Faszyzacja naszych domów
Jakiś czas temu zaintrygował mnie jeden artykuł na dziennik.pl, zatytułowany mniej więcej "Prezydent lepszy od premiera". Domyślałem się, że jest w tym, jakiś kruczek. Po prostu polegało to na tym, że strona prezydent.pl jest lepiej zrobiona, ma świeższe aktualizacje niż witryna kancelarii premiera. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby przeczytać komentarze zamieszczone poniżej tekstu. Dyskusja toczyła się wokół tego, że wynika to z tego, iż premier i jego świta robią więcej konretów, a nie zajmują się takimi bzdurami jak aktualizacja rządowej strony. Mniejsza z tym. Najbardziej zaintrygowała mnie wypowiedź osoby piszącej jako "gimnazjalistka na feriach", która wypowiedziała się w tym tonie, iż na WOS-ie nauczyciel podał jej stronę rządu jako dobre źródło informacji, a o prezydencie nie wspomniał. Do tego, że wszyscy dorośli odliczają czas do końca kadencji prezydentury Kaczyńskiego. Pomijając wszystkie inne niuanse i inną część dyskusji, przy okazji, podpowiedziałem tejże osobie, by popatrzyła na wiele aspektów z drugiej strony, nie tylko jak opisuje to Wyborcza czy też inne, wiodące media i poczytała chociażby co nieco Rafała Ziemkiewicza. Reakcja mnie zwaliła z krzesła. Rzekoma gimnazjalistka stwierdziła "a co to ja jestem jakaś faszystka?". Zdziwienie mieszało się z uczuciem rozbawienia, ale i pewnej rodzaju złości. Stwierdziła, że jej tata jest adiunktem na UW i on się na tym zna, nie pozwalając czytać jej takich rzeczy, czy oglądać TVP Historia ze względu na takich ludzi jak Ziemkiewicz. Oczywiście, dostałem jeszcze po uszach od jej tatusia, co przekazała, czyli standardowe pytanie - twierdzenie: "czy ja studiuję gdzieś u Rydzyka, bo na UW nie miałbym szans z takimi lekturami". Tu już zawiało grozą. UW, wydawać by się mogło, pożądny uniwersytet, a tacy ludzie tam są... I tu nawiązanie do tytułu wpisu. Faszyzacja w polskich domach postępuje, ma się świetnie. Rodzice skutecznie blokują rozwój dzieci. Owszem, oni najbardziej nas kształtują, ale nie można iść w takie skrajności. W moim domu jednak mogłem sobie "wybierać", co chcę czytać i z jakiej opcji politycznej potem odpowiednio, na poziomie, polemizując, gdzie można było mnie przekonać lub nie, że sie mylę lub nie. Z jednej strony wyrasta wolne pokolenie, pragnące dobrobytu, wyjazdów, normalnego życia, jak to młodzi ludzie w USA czy gdzieś na Zachodzie, z drugiej zaś strony, osoby nie chcące poszerzać swoich horyzontów, nie dbające o to, co było. Polityka grubej kreski. Demokracja? Akurat.

