Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

31sie/101

Wiwat Krzywonos! Ot, tak…

O Pani Krzywonos 99% społeczeństwa nie słyszała aż do wczoraj.

Wystarczyło jednak, aby wtargnęła na scenę, potępiła Jarosława Kaczyńskiego i już się stała symbolem narodowym niewiele mniejszym od Wałęsy. Na Facebooku ludzie dołączają się do profilu pani Krzywonos, gdzie jest jej krótka biografia ograniczająca się do kilku słów: "Kobieta, która wstrzymała tramwaje i ruszyła Polskę. Wraz z innymi kobietami, Aliną Pienkowską i Anną Walentynowicz uratowała strajk w 1980, kończony przez Lecha Wałęsę."

Ale jakby ta sama kobieta wtargnęła wczoraj na scenę i pogratulowała Kaczyńskiemu, bądź posłała w jego stronę jakieś przyjemne słówko, zostałaby zepchnięta w czeluści zapomnienia i moheryzmu.

Ot, taka mała dygresja, a propos...

Boli najbardziej to, że cała Polska historia podlega idiotycznym DZISIEJSZYM i TERAŹNIEJSZYM podziałom PO-PiS.

13sie/101

Symbol religii politycznej

Wojna z krzyżem, wojna o krzyż, wojna pod krzyżem, a także wojna krzyżem i przeciw krzyżowi. Jednym słowem, ujmując to w szablon językowy - totalna masakra. Najlepsze jest to, że przecież z krzyżem, jako z symbolem religijnym, nie ma to nic wspólnego, o czym zapominają wszystkie strony tego sporu.

10 kwietnia 2010. Tłumy zbierają się z godziny na godzinę pod pałacem prezydenckim w Warszawie. Miejscem symbolicznym, niepowtarzalnym ponieważ upamiętniającym nie tylko tragicznie zmarłą parę prezydencką, która urzędowała w tym budynku i reprezentowała Polskę. Nie tylko Państwa Kaczyńskich, ale i każdego z uczestników smoleńskiej tragedii, którzy też Polskę reprezentowali! Stąd też idiotyczne są drwiny przeciwników krzyża czy też innego symbolu tamtych wydarzeń, że należy obstawić płytami, krzyżami i pomnikami wszystkie miejsca, w których ludzie wtedy gromadzili się.

Krzyż został tam postawiony nie jako symbol Kościoła, jako instytucji czy też symbol ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Nie. Jest to po prostu symbol, rozpowszechniony akurat w naszym kręgu kulturowym, który stawia się w miejscach, gdzie ludzie zginęli lub upamiętniających te wydarzenia, niezależnie jakiego wyznania były ofiary. Gdyby Polska leżała na Dalekim Wschodzie, pod pałacem stanąłby księżyc z gwiazdą, gdyby w Izraelu, Gwiazda Dawida, a gdyby w Chinach, to drewniany sierp i młot!

Dlaczego napisałem, że zapominają o tym wszystkie strony tego sporu? Przeciwnicy krzyża operują retoryką "państwa kościelnego" czy też "wyznaniowego", a także wszelkimi, pokrewnymi argumentami. Jeszcze brakuje, aby na zwyczajowej tabliczce nad osobą ukrzyżowaną zamiast R.I.P było P.I.S... Przeciwnicy, dlaczego tak ten krzyż traktujecie? Symbolizuje on nie Kościół, a poległych pod Smoleńskiem. Nie byle jakich poległych, a osoby reprezentujące nasz kraj na co dzień w polityce czy działalności około politycznej bądź wojskowej. Tak zwana elita. Ludzie od lewej do prawej strony. I katolicy i na pewno kilku ateistów, a może ktoś jeszcze innego wyznania. Miał tam powstać totem?

Ludzie są wzrokowcami oraz zwierzętami społecznymi, którzy zawsze muszą żyć i funkcjonować w większych grupach. Nawet na co dzień, gromadzić się w okół pewnych symboli - pieniądze, sława, państwo, krzyż, budda i tym podobne. W przypadku, kiedy czujemy się zagrożeni, nasza potrzeba solidarności znacznie zwiększa się, stąd pewne symbole muszą być unaocznione, namacalne, ot, jak krzyż w Warszawie.

I tutaj wzrok kieruję na ostrych zwolenników pozostawienia krzyża na swoim miejscu - nie powstał on tam, by sławić wielkość Kościoła katolickiego. Nie ten i nie w tym miejscu, o czym pisałem już wcześniej. Dlatego zupełnie nie rozumiem pieśni religijnych śpiewanych przez megafony, konkursów na najgłośniejsze wyklepanie różańca i tym podobne gesty. Rozumiem osoby, które po prostu boją się, że krzyż zostanie usunięty, a na jego miejscu pozostanie po prostu wspomnienie ponieważ tak na dobrą sprawę, nie było żadnego porozumienia, debaty jednej i drugiej strony, co i w jakim kształcie powinno tam pozostać. A powinno. Tablica postawiona "przez prezydenta Komorowskiego" jest tu bardziej postrzegana bardziej, jako próba założenia plastra na złamanie otwarte nogi, jako doraźny środek, aby pogłaskać wzburzony tłum.

Po prostu, krzyż, ten jeden, konkretny, stał się symbolem religii, ale religii politycznej, czy też polityczno - społecznej.

10lip/100

Just do it…

Nie sposób nie usłyszeć ostatnich "gorących zapewnień" posła PO Janusza Palikota, że Ś. P. Lech Kaczyński "ma krew na rękach" ponad 90 ofiar katastrofy smoleńskiej. Ten "news" pojawia się we wszelkich mediach od dobrych kilku dni.

Jednak nie sposób znaleźć tak nagłośnionego newsa, iż zapisy czarnych skrzynek, które otrzymaliśmy (KOPIE, BEZ POTWIERDZENIA ZGODNOŚCI Z ORYGINAŁEM!) od naszych "przyjaciół Moskali", nie pokrywają się z tzw. "faktyczną rzeczywistością". Mam tu na myśli informacje kontrolera lotu na temat wysokości maszyny. Do tego stwierdzenia Rosjan, że oni już przekazali wszystkie informacje na temat wypadku, wszystko jest jasne i klarowne, i są gotowi do zezłomowania szczątek tupolewa. A co z zapowiadaną ekspedycją polskich archeologów, która miała być na miejscu "tuż, już, już zaraz" po katastrofie, a nie wyruszyła dotąd?

Głupio tak opieprzać ludzi, dziennikarzy, niejako "po fachu", ale - weźcie się, kurwa, w garść, przestańcie padać na kolana przed PO i partyjnymi pajacami pokroju Palikota czy Niesiołowskiego i zacznijcie drążyć ten temat! Czy to nie zaszczyt dziennikarstwa, mieć możliwość drążenia naprawdę dużej sprawy? Już nawet nie mówię tutaj o działaniu z pobudek patriotycznych, dążenia do prawdy i chęci wyciągnięcia z tego konsekwencji. Zróbcie to po prostu dla własnej sprawy - "Tak, to nasza stacja/gazeta/telewizja odtworzyła zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku!" - publikacje, zdjęcia, nagrody, sława, miejsce w encyklopedii, wikipedii... Po prostu zróbcie coś porządnie!

Nie miejcie krwi na sumieniu...

21cze/100

50%

50% wyborów mamy już za sobą.

Za dwa tygodnie drugie 50% i po wszystkim. Albo inaczej - dopiero się zacznie...

8maj/100

Solidarni 2010 – spostrzeżenia

W końcu znalazłem chwilę czasu, aby nadrobić zaległości i zobaczyć ten jakże głośny, pisowski, wyreżyserowany i nieprawdziwy film, jakim są "Solidarni 2010".

Po prostu brakuje mi słów, jak ludzie w ogóle śmieli wymawiać takie słowa jak "Polak", "patriota", "chrześcijanin" czy "manipulacja medialna" (tak, Polacy znają takie trudne słowo jak "manipulacja") i to jeszcze w takim nagromadzeniu?!

Głównym argumentem, którym posługują się pewne środowiska mówiące przeciwko tej produkcji, jest rzekome stwierdzenie, że ludzie występujący przed kamerą byli podstawieni. Cóż, gratuluję podstawiania ludzi w takim tłumie, który był w owych dniach pod pałacem prezydenckim. Że słowa, które wypowiadali nie były ich? Łatwo było zauważyć, że sporo ludzi, z którym przeprowadzano wywiad, to osoby proste (nie prostackie), z niewielkich miejscowości. Takie osoby po pierwsze ciężko namówić do zrobienia czegoś takiego, po drugie, nie potrafiliby wiarygodnie wypaść przed kamerą (z promptera nie przeczytają przecież. z kartek trzymanych przez reżyserów? Ciemno było, po drugie, sztuka czytania tak, jak się mówi w rzeczywistości, jest czymś bardzo wyćwiczonym bądź trzeba mieć do tego talent). Poza tym, jak wspomniałem, ilość ludzi pod pałacem była tak ogromna, że nie trzeba było nikogo podstawiać, aby znaleźć takie opinie, jakie mieliśmy okazję wysłuchać w "Solidarnych..."

Kolejnym zarzutem, z resztą bardzo powiązany z tym, co napisałem powyżej, jest silna stronniczość opinii w wypowiedziach tych ludzi. Jak to można wytłumaczyć? Po pierwsze, tytuł filmu - Solidarni (wobec narodowej tragedii) - a nie "Co myślę o prezydencie Kaczyńskim, jego małżonce i poszczególnych osobach, które zginęły 10.04.10". Po drugie, tak na zdrowy rozsądek, nikt kto był w Warszawie w okolicach pałacu prezydenckiego, nie przyszedł z nienawiści do pary prezydenckiej. Przyszedł ktoś, bo ich szanował, prezydenta uważał za świetnego wodza, bo czuł potrzebę zjednoczenia się z innymi ludźmi, Polakami... Powodów było mnóstwo. Osoby, które nienawidziły (bo był "kaczorem"?) Lecha Kaczyńskiego, po prostu siedziały sobie w domu i przeglądały internet, oglądały filmy na DVD czy cokolwiek innego. Ponadto, warto zauważyć jeszcze jedną rzecz, która umyka krytykom - pod Smoleńskiem zginęły także inne osoby. Od lewa do prawa. Zginęli dowódcy Wojska Polskiego. Posłowie, senatorowie, działacze pozarządowi. Czyli praktycznie "każdy" kogoś stracił, w sposób nagły, niespodziewany. Jak ktoś to ładnie ujął w filmie "zbyt prosto, zbyt banalnie". A wypowiedzi nie były tylko w tonie "tak, zginął mój prezydent", czy "to wielka strata, że Lech Kaczyński z małżonką nie żyją". Nie. Było też mnóstwo wypowiedzi w tonie ogólnym, że stała się rzecz straszna, że zginęła elita państwowa, ważni przedstawiciele Polski, którzy działali dla jej dobra i że w takich chwilach widać, że potrafimy się zjednoczyć mimo codziennych podziałów.

Czy to naprawdę takie złe, że pokazano uczucia tych ludzi? Że powiedzieli co myślą, bo nigdzie nie mogą znaleźć odpowiedzi w ciągle mnożącym się gąszczu pytań? Nie...

8paź/093

Lewica nadciąga?

Afera hazardowa, ujawniona jakiś czas temu trzęsie polską sceną polityczną. Niewątpliwie, nie pozostanie to bez wpływu na poparcie dla rządzącej partii. Jednak, czy tego typu zachowanie, nie pociągnie głosujących na lewą stronę?

Przy całym zamieszaniu, w którym to premier Donald Tusk pragnie ukarać Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, za to, że udało mu się ujawnić całą sprawę, dochodzi do wielu procesów, które mogą różne cuda stworzyć. Proszę zauważyć jedną rzecz. Platforma Obywatelska ostro obrywa po uszach, pomimo ochrony pewnych grup medialnych, które całą winę próbują zrzucić na PiS. I teraz nadchodzi taka oto sytuacja - ludzie nie są aż tak głupi. Potrafią wyczuć, że PO schrzaniło i już nie zagłosują tak licznie na nią. Jednak część społeczeństwa, dalej ślepo wierzy, że jednak to PiS jest winowajcą, chcącym doprowadzić do rewolucji, bezkrólewia i zdobycia ponownej władzy.

Co może z tego wyniknąć? Mi w głowie kształtuje się dość mroczny scenariusz. PO i PiS pozostaną w opozycji do nowego, lewicowego bądź centro - lewicowego rządu. Sądząc po rosnących sondażach, popierających tamtą część sceny politycznej, nie jest to aż tak nieprawdopodobna sytuacja.

Osobiście, mogę to zaobserwować, po wynikach przeprowadzonych "prawyborów" na moim wydziale politologii UMCS, przed wyborami do Europarlamentu.

15wrz/090

Znamię i czerniak

Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.

"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa".  Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.

Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...

Czy według Ciebie, Katyń to było ludobójstwo?

View Results

Loading ... Loading ...

20kwi/096

Znikają granice nie tylko państwowe

Tym razem mam na myśli granice moralne. Obiecałem sobie kiedyś, że nie będę reagował na idiotyzmy lubelskiego posła Janusza Palikota z PO.  Jednak wczoraj, moim zdaniem, przegiął zupełnie (choć to już nie pierwszy raz). Czy mimo wszystkich wad prezydenta można zupełnie go nie szanować?

Dla przypomnienia. Od wczoraj, poseł Palikot znowu zaczyna swoje POpisy, obrażając głowę państwa, Lecha Kaczyńskiego. Pomimo wszelkich wad prezydenta, które mogą wiele osób denerwować (niewyraźna mowa, czasami niezrozumiałe zachowania), nie potrafię ani trochę zrozumieć zupełnego braku szacunku do prezydenta. Janusz Palikot jest tu najbardziej jaskrawym przypadkiem. Warto sobie w tym momencie przypomnieć sprawę poruszoną w mediach jakiś czas temu, o pladze zakładania fałszywych kont Lecha Kaczyńskiego na portalu nasza-klasa. Z reguły dzieciaki tworzyły takie profile i wypełniały wszelkimi możliwymi bluzgami na temat prezydenta. Czy to jest normalne? Proszę o sensowne argumenty, dlaczego prezydent Kaczyński jest tak nieszanowany. Dlatego, że potrafi się sprzeciwić i Rosji i Brukseli w sprawach szkodliwych dla Polski? Dlatego, że jako jedyny, europejski przywódca stanął w obronie napdaniętej przez Rosję Gruzji?

Przy tej okazji, wspomnę bardzo sensowne słowa mojej historyczki. Porównała naszego aktualnego prezydenta do Józefa Piłsudskiego i jego ministrów z czasów II RP, kiedy ci również na arenie międzynarodowej robili zamieszanie, bo nikt nie traktował Polski poważnie. Tego typu "krzyki" były ostatnim momentem na zdziałanie czegokolwiek, by zapobiec II Wojnie Światowej i wykończeniu Polski. Sytuacja z Gruzji jest analogiczna. Tylko czekać, aż tamten kraj zniknie z mapy. Może Polsce jeszcze to nie grozi. Oby. Jednak bez mocnej władzy, która potrafi upomnieć się o Polskę i polską sprawę w świecie, możemy tylko liczyć, że jakiś kolejny zabór (może niekoniecznie identyczne jak te cztery poprzednie) jakoś się od nas odsunie na czas jakiś.

Wracając do poruszonego wcześniej rzekomego alkoholizmu prezydenta Kaczyńskiego. Czy pamiętacie prezydenta Kwaśniewskiego? Na pewno pamiętacie. W końcu to tak popularna, cudowna i powszechnie szanowana postać III RP (o PRL-u nie wspominając). Miód na polskie społeczeństwo. Polityk wszechczasów (mam nadzieję, że ironia jest wystarczająco wyczuwalna). Czy pamięta ktoś jeszcze jego filipińskie choroby? Jakoś nikt nie odważył się nawet zasugerować odsunięcia prezydenta od władzy, ze względu na jego stan zdrowia. A dziś co mamy? Kancelaria prezydencka zamawia kilkadziesiąt, malutkich buteleczek z alkoholem, na potrzeby kateringu samolotowego, od razu, zgodnie podnosi się rzekomy problem rzekomego alkoholizmu prezydenta, dając mu ultimatum do środy, by pokazał zaświadczenie o jego zdrowiu. Powiedzcie mi, czy to jest w porządku?

26mar/093

Wyszło szydło

Ostatnio mamy niezbity dowód, że polscy politycy prowadzą bardzo aktywną politykę prorodzinną. Wystarczy poczytać poniższe wiadomości z okresu kilku ostatnich tygodni, by przekonać się o tym, że mamy jedną wielką rodzinę polityczną, gdzie każdy może coś sobie załatwić. Wystarczy mieć plecy. "Im więcej znasz, tym więcej masz - III Rzeczywistość Polska".

  1. Lubelskie kręgi władzy
  2. Słynna sprawa Pawlaka
  3. Sprawa senatora Misiaka
  4. Siostra eurodeputowanej

Jeżeli o czymś zapomniałem, jeżeli chodzi o ostatnie kilka tygodni, proszę o przypomnienie, listę uzupełni się...

Można jedynie się domyślać o ilu rzeczach jeszcze nie wiemy, o ile wyjdą na światło dzienne.

27lut/092

Wolnoć Tomku w swoim domku

Pamiętacie z czym na samym początku swojej kadencji wypalił minister sprawiedliwości Andrzej Czuma? Pomysł na umożliwienie posiadania każdemu broni. Widać, że spędził sporo lat w USA. Przyznam szczerze, może warto by się nad tym zastanowić poważniej? Spróbuję przedstawić kilka zalet i wad na wypadek, gdyby taki system mógł zaistnieć w Polsce.

Nasze prawo nie zezwala na powszechne posiadanie broni palnej, wyjątkiem są różnego rodzaju wiatrówki czy pistolety gazowe. A co by było, gdyby każdy mógł kupić sobie prawdziwego "gnata" i trzymać go pod poduszką na wypadek, gdyby ktoś niepowołany plątał się po domu? No właśnie... Wspomniałem o "stażu" Andrzeja Czumy w USA, gdzie posiadanie broni (nie we wszystkich stanach) jest legalne i wręcz szablonowe. W wielu filmach przewija się motyw, kiedy to właściciel próbuje przegonić niechcianego gościa dubeltówką ze swojego rancza. Dlaczego i u nas nie można by zastosować anglosaskiej zasady "my home is my castle".  Proszę zauważyć jedną rzecz. Bandyta, który włamuje się do naszego własnego domu, generalnie rzecz ujmując, ma broń i nie bawi się w zezwolenia czy legalne pociski gazowe. Właściciel może co najwyżej pomachać mu przed nosem nożem kuchennym. Uważam, że sama świadomość, że ktoś może trzymać na komodzie nabity rewolwer, zniechęciłaby przynajmniej część chętnych amatorów cudzych telewizorów i biżuterii.

To jest główna zaleta, jednak przy tej okazji od razu nasuwa się kontrargument - możliwość łatwego nadużycia broni. Owszem, można to uregulować prawnie, ba, trzeba by było, ale Polacy uwielbiają znajdywać dziury prawne. Wyobrażacie sobie być postrzelonym, bo się podkradało podpitemu sąsiadowi śliwki z drzewa? Albo inny przykład, mniej przekoloryzowany. Powszechnie wiadomo, że bardzo dużo patologii gnieździ się w szarych, wielkich blokowiskach (oczywiście nie twierdzę, że nigdzie indziej to się nie zdarza. Operuję na stereotypie). O awantury rodzinne bardzo łatwo, przy możliwości posiadania broni o tragedię jeszcze łatwiej. Żadne testy psychologiczne dla potencjalnych właścicieli broni palnej nie zdadzą tu egzaminu, taki pomysł miała jedna z pań w sejmie, nazwiska nie pamiętam.

Cóż jeszcze można dodać? W sumie drobiazg. Na pewno przyniosłoby to nieznaczne ożywienie rynku handlu bronią, może czarny rynek trochę przez to osłabł. Zyskałyby również strzelnice, bo mieć broń to jedno, a nie postrzelić przy tym własnego dziecka czy nie wybić sobie stawu łokciowego to drugie.