I tak wybierzemy…
...kogoś innego. Jako, że jesteśmy już na ostatniej prostej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, nie mogę odgonić się od pewnej myśli - wybieramy kogoś, kto ma szansę wygrać, a nie tego, kto nam pasuje. Nic odkrywczego? A może wręcz przeciwnie.
Myśl mnie ta natchnęła przy okazji pisania tego komentarza, w którym to próbowałem nakreślić fenomen Janusza Korwina - Mikkego. Chciałbym tutaj to nieco rozwinąć i uogólnić.
Jak łatwo zauważyć, kandydat na prezydenta, Janusz Korwin - Mikke, króluje, a przynajmniej jest w ścisłej czołówce, wielu sondaży i "prawyborów" przeprowadzanych na wszelkich serwisach poświęconym tegorocznym wyborom. Żeby nie być gołosłownym - Prawybory na portalu Facebook: JKM na drugim miejscu z wynikiem nieco ponad 20%, wprost24.pl: bezsprzeczne prowadzenie z wynikiem ponad 40%, na wykop.pl wręcz natłok filmików i komentarzy z udziałem kandydata, bardzo pozytywnie odbieranymi przez internautów.
A na ile może liczyć realnie w niedzielnych wyborach? Nie przewiduję, aby to był wynik przekraczający 5 - 6%. Będzie to bardziej oscylować w granicach 2 - 4%, na pewno nie będzie to wynik dwucyfrowy, który jest "zarezerwowany" dla Komorowskiego, Kaczyńskiego i Napieralskiego, ewentualnie Olechowskiego.
Skąd taki fenomen? Jednym z czynników może być wpływ wieku. W internecie nie ma cenzusu wieku. Głosować może każdy. Choć tutaj nie spodziewałbym się zbyt dużego odsetka osób niepełnoletnich, którzy akurat fanatycznie klikają wszędzie, gdzie znajdą "Janusz Korwin - Mikke - GŁOSUJ". Ci raczej, ze względu na nikłe pojęcie o polityce, będą klikać wedle nastrojów w domu, zwłaszcza na Komorowskiego, bo Kaczyński, to przebrzydły kaczor i kropka. Nie jest też problemem głosować kilka razy w tej samej ankiecie, co zwolennikom JKM może pomóc budować właśnie taką spiralę zaskoczenia - Mikke na prowadzeniu! Mikke do boju! itp.
I tu dochodzimy do sedna, dlaczego nagle poparcie spada do realnych kilku procent? Przy urnie nie ma już zabawy, klikania "odśwież" oraz bezwiednego klikania "głosuj", nasuwa się refleksja i takie otrzepanie "E, Mikke, ten wariat w muszce, co to tylko pokrzykuje o złodziejach, logicznie, bo logicznie, ale pokrzykuje? Nieee, to nie dla mnie... Poza tym, przecież on przegra, więc po co mi na niego głosować".
No właśnie, w duchu popieramy kandydata X, dajmy na to już Mikkego. Pasują nam jego poglądy, chęć wprowadzenia pewnych reform, powszechne uzdrowienie kraju, zwłaszcza gospodarczo. Ale ten nieszczęsny "imidż" (mi "imidż" ciągle kojarzy się nie z "image" tylko z "imitacją". Chyba trafniej.), muszka, ostry język, sumiaste wąsy i łysinka, przekreślają go w ostatecznym rozrachunku.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia - "on zawsze przegrywa, to zmarnowany głos". Nigdy nie chcemy obstawiać przegranych, a wybory to bardzo specyficzny rodzaj zakładów bukmacherskich. Ostatecznie, zakreślamy tego, kto ma większe szanse i jest najbliżej naszego ideału światopoglądowego. Oczywiście dotyczy się to osób, które nie są uznawane za "żelazny elektorat" danego kandydata, choćby bardzo niszowego.
No, ale skąd w końcu Korwin - Mikke ma takie poparcie wśród "cichego tłumu"? Ponieważ ma logiczne, racjonalne poglądy, prawicowe, które wbrew pozorom, odpowiadają dużej części społeczeństwa, która dodatkowo jest zmęczona przepychankami na linii PO - PiS. Marek Jurek jest kandydatem zbyt konserwatywnym, związanym z Kościołem, a to jedyna osoba na prawej stronie, która mogłaby jeszcze prócz JKM przejąć tę pałeczkę.
Kończąc, wspomniałem jeszcze, że wyniki dwucyfrowe są już zarezerwowane dla kilku kandydatów. Dlaczego dla Kaczyńskiego i Komorowskiego, wyjaśniłem - są to "pewniki", na których ludzie chcą głosować, by nie czuć się przegranymi (albo odczuwać do w najmniejszym stopniu). A dlaczego znajduje się tam Grzegorz Napieralski albo Andrzej Olechowski? Bo jednak w Polsce jest więcej zwolenników lewicy czy też centrolewicy niż czystej maści prawicowców (czy ten podział jeszcze w ogóle coś znaczy...?)
No, to jeszcze 7 dni i będzie ciekawie!
Lewica nadciąga?
Afera hazardowa, ujawniona jakiś czas temu trzęsie polską sceną polityczną. Niewątpliwie, nie pozostanie to bez wpływu na poparcie dla rządzącej partii. Jednak, czy tego typu zachowanie, nie pociągnie głosujących na lewą stronę?
Przy całym zamieszaniu, w którym to premier Donald Tusk pragnie ukarać Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, za to, że udało mu się ujawnić całą sprawę, dochodzi do wielu procesów, które mogą różne cuda stworzyć. Proszę zauważyć jedną rzecz. Platforma Obywatelska ostro obrywa po uszach, pomimo ochrony pewnych grup medialnych, które całą winę próbują zrzucić na PiS. I teraz nadchodzi taka oto sytuacja - ludzie nie są aż tak głupi. Potrafią wyczuć, że PO schrzaniło i już nie zagłosują tak licznie na nią. Jednak część społeczeństwa, dalej ślepo wierzy, że jednak to PiS jest winowajcą, chcącym doprowadzić do rewolucji, bezkrólewia i zdobycia ponownej władzy.
Co może z tego wyniknąć? Mi w głowie kształtuje się dość mroczny scenariusz. PO i PiS pozostaną w opozycji do nowego, lewicowego bądź centro - lewicowego rządu. Sądząc po rosnących sondażach, popierających tamtą część sceny politycznej, nie jest to aż tak nieprawdopodobna sytuacja.
Osobiście, mogę to zaobserwować, po wynikach przeprowadzonych "prawyborów" na moim wydziale politologii UMCS, przed wyborami do Europarlamentu.
Znamię i czerniak
Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.
"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa". Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.
Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...
Tolerancyjny socjalizm
Socjalizm niszczy w ludziach nadzieję i motywację. Uzależnia społeczeństwo od władzy, nasila napięcie między poszczególnymi warstwami społecznymi. To nie jest dobry model, by się nim posiłkować i kierować. Przekonajcie się o tym sami.
Lewica powszechnie wmawia ludziom, jak bardzo o nich dba. Wyzwala ciemiężone masy, walczy z klasą posiadającą, jakby byli tym złem, co świat niszczy. Krzyczy o zasiłkach, posiłkach i innych grantach dla potrzebujących. Podwyższa podatki przez to, żeby było co rozdawać. I tu już pierwsza nieścisłość - wyższe podatki w cudownym państwie? Pytam się, czy socjalizm rozwiązał jakieś problemy społeczne? Czy nagle "ciemiężone masy" (nie mam tu na myśli pojedynczych jednostek potwierdzających regułę) coś zdziałały? Nie wydaje mi się. Ładowanie pieniędzy w ludzi, którzy bardzo często po prostu nie chcą pracować, bo wygodniej im na zasiłku nic nie daje. Nie rozwiązuje żadnych problemów, a tylko je pogłębia. Stara, komunistyczna (czyli lewicowa) zasada - "czy się stoi, czy się leży 5000 się należy". A czy ktokolwiek z lewej strony zastanowił się nad tym, że ludzie, którzy mają szczęście, są zaradni, do fortuny doszli ciężką pracą, szerokimi horyzontami, własnymi talentami i wielkim trudem napędzają kraj? Dlaczego należy instytucjonalnie karać ludzi za to, że im się powodzi? Zrównanie wszystkich do jednego poziomu nie jest absolutnie żadnym rozwiązaniem. Człowiek nie jest idealny. To tak, jak dzisiejszy trend do pchania się za wszelką cenę na studia. Jeszcze najlepiej na zaoczne, kierunek, powiedzmy ekstremalne zdobienie paznokci w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości I Piękności im. Johna Lenona. Każdy uważa się, że nadaje się na elitę kraju, za inteligenta wrodzonego. Każdy płaci wpisowe i czesne, więc "mgr" przed nazwiskiem gwarantowane. Autentyczny przykład - moja mama wykłada właśnie na takiej prywatnej uczelni (między innymi), kobieta na egzaminie zamiast "przedszkole" pisze tak, jak się mówi, czyli "pszeczkole". Ale nikt jej nie wywali, bo płaci. Można ją co najwyżej oblać. Kierunek to pedagogika. Wyobrażacie sobie, że potem taka "pszeczkolanka" wychowuje wasze dzieci? Nie będę się tu rozpisywał na temat szkolnictwa, bo o tym można poczytać w krótkim wpisie Durnie na elitę.
Odbiegłem odrobinę od tematu, więc już wracam. Co mi przeszkadza w socjalizmie? Mieszanie powszechnej tolerancji do wszystkiego z poszanowaniem indywidualnych zdolności jednostki. Z jednej strony walczenie o rzekome prawa wszelkiej maści "mniejszości", z drugiej strony wmawianie ludziom, że sami sobie nie poradzą, że bez nich do niczego nie dojdą. Co do tolerancyjności, przeobraża się to w tolerastię, czyli "wyznajemy wolność wszystkiego, wszelkich przekonań, szanujemy i kochamy twoje, pod warunkiem, że masz takie jak my (inaczej wp***)". I szerzy się to co raz bardziej. Już pomijam tu fakt ruchów homoseksualnych, ale na przykład walka o uznanie pedofilii jako czegoś zupełnie normalnego! W Holandii już jest zarejestrowana pedofilska partia polityczna, wywodząca się z ruchów gejowskich, chcąca wprowadzić do prawa drastyczne obniżenie dopuszczalnego wieku granicznego pozwalającego na stosunek. Nie pamiętam dokładnie proponowanego wieku, ale oscylowało to w granicach 10 czy 12 lat, o ile nie 8. Do tego postulaty o wolność dzieci do wyrażania swej ekspresji seksualnej poprzez stosunek. Nie mogę powiedzieć, że jestem przeciwny stosunkom seksualnym przed ślubem i tym podobne, jednak nie zmienia to faktu, że trzeba odrobinę do tego dojrzeć. Nie wiem czy pamiętacie, jakiś czas temu w Niemczech wydano broszurkę wychowania seksualnego dzieci, w którym to zachęcano ojców do zajmowania się częsciami intymnymi swych młodych córek, by je "wyzwolić i wyedukować".
Socjalizm i lewica same tworzą problemy, z którymi rzekomo potem walczą (nieskutecznie). Co się dzieje w mocno zliberalizowanej Holandii? Zezwolono na te tak zwane "miękkie narkotyki". To zasługa władzy ukierunkowanej na lewo. Wszystko po to, by nie ograniczać społeczności czy coś w ten deseń. Miało to doprowadzić do zmniejszenia skutków narkomanii (wedle zasady - nielegalne = lepsze -> więcej), dziś wychodzi to Holandii bokiem i zastanawia się nad zniesieniem tej swobody obywatelskiej.
Kolejne "przeciw", to brak poszanowania historii i ogólnie własnego kraju. Rozumiem, że nie każdego historia interesuje. Woli skupić się na dzisiejszym obiedzie i jutrzejszym wyjściu do pracy. Jednak nie powinno to zabijać poczucia przynależności do czegoś, co ma się we krwi od urodzenia, z pokolenia na pokolenie. Teraz można gadać sobie o pomysłach ujednolicenia Europy w jedno superpaństwo, jakie byłoby to genialne, wszak człowiek postępowy czuje się tylko i przede wszystkim Europejczykiem. Jednak jestem przekonany, że gdyby takie coś weszło w życie, prędzej czy później, człowiek zatęskniłby do poczucia przywiązania do czegoś bliższego niż Europa. Teraz mało kto zdaje sobie z tego sprawę.
Kończąc, nie podoba mi się także to, że polscy socjaliści i lewicowcy wywodzą się z ciężkiej komuny i szeregów PZPR, a ci, którzy są zbyt młodzi na to, w ogóle nie czują tego, że z tamtym czasem należy się raz na zawsze rozliczyć, porządnie, by móc budować normalną Polskę.
Niszcz faszyzm, ale i komunizm!
Czy wiesz, że faszyzm, powszechnie uważany za skrajną prawicę, to kolejna mutacja lewicy?
Tak, proszę Państwa. NSDAP była partią owszem, narodową, ale SOCJALISTYCZNĄ. Nie wiem skąd w ogóle przyszło ludziom do głowy, że jest to prawica. Hitlerowcy chcieli zbudować swoją wersję komunizmu. Powszechna," międzynarodowa" aryjskość. Komuniści chcieli powszechnego sojuszu robotniczo-chłopskiego.
Dlaczego w ogóle poruszam ten temat? Ostatnio zacząłem się zastanawiać, dlaczego faszyzm jest uznawany bez oporu (i słusznie) za zbrodnię przeciwko ludzkości, a nad komunizmem przechodzimy niemalże obojętnie? Dla porównania, II Wojna Światowa pochłonęła około 50 milionów ludzi, według moich danych. Okres komunizmu około 100 milionów. Drobna różnica? Dlaczego nikt nie potrafi się upomnieć o ofiary komunistycznych katów? Jak to jest, że Żydzi potrafią tak obórcić opinię publiczną, że wszyscy uważają, iż II Wojna Światowa była... Przeciwko nim! Cały świat przeciwko jednej nacji? Trochę złośliwie: gdyby faktycznie tak było, Polacy sami chętnie by podrzucili Niemcom Żydów. Jak dobrze stwierdziła moja historyczka, "Żydzi nie pozwolą nam zapomnieć o holocauście".
Zaraz jakaś POprawna osoba rzuci mi hasło "Jedwabne", albo "Marzec '68". Co do pierwszego, cóż, mamy taką kartę w historii. Można tylko ubolewać. wydarzenia marcowe i nasilenie się antysemityzmu to stek bzdur. Z prostego względu. Antysemityzm wypływał głównie od "pezetpeerowców", ale i tak Żydzi w Polsce mieli się najlepiej wśród innych współziomków z innych, komunistycznych krajów. Pozwolono im wyjechać, dokąd chcą. Pozwalano im wrócić do ich ojczyzny, Izraela (wylądowali w USA, gdzie lobby żydowskie jest podobno baaaardzo silne).
A dlaczego my nie możemy w końcu wyjść z tego marazmu i pokazać światu naszej historii, prawdziwej. Obrona Westerplatte, Powstanie Warszawskie, Cała II Wojna Światowa. Jakoś Niemcy, Amerykanie potrafią tworzyć swoją historię, w której to Amerykanie wyzwolili wszystko, łącznie z polskimi obozami pracy, a Niemcy przytakują. Niedługo wyjdzie, że Alianci wraz z SS-manami współpracowali dla ogólnoświatowego dobra, oczywiście pod przywództwem KGB/NKWD/GRU. Dlaczego powstają takie przekłamania, jak film o braciach Bielskich, żydowskich partyzantach, którzy wybijali polskie wioski. Gdzie tu jest sprawiedliwość i dlaczego potrafimy tylko przyklaskiwać wszystkim dookoła, czasami nieśmiało coś przebąkiwać o naszej sprawie.
Echhhh...
Jaruzelski to jest gość!
Czy wiecie, że gen. Jaruzelski dalej cieszy się wielką popularnością i jest mile widzianą personą? Nie?
To zapraszam do przeczytania Tego artykułu. Ja już powstrzymam się od komentarza.
Na dobre zakończenie, obejrzyjcie sobie ten film, który powstał przy okazji wizyty gospodarskiej z redaktorem Piotrem Lisiewiczem w roli głównej. Przewodzi on Akcji Alternatywnej "Naszość" w Poznaniu. Ktoś chętny do zorganizowania czegoś podobnego w Lublinie?
Faszyzacja naszych domów
Jakiś czas temu zaintrygował mnie jeden artykuł na dziennik.pl, zatytułowany mniej więcej "Prezydent lepszy od premiera". Domyślałem się, że jest w tym, jakiś kruczek. Po prostu polegało to na tym, że strona prezydent.pl jest lepiej zrobiona, ma świeższe aktualizacje niż witryna kancelarii premiera. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby przeczytać komentarze zamieszczone poniżej tekstu. Dyskusja toczyła się wokół tego, że wynika to z tego, iż premier i jego świta robią więcej konretów, a nie zajmują się takimi bzdurami jak aktualizacja rządowej strony. Mniejsza z tym. Najbardziej zaintrygowała mnie wypowiedź osoby piszącej jako "gimnazjalistka na feriach", która wypowiedziała się w tym tonie, iż na WOS-ie nauczyciel podał jej stronę rządu jako dobre źródło informacji, a o prezydencie nie wspomniał. Do tego, że wszyscy dorośli odliczają czas do końca kadencji prezydentury Kaczyńskiego. Pomijając wszystkie inne niuanse i inną część dyskusji, przy okazji, podpowiedziałem tejże osobie, by popatrzyła na wiele aspektów z drugiej strony, nie tylko jak opisuje to Wyborcza czy też inne, wiodące media i poczytała chociażby co nieco Rafała Ziemkiewicza. Reakcja mnie zwaliła z krzesła. Rzekoma gimnazjalistka stwierdziła "a co to ja jestem jakaś faszystka?". Zdziwienie mieszało się z uczuciem rozbawienia, ale i pewnej rodzaju złości. Stwierdziła, że jej tata jest adiunktem na UW i on się na tym zna, nie pozwalając czytać jej takich rzeczy, czy oglądać TVP Historia ze względu na takich ludzi jak Ziemkiewicz. Oczywiście, dostałem jeszcze po uszach od jej tatusia, co przekazała, czyli standardowe pytanie - twierdzenie: "czy ja studiuję gdzieś u Rydzyka, bo na UW nie miałbym szans z takimi lekturami". Tu już zawiało grozą. UW, wydawać by się mogło, pożądny uniwersytet, a tacy ludzie tam są... I tu nawiązanie do tytułu wpisu. Faszyzacja w polskich domach postępuje, ma się świetnie. Rodzice skutecznie blokują rozwój dzieci. Owszem, oni najbardziej nas kształtują, ale nie można iść w takie skrajności. W moim domu jednak mogłem sobie "wybierać", co chcę czytać i z jakiej opcji politycznej potem odpowiednio, na poziomie, polemizując, gdzie można było mnie przekonać lub nie, że sie mylę lub nie. Z jednej strony wyrasta wolne pokolenie, pragnące dobrobytu, wyjazdów, normalnego życia, jak to młodzi ludzie w USA czy gdzieś na Zachodzie, z drugiej zaś strony, osoby nie chcące poszerzać swoich horyzontów, nie dbające o to, co było. Polityka grubej kreski. Demokracja? Akurat.
Nowość po staremu
Od kilku tygodni w mediach trwa krytyczna debata dotycząca kongresu Prawa i Sprawiedliwości. Głównie przez to, że partia ta ostro pracuje nad zmianą swojego wizerunku, by dotrzeć do szerokiego grona społeczeństwa, a nie tylko trzymać się zagorzałych fanów. Zabiegi ludzi od PR-u, nowy program partii, kobiecy spot reklamowy. I bardzo dobrze. W tę stronę PiS powinien podążać, bo tylko w taki sposób można dziś ludzi zainteresować. Medialnością. I odczarowaniem wizerunku "wodzostwa" Jarosława Kaczyńskiego, który został na takiego wykreowany przez środki masowego przekazu. Owszem, zgadzam się, że prezes PiS-u nie potrafił się "sprzedać". Nie raz palnął coś głupiego. Jednak, robił to tak, jak wielu innych polityków. Tyle, że o nich się nie mówiło tyle i nie kreowało na idiotów, tłumoków itp. Nie będę się tu teraz rozwodził dlaczego akurat padło na niego i partię, w sieci można wyszukać wiele, ciekawych artykułów i felietonów odnośnie tego. Jednak to, do czego chciałbym się dziś odnieść, to tak jak wspomniałem na początku, krytyczna debata o kongresie PiS-u.
Zabrali się za zmiany teraz, a nie w gorącym okresie przedwyborczym, kiedy to każde ugrupowanie zmienia swój "image". I co? Oczywiście to jest złe, sieje propagandę. Cholera, jaką propagandę? Zawsze są potrzebne zmiany, w tym przypadku muszą to być metamorfozy dość spore z różnych względów. Jakby Prawo i Sprawiedliwość zabrało się za to tuż przed wyborami, tym bardziej nikt by nie chciał tego "kupić", bo wszyscy wzięli by to za chwyt wyborczy. Widzę po reakcjach rówieśników, że przed PiS-em długa droga do tego, by ludzie zrozumieli to i owo. Z resztą, media robią dalej wszystko, by nadać krytyczną nutę temu wszystkiemu. Nie mam dostępu do telewizji na studiach, więc mogę się tylko domyślać w jakie tony bije TVN czy Polsat, oglądając czasami Wiadomości w internecie. Zasada obiektywizmu dziennikarza informacyjnego już dawno przestała obowiązywać. Nie słyszałem, ani nie przeczytałem nigdzie pochlebnych zdań na ten temat, nie licząc może portalu niezalezna.pl, gdzie zostało to sensownie ujęte. Ciągle słychać podtekst (czasami wręcz wprost) ironiczny, czy ironiczno - krytyczny. Nie wspomnę o wypowiedziach wielu, pardon, autorytetów jak Władysław Bartoszewski (żaden profesor!). Można znaleźć tę wypowiedź na przykład na dziennik.pl. Czytając takie brednie, ciśnienie skacze momentalnie. Oczywiście nikt głośno nie zaprotestuje w wiodących mediach. Przecież to autorytet, a tego się nie podważa! Nie chcę tu wyjść na jakiegoś skrajnego wielbiciela Prawa i Sprawiedliwości, jest wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam i nie podoba, jednak moim zdaniem jest to najbardziej sensowny wybór ze współczesnej, polskiej sceny politycznej. Zastanówcie się nad tym, drodzy Czytelnicy, czy gdyby PiS był tak złą partią, to czy zajmowano by się nią tak mocno w mediach? Czy głosowałoby na nią tylu ludzi? Nie sądzę. Coś w tej partii musi być i jest, wartościowego, coś, co stawia ją na czele. Gdyby nie to, media dałyby sobie już z tym spokój. Przynajmniej takie jest moje odczucie.
Mam nadzieję, że do następnych wyborów nowy wizerunek PiS-u utrwali się w świadomości społeczeństwa polskiego, tego zastałego w dorobku postkomunistycznym i w końcu coś się ruszy w tym państwie. Pozostanie jeszcze wtedy kwestia polityki zagranicznej, gdzie Kaczyńscy są wyśmiewani i krytykowani. Lobby lewicowe jest silne na Zachodzie, niestety. Jednak partia, która będzie miała mocne popracie i wsparcie ze strony własnego społeczeństwa, poradzi sobie i z zagranicą, bo nie będzie musiała wojować na dwa fronty, jak to było za czasów jej rządów.

