej, że to na pewno te Mysłowice, bo gdzież indziej brakuje pieniędzy przez bardzo złe zarządzanie miastem przez prezydenta Osyrę. Okazało się, że na ten temat był nawet materiał w którymś Teleexpressie. Tylko z tego, co się dowiedziałem, przedstawiono newsa właśnie w sposób, jaki chciał uzyskać prezydent - zrzucono winę na Radę Miasta. Sprawa w rzeczywistości wygląda inaczej. Jest ona analogiczna do sytuacji bodajże sprzed roku, kiedy to prezydent miasta ruszył na jakieś cele pieniądze na oświatę i edukację. Są to kwoty tzw. "zamrożone", których nie można na nic innego przeznaczyć. Jednak zasada ta nie działa w Mysłowicach. Pieniądze zostały gdzieś upłynnione, a Rada Miasta na posiedzeniu odrzuciła prośbę prezydenta o to, by przyznać skądś kolejne pieniądze na edukację. Skończyło się na kolejnych billboardach w całych Mysłowicach, z hasłami w stylu "Radni nie dadzą pieniędzy na edukację". Ogólnie rzecz ujmując, billboardy są jedynym sposobem prezydenta na "komunikację" ze społeczeństwem. A, jest jeszcze agit-gazeta "Życie Mysłowic". Tak to jest nieuchwytny. Na żadne listy nie odpisuje. Aktualnie miasto nie ma pieniędzy, aby zorganizować znany w Polsce Off Festival, Mysłowice są zadłużone na tyle, że zdecydowano się na tak drastyczny krok jak właśnie wygaszenie latarni ulicznych w nocy, co automatycznie poskutkowało zwiększoną przestępczością i rozbojami.
Skąd mam pewność, że billboardy te na 100% nie są inicjatywą mieszkańców? Ponieważ jest to już oklepany sposób prezydenta na gnębienie Rady Miasta, na usprawiedliwianie siebie i próbę zatuszowania swojej, łagodnie mówiąc, niegospodarności. Następnie, billboardy te pojawiają się zawsze w tych samych miejscach. Zawsze. A najbardziej irytującym mnie faktem jest podszywanie się pod "społeczeństwo", pod każdego mieszkańca Mysłowic. Tak się, do jasnej cholery, nie robi! Choć w Polsce dalej mamy na każdym kroku pozostałości po komunie, to jednak takie zabiegi propagandowe (Grzegorz Osyra aktywnie działał w KC PZPR) już nie mieszczą się w głowie. Czuję się źle z tym. Nie potrafię zrozumieć, jakim cudem taka osoba rządzi w tym mieście drugą kadencję i nikt nie może z tym nic zrobić. Mam nadzieję, że każdy wychwycił implikaturę, dlaczego nie można z tym nic zrobić.
Żałuję, że bywam w swoim mieście rzadko, ze względu na studia, bo wtedy z wielką chęcią chciałbym bliżej przyjrzeć się sprawie i co nieco ją naświetlić. A tak, pozostaje dorywcza relacja nie tyle z placu boju co z pobojowiska.
Wesołych Świąt.
Czyste środowisko? Jak najbardziej!
Globalne ocieplenie to jedna, globalna hucpa. Pic na wodę. Kłamstwo i oszustwo. Co z resztą widać za oknem - śnieg, przyjemny mróz, nic dodać, nic ująć. Generalnie, tego typu ciepło-ekologom powinniśmy dać poważnego pstryczka w nos i odwrócić się na pięcie w stronę naprawdę ważnych oraz prawdziwych problemów.
Zapewne nie odkryję dzisiejszym wpisem Ameryki, jednak im mocniej będzie to nagłośnione, tym lepiej. Dla rozluźnienia i przywołania na Wasze twarze uśmiechów, najpierw krótki cytat:
Zimy będą teraz wyjątkowe mroźne i śnieżne, a lata chłodniejsze niż w ostatnich latach. Tak ma wyglądać „pauza” w globalnym ociepleniu, którą wieszczy profesor Mojib Latif z Uniwersytetu w Kilonii. I to nie jakaś tam pauzeczka czy pauzunia. Przerwa ma trwać – uwaga – „dwie dekady lub dłużej”.
źródło: blog.rp.pl/magierowski/
Tak więc na najbliższe 20 lat możemy sobie spokojnie odłożyć w planach wyjazd na plażę na Biegunie Północnym czy też nakręcenie filmu z zalewanych wysepek spowodowane topnieniem lodowców (swoją drogą, te lodowce już są w wodzie, więc roztopienie ich nie podniesie poziomu wód).
Ale dlaczego poruszyłem w ogóle ten temat? Aby zwrócić uwagę na pewną kwestię - zanieczyszczania środowiska. Czy nie lepiej by było te grube miliardy idące do kieszeni pokątnych korporacji "walczących" z "globalnym ociepleniem" przeznaczyć na uświadamianie ludzi, aby dbali o własny kąt? Dlaczego nie wydać tych gigantycznych kwot na to, aby faktycznie poprawić stan środowiska w sposób zauważalny i namacalny? Dlaczego nie użyć tej mamony aby pokazać ludziom iż dbając o środowisko po prostu sami zaoszczędzą spore sumki na własnych kontach?
Już tłumaczę o co chodzi. Tak, w najprostszych słowach. Wejdźmy do lasu. Co tam znajdziemy? Grzyby, ale chyba pleśniowe, pokrywające sterty śmieci wyrzucanych przez idiotów do rowu. Stare lodówki, kawałki samochodów, zużyte opony, gruz, worki z trawą, pewnie i jakieś zwłoki by się tam znalazły. Dokładnie wszystko. Czemu. Pytam się dlaczego, do jasnej Anielki, dajemy wpuszczać się w to gówniane globalne ocieplenie, skoro nie możemy utrzymać w czystości własnego podwórka?! Dlaczego nie potrafimy tych pieniędzy przeznaczyć na jakąś straż leśną, która nie tylko mogłaby posprzątać po tych idiotach, a także byłaby w stanie lepiej "monitorować" las i łapać na gorącym uczynków tych tępych debili, wlepiać im mandaty nie mniejsze niż 200 złotych, faktycznie je egzekwować, co pozwoliłoby na niezły zastrzyk do i tak już podreperowanego budżetu przez oszczędności na "globalnym ociepleniu".
Dlaczego nie wydać lekką ręką tych kwot na to, aby zadbać o nasze jeziora, o zabrudzony wszelkimi paskudztwami Bałtyk, o jakieś filtry na Wiśle i paru innych rzekach polskich. Oczyścilibyśmy środowisko z FAKTYCZNEJ ingerencji człowieka (nie da się nie ingerować, ale można ingerować z mniejszą szkodą). Dlatego też popieram akcję płatnych reklamówek w sklepach oraz fakt, iż są to (teoretycznie, nie wiem jak w praktyce) torby, które nie będą gniły w lesie, wyrzucone przez idiotów, przez 100 lat, a "tylko" przez 10 czy 5.
A akcje w stylu "o 20:00 wyłączamy na 10 minut światła"? Debilizm. Elektrownie są ustawione na pewien stały poziom produkcji energii. W przypadku, gdy nagle wiele domostw (bo tego typu akcje przecież nie przejdą w zakładach pracy, przemyśle itp) przestanie pobierać prąd elektrownia po prostu zwariuje i może ulec awarii, gdyż nie ma gdzie magazynować nadmiaru wyprodukowanej energii. Proste i logiczne, jednak nie dla wszystkich, lewicowych ekoterrorystów. Jest jednak inne, bardzo skuteczne rozwiązanie. Wystarczy, że faktycznie będziemy używać światła tam, gdzie potrzeba. Mamy imprezę w salonie? Ok, miejmy tam zapalone wszystkie lampy, w kuchni i przedpokoju również, żeby nikt nie potknął się i nie rozbił głowy. Jednak zgaśmy wszystkie żarówki na piętrze. Pomyślmy przede wszystkim o sobie - takie nawyki pozwolą nam zaoszczędzić w skali dnia jakieś grosze, ale w skali miesiąca czy roku, to już będą wyższe kwoty, które możemy przeznaczyć sobie na nowe buty czy dodatkowe tankowanie samochodu.
No właśnie, samochody. Naprawdę, moim zdaniem, jest czystym przegięciem świrowanie producentów, że ten samochód wydaje 0,98 CO2/100km a tamten 0,95. Jak wykazują niezależne badania, wydalanie CO2 przez człowieka jest to raptem kilka procent tego, co wydaje cała natura (wulkany, zwierzęta itd.). Zmuszanie ludzi do zakupu nowych samochodów, które spełniają kolejne normy ECO9271628325-3, bo inaczej będzie płacić się kary, albo nie wjedzie się do pewnych miast jest moim zdaniem wręcz zamachem na ludzką wolność. Nie twierdzę, że lubię wdychać spaliny z rozklekotanego VW Golfa z '91 roku, z dziurawym tłumikiem i zapchanym filtrem, takie coś już powinno się inaczej rozwiązywać (brak zgody na przedłużenie dowodu rejestracyjnego czy coś w tym stylu), ale niech każdy będzie jeździć czym chce i na co go, przede wszystkim, stać. Jasne, bardzo bym chciał mieć nową Alfę Romeo MiTo z silnikiem 1.4 MultiAir, ale po pierwsze, nie stać mnie, a po drugie, nie kupowałbym jej ze względu na małe wydzielanie CO2, a ze względu na niski poziom spalania = dla mnie niższe koszty eksploatacji! Warto wspomnieć o pomysłach tych wszystkich samochodzików na prąd. Brzydkie to to okrutnie, puste, bez wygody, ale do obrzydzenia ekologiczne i zupełnie nie do sprawdzenia się w Polsce. Bo kogo będzie stać na zakup dwóch samochodów? Tak, dwóch. Bo czy takim, za przeproszeniem, dwuosobowym wypierdkiem pojedziemy nad morze 500 km, albo 1000 na włoską plażę? Całą rodziną? No właśnie. I znów zrobią z Polaków kraj III świata, bo "klasycznymi" samochodami nie wjedzie się do większych miast, albo będzie się płacić ciężkie pieniądze, które "pójdą na globalne ocieplenie".
Temat jest jak rzeka. Można przebierać i wybierać, ale trzeba też zadbać aby ta rzeka była czysta i można się w niej racjonalnie pluskać bez obawy o paskudną wysypkę.
Lewica nadciąga?
Afera hazardowa, ujawniona jakiś czas temu trzęsie polską sceną polityczną. Niewątpliwie, nie pozostanie to bez wpływu na poparcie dla rządzącej partii. Jednak, czy tego typu zachowanie, nie pociągnie głosujących na lewą stronę?
Przy całym zamieszaniu, w którym to premier Donald Tusk pragnie ukarać Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, za to, że udało mu się ujawnić całą sprawę, dochodzi do wielu procesów, które mogą różne cuda stworzyć. Proszę zauważyć jedną rzecz. Platforma Obywatelska ostro obrywa po uszach, pomimo ochrony pewnych grup medialnych, które całą winę próbują zrzucić na PiS. I teraz nadchodzi taka oto sytuacja - ludzie nie są aż tak głupi. Potrafią wyczuć, że PO schrzaniło i już nie zagłosują tak licznie na nią. Jednak część społeczeństwa, dalej ślepo wierzy, że jednak to PiS jest winowajcą, chcącym doprowadzić do rewolucji, bezkrólewia i zdobycia ponownej władzy.
Co może z tego wyniknąć? Mi w głowie kształtuje się dość mroczny scenariusz. PO i PiS pozostaną w opozycji do nowego, lewicowego bądź centro - lewicowego rządu. Sądząc po rosnących sondażach, popierających tamtą część sceny politycznej, nie jest to aż tak nieprawdopodobna sytuacja.
Osobiście, mogę to zaobserwować, po wynikach przeprowadzonych "prawyborów" na moim wydziale politologii UMCS, przed wyborami do Europarlamentu.
Urabianie inteligencji
Rok akademicki 2009/10 rozpoczęty. Kolejny. A wraz z nim kolejne urabianie przyszłej inteligencji polskiej tylko w jednym, jedynym kierunku. I to na państwowej uczelni. Na kierunku politycznym. W imię czego?
Wydawać by się mogło, że na takich studiach, jak stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna czy politologia, na wydziale politologii, powinno się kształcić ludzi, którzy chcą działać w polityce każdego szczebla czy mediach wszelkich. Czyli ludzi o niemalże każdym światopoglądzie. Od lewa do prawa, bez konkretnego nacisku na którąkolwiek ze stron. W końcu kształci się młodzież, by ta w przyszłości była inteligencją narodu i tym narodem kierowała w sposób przede wszystkim mądry. Prowadzący zajęcia powinien być niejako przewodnikiem, który pokaże pewne zjawiska, zachęci studentów do poszukiwań i zgłębiania swoich światopoglądów, a może i zainteresowania innymi. Natomiast co zrobić, gdy wykładowca w jawny sposób przekazuje, że coś jest dobre, a czymś w ogóle nie powinno zawracać sobie głowy.
Przykład z dzisiejszych zajęć, który zreflektował mnie do dzisiejszego wpisu. Prowadzący jawnie stwierdza następującą rzecz: za rok są wybory prezydenckie i pada półgłosem hasło mniej więcej "jeju, jeszcze rok się z nim męczyć. Nie no, może nie jest takim złym politykiem, ale coś mu nie wychodzi". Po czym dorzuca trzy grosze w stylu: "Mam nadzieję, że za rok podejmiecie Państwo słuszny wybór". I jak tu mówić o bezstronności i nie narzucaniu swoich poglądów? A co, jeżeli ktoś się temu sprzeciwi? Nie zda egzaminu?
Czy ktoś może logicznie mi wytłumaczyć, dlaczego tak się postępuje?
A jeszcze do tego dochodzi wychwalanie, jaki to prezydent Kwaśniewski jest wygadany i elokwentny oraz ile to Gazeta Wyborcza ma fajnych pomysłów i akcji wraz z wydziałem...
Znamię i czerniak
Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.
"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa". Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.
Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...
Niekomunistyczny rząd?
Ludzie powariowali! 20. rocznica pierwszego, niekomunistycznego rządu! Ktoś tu nie zdaje sobie sprawy z oczywistych faktów. Choć, jak to zwykle bywa w polskiej debacie publicznej - tym gorzej dla faktów.
Od samego rana, ze wszystkich stron docierają do mnie informacje na temat fety - stuknęła dwudziestka od powstania pierwszego po wojnie, niekomunistycznego rządu w Polsce. Każdemu, kto tak twierdzi, chciałbym zdać bardzo proste pytanie - "Czy wiesz, kto wchodził w skład tego rządu?". Z pewnością, z miejsca uzyskam odpowiedź - "No, Tadeusz Mazowiecki!". W porządku, został premierem, przedstawicielem rządu i jego szefem. Pytam się kto był w tym rządzie? Cisza... No tak, tego już się tak nie nagłaśnia, bo zburzyłoby to całą, podniosłą aurę. Więc zagłębiać się nie będę, wezmę pierwsze stanowisko z brzegu, ważna posada - Minister Spraw Wewnętrznych. Tekę tę dostał... Czesław Kiszczak! Tak, ten sam komuch, co razem z kolegą po fachu, Jaruzelskim rozpętał w Polsce piekło (niech mi ktoś powie, że nie). Otrzymał również funkcję wicepremiera. Zgadzam się, nie cieszył się posadą długo, ale w pierwszy, najważniejszy skład, wchodził. Z resztą, bardzo ważne funkcje w tym rządzie dalej prowadzili starzy "pezetpeerowcy" - Minister Obrony Narodowej - Florian Siwicki, Minister Współpracy Gospodarczej z Zagranicą - Marcin Święcicki.
A do tego dochodzi karygodny, jak dla mnie, błąd premiera Mazowieckiego - polityka tak zwanej "grubej kreski". Czemu nie chciał rozliczenia, ostrego i porządnego, raz na zawsze z komunistyczną przeszłością Polski? Proszę o jeden, sensowny argument. Obawiam się, że takiego nie dostanę. Dlatego, do tej pory, jak pisał R. A. Ziemkiewicz, topimy się w kisielu, zamiast pływać w wodzie...
Nocna zmiana, obowiązkowo!
Nocna zmiana - film obowiązkowy dla każdego Polaka. Kto nie widział realiów piosenki Kazika - "Lewy Czerwcowy", zapraszam.
Jakieś pytania?
Równość społeczna jest w nas
Dziś kolejny przykład tego, jak socjalizm i głęboka komuna siedzą w duszach Polaków.
Parę dni temu "Dziennik" w stylu godnym "Faktu" czy "Super Expresu" oznajmił, że poseł Kamiński z PiS ma zegarek za 9000 złotych. Ogólnie skandal. Wytropili, że dostał go od żony na rocznicę ślubu. Oczywiście pod tą szałową informacją zaroiło się od komentarzy w stylu "haha, też mi tanie państwo", "widać, że kryzys jest" i tym podobne. Wydźwięk artykułu i wpisów brzmi, ogólnie rzecz biorąc, "on-ma-kasę-a-my-nie-więc-oddawaj-skurwysynu-i-złodzieju". To cudownie obrazuje stan mentalności naszego społeczeństwa - równość komunistyczno - lewacka musi być. I koniec. Dlaczego ten ktoś ma, a ja nie mam? Założę się, że większość komentatorów nawet nie chce kiwnąć palcem, żeby popracować trochę.
Teraz, żeby nie było wątpliwości, operuję na wyżej wymienionym przykładzie, by pokazać ogół zjawiska. Mam na myśli cholerną zazdrość ludzi, że ktoś coś ma, a on nie, więc mógłby się podzielić. Pytam się jakim prawem? Jeżeli tylko ktoś zarobił uczciwie pieniądze, niech wydaje sobie na co chce. Zegarki, samochody, garnitury i wakacje. Zapracował, poszczęściło mu się, jest zaradny, to ma nagrodę. Po to mamy wolny rynek i kapitalizm, by każdy robił to, co chce i potrafił to sprzedać jak najkorzystniej dla siebie. Jasne, każdemu są potrzebne pieniądze, ale zawsze będzie tak, że ktoś będzie zarabiał więcej i na więcej sobie pozwoli. A bluzganie na kogoś, że ma więcej... Żałosne
Z resztą, wracając już konretnie do zegarka za 9000. Jakoś nikt nie krzyczy, że to rozbój w biały dzień, kiedy to Kwaśniewski ma całą kolekcję zegarków po kilka - kilkadziesiąt tysięcy złotych każdy. Jeden ma za 50 000, z tego co udało mi się znaleźć. Leszek Miller również może poszczycić się ciekawymi i wcale nie tanimi czasomierzami. Ale to są "swoi", z kompartii, więc na nich nie wolno krzyczeć i domagać się sprawiedliwości społecznej, której tak pragneli - sojusz robotniczo - chłopski. A Jerzy Urban, komuch jakich mało, który powinien żebrać o pieniądze od "wstrętnych kapitalistów", albo gnić w więzieniu, wozi się luksusowym Jaguarem, ma potężną willę oraz łódź. Może szanowni państwo od bluzgania zainteresowaliby się takimi przypadkami i żądaniami równości społecznej, hę?
Wyszło szydło
Ostatnio mamy niezbity dowód, że polscy politycy prowadzą bardzo aktywną politykę prorodzinną. Wystarczy poczytać poniższe wiadomości z okresu kilku ostatnich tygodni, by przekonać się o tym, że mamy jedną wielką rodzinę polityczną, gdzie każdy może coś sobie załatwić. Wystarczy mieć plecy. "Im więcej znasz, tym więcej masz - III Rzeczywistość Polska".
Jeżeli o czymś zapomniałem, jeżeli chodzi o ostatnie kilka tygodni, proszę o przypomnienie, listę uzupełni się...
Można jedynie się domyślać o ilu rzeczach jeszcze nie wiemy, o ile wyjdą na światło dzienne.

