Ponurą miną w pokój?
Jadąc samochodem, usłyszałem wiadomość o "Kongresie Pokoju", odbywającym się w Krakowie. Pomijam cały, momentami bardzo lewacki, wydźwięk całej konferencji, ubawiła mnie po pachy propozycja zarzucenia całkiem... Poczucia humoru!
Nie wiem, kto był autorem takiego pomysłu. Napływowy Polak, jak na mój gust murz... Afroamerykanin. Stwierdził on, że zaprzestanie opowiadania dowcipów o Żydach, Czarnych, Niemcach czy Rosjanach może ustrzec przed rozszerzaniem się rasizmu i tragedii na tym tle. Bardzo mnie to wszystko ubawiło. Na tej samej zasadzie powinniśmy zapomnieć o dowcipach o garbatych, o Jasiu i Małgosi, o otyłych, o blondynkach oraz babach i lekarzach. Zostaną, być może, kawały o zajączku i niedźwiedziu, choć tutaj odezwać się mogą głosy sprzeciwu ze strony obrońców praw zwierząt. To co, może o kwiatuszkach? Niekoniecznie - przypomina mi się artykuł, który czytałem jakiś rok temu, w którym to napisano o Szwajcarii, gdzie bardzo ograniczono i utrudniono badania na roślinach, ponieważ należy im zapewnić odpowiedni komfort "psychiczny" i nie wolno doprowadzić do ich "cierpienia". W ogóle przestańmy się śmiać! Kochajmy się po prostu w pokoju!
Co jak co, ale nawet propaganda komunistyczna wiedziała, że musi zezwolić na "ostrzejsze" skecze kabaretowe, które działają niczym wentyl bezpieczeństwa. Poza tym, gdy śmiejemy się z siebie, możemy nabrać większego dystansu do wielu spraw, co może doprowadzić do spokoju i pokoju.

