Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

13cze/103

I tak wybierzemy…

...kogoś innego. Jako, że jesteśmy już na ostatniej prostej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, nie mogę odgonić się od pewnej myśli - wybieramy kogoś, kto ma szansę wygrać, a nie tego, kto nam pasuje. Nic odkrywczego? A może wręcz przeciwnie.

Myśl mnie ta natchnęła przy okazji pisania tego komentarza, w którym to próbowałem nakreślić fenomen Janusza Korwina - Mikkego. Chciałbym tutaj to nieco rozwinąć i uogólnić.

Jak łatwo zauważyć, kandydat na prezydenta, Janusz Korwin - Mikke, króluje, a przynajmniej jest w ścisłej czołówce, wielu sondaży i "prawyborów" przeprowadzanych na wszelkich  serwisach poświęconym tegorocznym wyborom. Żeby nie być gołosłownym - Prawybory na portalu Facebook: JKM na drugim miejscu z wynikiem nieco ponad 20%, wprost24.pl: bezsprzeczne prowadzenie z wynikiem ponad 40%, na wykop.pl wręcz natłok filmików i komentarzy z udziałem kandydata, bardzo pozytywnie odbieranymi przez internautów.

A na ile może liczyć realnie w niedzielnych wyborach? Nie przewiduję, aby to był wynik przekraczający 5 - 6%. Będzie to bardziej oscylować w granicach 2 - 4%, na pewno nie będzie to wynik dwucyfrowy, który jest "zarezerwowany" dla Komorowskiego, Kaczyńskiego i Napieralskiego, ewentualnie Olechowskiego.

Skąd taki fenomen? Jednym z czynników może być wpływ wieku. W internecie nie ma cenzusu wieku. Głosować może każdy. Choć tutaj nie spodziewałbym się zbyt dużego odsetka osób niepełnoletnich, którzy akurat fanatycznie klikają wszędzie, gdzie znajdą "Janusz Korwin - Mikke - GŁOSUJ". Ci raczej, ze względu na nikłe pojęcie o polityce, będą klikać wedle nastrojów w domu, zwłaszcza na Komorowskiego, bo Kaczyński, to przebrzydły kaczor i kropka. Nie jest też problemem głosować kilka razy w tej samej ankiecie, co zwolennikom JKM może pomóc budować właśnie taką spiralę zaskoczenia - Mikke na prowadzeniu! Mikke do boju! itp.

I tu dochodzimy do sedna, dlaczego nagle poparcie spada do realnych kilku procent? Przy urnie nie ma już zabawy, klikania "odśwież" oraz bezwiednego klikania "głosuj", nasuwa się refleksja i takie otrzepanie "E, Mikke, ten wariat w muszce, co to tylko pokrzykuje o złodziejach, logicznie, bo logicznie, ale pokrzykuje? Nieee, to nie dla mnie... Poza tym, przecież on przegra, więc po co mi na niego głosować".

No właśnie, w duchu popieramy kandydata X, dajmy na to już Mikkego. Pasują nam jego poglądy, chęć wprowadzenia pewnych reform, powszechne uzdrowienie kraju, zwłaszcza gospodarczo. Ale ten nieszczęsny "imidż" (mi "imidż" ciągle kojarzy się nie z "image" tylko z "imitacją". Chyba trafniej.), muszka, ostry język, sumiaste wąsy i łysinka, przekreślają go w ostatecznym rozrachunku.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia - "on zawsze przegrywa, to zmarnowany głos". Nigdy nie chcemy obstawiać przegranych, a wybory to bardzo specyficzny rodzaj zakładów bukmacherskich. Ostatecznie, zakreślamy tego, kto ma większe szanse i jest najbliżej naszego ideału światopoglądowego. Oczywiście dotyczy się to osób, które nie są uznawane za "żelazny elektorat" danego kandydata, choćby bardzo niszowego.

No, ale skąd w końcu Korwin - Mikke ma takie poparcie wśród "cichego tłumu"? Ponieważ ma logiczne, racjonalne poglądy, prawicowe, które wbrew pozorom, odpowiadają dużej części społeczeństwa, która dodatkowo jest zmęczona przepychankami na linii PO - PiS. Marek Jurek jest kandydatem zbyt konserwatywnym, związanym z Kościołem, a to jedyna osoba na prawej stronie, która mogłaby jeszcze prócz JKM przejąć tę pałeczkę.

Kończąc, wspomniałem jeszcze, że wyniki dwucyfrowe są już zarezerwowane dla kilku kandydatów. Dlaczego dla Kaczyńskiego i Komorowskiego, wyjaśniłem - są to "pewniki", na których ludzie chcą głosować, by nie czuć się przegranymi (albo odczuwać do w najmniejszym stopniu). A dlaczego znajduje się tam Grzegorz Napieralski albo Andrzej Olechowski? Bo jednak w Polsce jest więcej zwolenników lewicy czy też centrolewicy niż czystej maści prawicowców (czy ten podział jeszcze w ogóle coś znaczy...?)

No, to jeszcze 7 dni i będzie ciekawie!

22maj/100

Grzegorz O.

Chyba nie muszę wspominać, że dzisiejszy, filmowy wpis okraszony moim krótkim komentarzem, będzie o Grzegorzu Osyrze, prezydencie miasta Mysłowice, który już dawno powinien zostać usunięty ze swojego stanowiska.

Już jakiś czas temu "Misja Specjalna" Telewizji Polskiej zainteresowała się niegospodarnością (łagodnie mówiąc) prezydenta Mysłowic, Grzegorza Osyry. Kilka dni temu, wątek znów powrócił na łamy tego programu. I bardzo dobrze. Szkoda, że tylko w wymiarze 20 minut. O tym, co dzieje się w moim rodzinnym mieście, można by nakręcić bez problemu pełnometrażowy dokument...

Oto wspomniany reportaż:

2kwi/102

Radni vs. Osyr.. Mieszkańcy

Czyli politycznego cyrku w wydaniu mysłowickim ciąg dalszy.

Zawitałem w swoje domowe progi, do Mysłowic, po raz pierwszy od niecałych dwóch miesięcy. Moje miasto wita mnie na dzień dobry przynajmniej kilkoma bilbordami, które rzekomo powstały z oddolnej, obywatelskiej inicjatywy. Powiecie - "wspaniale, w końcu wykształca nam się społeczeństwo obywatelskie! Hip hip hurra dla demokracji!". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że cała "oddolna inicjatywa" jest z całą pewnością sterowana odgórnie, z polecenia samego prezydenta Osyry.

Jak pamiętacie, jakiś czas temu pisałem o billboardach w Mysłowicach, które rzekomo też były ufundowane przez rozentuzjazmowane społeczeństwo, sławiące prezydenta Osyrę. Notkę można przeczytać tutaj - "Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!". Co wynikło z tego? Kompletnie nic. A co mamy na ostatnich billboardach? Apel do mysłowickich radnych, by ci nie pozbawiali Mysłowic Off Festivalu, przywrócili miastu możliwość rozwoju kulturalnego i muzycznego oraz... Zostawili włączone światła w nocy. Podpisano - mieszkańcy Mysłowic. Ślicznie, prawda?

Teraz tłumaczę o co chodzi. Sprawa nie jest mała, bo dowiedziałem się o niej już w Lublinie, od koleżanki, która się spytała mnie czy to w tych moich Mysłowicach wyłączają w nocy latarnie na ulicach, żeby zaoszczędzić. Jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło, odpowiedziałem jej, że to na pewno te Mysłowice, bo gdzież indziej brakuje pieniędzy przez bardzo złe zarządzanie miastem przez prezydenta Osyrę. Okazało się, że na ten temat był nawet materiał w którymś Teleexpressie. Tylko z tego, co się dowiedziałem, przedstawiono newsa właśnie w sposób, jaki chciał uzyskać prezydent - zrzucono winę na Radę Miasta. Sprawa w rzeczywistości wygląda inaczej. Jest ona analogiczna do sytuacji bodajże sprzed roku, kiedy to prezydent miasta ruszył na jakieś cele pieniądze na oświatę i edukację. Są to kwoty tzw. "zamrożone", których nie można na nic innego przeznaczyć. Jednak zasada ta nie działa w Mysłowicach. Pieniądze zostały gdzieś upłynnione, a Rada Miasta na posiedzeniu odrzuciła prośbę prezydenta o to, by przyznać skądś kolejne pieniądze na edukację. Skończyło się na kolejnych billboardach w całych Mysłowicach, z hasłami w stylu "Radni nie dadzą pieniędzy na edukację". Ogólnie rzecz ujmując, billboardy są jedynym sposobem prezydenta na "komunikację" ze społeczeństwem. A, jest jeszcze agit-gazeta "Życie Mysłowic". Tak to jest nieuchwytny. Na żadne listy nie odpisuje. Aktualnie miasto nie ma pieniędzy, aby zorganizować znany w Polsce Off Festival, Mysłowice są zadłużone na tyle, że zdecydowano się na tak drastyczny krok jak właśnie wygaszenie latarni ulicznych w nocy, co automatycznie poskutkowało zwiększoną przestępczością i rozbojami.

Skąd mam pewność, że billboardy te na 100% nie są inicjatywą mieszkańców? Ponieważ jest to już oklepany sposób prezydenta na gnębienie Rady Miasta, na usprawiedliwianie siebie i próbę zatuszowania swojej, łagodnie mówiąc, niegospodarności. Następnie, billboardy te pojawiają się zawsze w tych samych miejscach. Zawsze. A najbardziej irytującym mnie faktem jest podszywanie się pod "społeczeństwo", pod każdego mieszkańca Mysłowic. Tak się, do jasnej cholery, nie robi! Choć w Polsce dalej mamy na każdym kroku pozostałości po komunie, to jednak takie zabiegi propagandowe (Grzegorz Osyra aktywnie działał w KC PZPR) już nie mieszczą się w głowie. Czuję się źle z tym. Nie potrafię zrozumieć, jakim cudem taka osoba rządzi w tym mieście drugą kadencję i nikt nie może z tym nic zrobić. Mam nadzieję, że każdy wychwycił implikaturę, dlaczego nie można z tym nic zrobić.

Żałuję, że bywam w swoim mieście rzadko, ze względu na studia, bo wtedy z wielką chęcią chciałbym bliżej przyjrzeć się sprawie i co nieco ją naświetlić. A tak, pozostaje dorywcza relacja nie tyle z placu boju co z pobojowiska.

Wesołych Świąt.

8paź/093

Lewica nadciąga?

Afera hazardowa, ujawniona jakiś czas temu trzęsie polską sceną polityczną. Niewątpliwie, nie pozostanie to bez wpływu na poparcie dla rządzącej partii. Jednak, czy tego typu zachowanie, nie pociągnie głosujących na lewą stronę?

Przy całym zamieszaniu, w którym to premier Donald Tusk pragnie ukarać Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, za to, że udało mu się ujawnić całą sprawę, dochodzi do wielu procesów, które mogą różne cuda stworzyć. Proszę zauważyć jedną rzecz. Platforma Obywatelska ostro obrywa po uszach, pomimo ochrony pewnych grup medialnych, które całą winę próbują zrzucić na PiS. I teraz nadchodzi taka oto sytuacja - ludzie nie są aż tak głupi. Potrafią wyczuć, że PO schrzaniło i już nie zagłosują tak licznie na nią. Jednak część społeczeństwa, dalej ślepo wierzy, że jednak to PiS jest winowajcą, chcącym doprowadzić do rewolucji, bezkrólewia i zdobycia ponownej władzy.

Co może z tego wyniknąć? Mi w głowie kształtuje się dość mroczny scenariusz. PO i PiS pozostaną w opozycji do nowego, lewicowego bądź centro - lewicowego rządu. Sądząc po rosnących sondażach, popierających tamtą część sceny politycznej, nie jest to aż tak nieprawdopodobna sytuacja.

Osobiście, mogę to zaobserwować, po wynikach przeprowadzonych "prawyborów" na moim wydziale politologii UMCS, przed wyborami do Europarlamentu.

15wrz/090

Znamię i czerniak

Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.

"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa".  Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.

Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...

Czy według Ciebie, Katyń to było ludobójstwo?

View Results

Loading ... Loading ...

25sie/090

Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!

"Prezydencie, jesteśmy z Tobą. Mieszkańcy Mysłowic" - właśnie to hasło widnieje na jednym z mysłowickich bilboardów. Na pierwszym planie prezydent miasta Mysłowice, Grzegorz Osyra, za nim tłum ludzi. Osobista reklama osobistości prezydenta wstrząsnęła mną dogłębnie.

To już nie pierwsza reklama prezydenta Osyry w moim mieście. Co chwilę widać, gdzie to prezydent miasta zaprasza, co funduje. Powszechnie wiadomo, że Grzegorz Osyra był związany z byłym aparatem państwowym PRL, silnie związany z SLD. Dookoła jego postaci krąży wiele niewyjaśnionych, czy też w dziwnych okolicznościach umorzonych, spraw. Jedną z nich jest napaść na niego, która najprawdopodobniej była pożywką dla mediów i podbiciem popularności, tuż po tym, jak dziwnym trafem, z okna wyskoczył jego świeżo wybrany poprzednik, Stanisław Padlewski, również z SLD. Jako jedyny prezydent w kraju, trzy lata z rzędu nie otrzymał absolutorium za budżet miejski.

To tylko fragment jego popisów. Wracając do reklamy. Dlaczego mną wstrząsnęła? Ponieważ przekroczyła już za mocno granice dobrego smaku. Jakim prawem ktoś posługuje się mną i moim zdaniem (gdyż jestem mieszkańcem Mysłowic, który teoretycznie jest z prezydentem), niezależnie, czy ten pomnik zafundował sobie sam, czy jakaś grupa mieszkańców. Po drugie, a propos finansowania, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, że ktoś wykupił miejsce na bilboardzie z własnej kieszeni i stworzył reklamę. To musiało pójść ze środków albo bezpośrednio prezydenta, z jego prywatnej kieszeni, w co wątpię, albo, co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, ze środków budżetu miasta, z działki promocji miejscowości. Wtedy jakim prawem zostały te pieniądze przeznaczone na promocję osoby prezydenta, a nie miasta?

Kolejną sprawą jest to, że Grzegorz Osyra MUSIAŁ wiedzieć o całym przedsięwzięciu, z tego powodu, gdyż została wykorzystana tam jego twarz, na pierwszym planie, więc kwestia wszelkich praw autorskich, jeżeli zdjęcie zostało skądś ściągnięte, albo musiał bezpośrednio wziąć udział w sesji zdjęciowej. Po drugie, cała reklama jest utrzymana w charakterystycznej stylistyce, jaką miały poprzednie reklamy pana prezydenta.

Wystosowałem odpowiedni list, do Grzegorza Osyry, prezydenta Mysłowic o takiej treści:

"Szanowny prezydencie,
dziś, jadąc samochodem przez Brzęczkowice natknąłem się na jednym z bilboardów na urażającą moje uczucia reklamę Pana - "Prezydencie, jesteśmy z Tobą, mieszkańcy Mysłowic". Bardzo zaniepokoił mnie ten tekst, gdyż po pierwsze, w reklamie zadecydowano za wszystkich mieszkańców, co mają czuć i myśleć, po drugie, bardzo wątpię, żeby tę reklamę zafundowała społeczność mieszkańców, tylko Pan, gdzie posługuje się Pan absolutnie bez zezwolenia wizerunkiem i zdaniem mieszkańców w ogóle go nie znając. Po trzecie, intryguje mnie finansowanie tejże reklamy - z pewnością nie zafundował Pan sobie tego z własnej kieszeni, ani nie były darowizny kochających mieszkańców, tylko najprawdopodobniej z kieszeni budżetu, czyli z podatków, za pewne z działki "promocja miasta". Jeżeli stąd, to jakim prawem bierze Pan pieniądze na reklamy promujące Pana, a nie miasto?

Mój list nie jest obraźliwy, ani wulgarny, nie narusza także Pana godności osobistej, po prostu zadaję proste pytania, na które, jako mieszkaniec Mysłowic, mogę znać odpowiedź.

W przypadku braku jakiejkolwiek reakcji na ten list, zapewniam, że przyjdę z wizytą osobistą do Pana kancelarii w godzinach przyjęć, by tę sprawę wyjaśnić.


Z poważaniem,

Marcin Rzońca"

Czekam na odpowiedź.

Postaram się podjechać w miejsce, gdzie stoi ten bilboard i zrobić mu zdjęcie "dowodowe", bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby za parę dni zniknął.

Mieszkańcy miasta Mysłowice - łączcie się! Nie pozwólmy na obrażanie nas!

12lip/093

Parytet?

Zrównajmy wszystko i wszystkich, a będzie nam się żyło lepiej. Bzdura. Parytet, który zakładałby obsadzenie miejsc w sejmie po połowie przez kobiety i mężczyzn nie powinien być wprowadzony.

Media co raz bardziej nagłaśniają pomysł wprowadzenia parytetu, który nakazywałby obsadzenie po równo składu sejmu przez kobiety i mężczyzn. Tłumaczenia są różne - standardowe "wyrównywanie szans", uspokojenie sceny politycznej, nagłośnienie sprawy dyskryminacji kobiet i inne, w podobnych tonach. Proszę zastanowić się na trzeźwo, czy naprawdę kobiety pod tym względem mają tak źle? Nikt nie broni im uczestniczenia w życiu publicznym, startują w wyborach, zajmują kierownicze stanowiska, są niezależne. Ktoś powie, "startują, ale ich nie ma!". Widocznie coś robią źle, nie docierają do wyborców. Krzyki, że nie dostają miejsc w sejmie. Ilu mężczyzn też ich nie dostaje? Nie można sztucznie i na siłę czegoś takiego tworzyć. Kierujmy się prawami wolnego rynku i demokracji, której tak bardzo wszyscy pragną i trąbią, że jest od dwudziestu lat, a nie jakieś centralne sterowanie. Rozmawiałem ze swoją dziewczyną na ten temat. Uważa, że to głupota. Nie każdy nadaje się do wszystkiego. Akurat tak wyszło, że kobiety mają lepsze predyspozycje do innych zawodów, wiele kobiet nie cierpi polityki, a mężczyźni wręcz mają ten pociąg w genach.

Ci, co znaleźli się w sejmie, idealni nie są, ale większość dostała się tam przez długą, żmudną drogę, rozpychając się łokciami, nieraz po trupach i nie można ich wywalać czy zagradzać im drogi, bo nagle brakuje dla nich miejsca, które będą musiały być na siłę obsadzone przez kobiety. Polityka zawsze była brutalna. Nie mam nic przeciwko kobietom, świata bez nich nie da się wyobrazić, ale skoro chcą brać udział w rządzeniu krajem, muszą na tych samych zasadach (w końcu chcą równouprawnienia) wziąć udział w tej krwawej walce. I tyle. Naprawdę bardziej należałoby się skupić na walce o inne przywileje dla kobiet, które faktycznie mogłyby się przydać.

Poza tym, na to nikt nie zwraca uwagi podczas walki o "równość-i-sprawiedliwość", że taki parytet uderzy w same przedstawicielki płci pięknej. Kobiety, które doszły do sukcesu, które są szanowane w szerokim gronie, które zdobyły wszystko ciężką pracą zostaną zrównane z tymi, które dostały posadę przez zapis w ustawie. Nie ważne jest doświadczenie, pomysł, ciężka praca, tylko płeć.

Najgorsze jest to, iż jest to pomysł na tyle niezdrowy, że najprawdopodobniej wejdzie prędzej czy później w życie.

Czy parytet miejsc w sejmie powinien zostać wprowadzony?

View Results

Loading ... Loading ...

13cze/091

Tolerancyjny socjalizm

Socjalizm niszczy w ludziach nadzieję i motywację. Uzależnia społeczeństwo od władzy, nasila napięcie między poszczególnymi warstwami społecznymi. To nie jest dobry model, by się nim posiłkować i kierować. Przekonajcie się o tym sami.

Lewica powszechnie wmawia ludziom, jak bardzo o nich dba. Wyzwala ciemiężone masy, walczy z klasą posiadającą, jakby byli tym złem, co świat niszczy. Krzyczy o zasiłkach, posiłkach i innych grantach dla potrzebujących. Podwyższa podatki przez to, żeby było co rozdawać. I tu już pierwsza nieścisłość - wyższe podatki w cudownym państwie? Pytam się, czy socjalizm rozwiązał jakieś problemy społeczne? Czy nagle "ciemiężone masy" (nie mam tu na myśli pojedynczych jednostek potwierdzających regułę) coś zdziałały? Nie wydaje mi się. Ładowanie pieniędzy w ludzi, którzy bardzo często po prostu nie chcą pracować, bo wygodniej im na zasiłku nic nie daje. Nie rozwiązuje żadnych problemów, a tylko je pogłębia. Stara, komunistyczna (czyli lewicowa) zasada - "czy się stoi, czy się leży 5000 się należy". A czy ktokolwiek z lewej strony zastanowił się nad tym, że ludzie, którzy mają szczęście, są zaradni, do fortuny doszli ciężką pracą, szerokimi horyzontami, własnymi talentami i wielkim trudem napędzają kraj? Dlaczego należy instytucjonalnie karać ludzi za to, że im się powodzi? Zrównanie wszystkich do jednego poziomu nie jest absolutnie żadnym rozwiązaniem. Człowiek nie jest idealny. To tak, jak dzisiejszy trend do pchania się za wszelką cenę na studia. Jeszcze najlepiej na zaoczne, kierunek, powiedzmy ekstremalne zdobienie paznokci w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości I Piękności im. Johna Lenona. Każdy uważa się, że nadaje się na elitę kraju, za inteligenta wrodzonego. Każdy płaci wpisowe i czesne, więc "mgr" przed nazwiskiem gwarantowane. Autentyczny przykład - moja mama wykłada właśnie na takiej prywatnej uczelni (między innymi), kobieta na egzaminie zamiast "przedszkole" pisze tak, jak się mówi, czyli "pszeczkole". Ale nikt jej nie wywali, bo płaci. Można ją co najwyżej oblać. Kierunek to pedagogika. Wyobrażacie sobie, że potem taka "pszeczkolanka" wychowuje wasze dzieci? Nie będę się tu rozpisywał na temat szkolnictwa, bo o tym można poczytać w krótkim wpisie Durnie na elitę.

Odbiegłem odrobinę od tematu, więc już wracam. Co mi przeszkadza w socjalizmie? Mieszanie powszechnej tolerancji do wszystkiego z poszanowaniem indywidualnych zdolności jednostki. Z jednej strony walczenie o rzekome prawa wszelkiej maści "mniejszości", z drugiej strony wmawianie ludziom, że sami sobie nie poradzą, że bez nich do niczego nie dojdą. Co do tolerancyjności, przeobraża się to w tolerastię, czyli "wyznajemy wolność wszystkiego, wszelkich przekonań, szanujemy i kochamy twoje, pod warunkiem, że masz takie jak my (inaczej wp***)". I szerzy się to co raz bardziej. Już pomijam tu fakt ruchów homoseksualnych, ale na przykład walka o uznanie pedofilii jako czegoś zupełnie normalnego! W Holandii już jest zarejestrowana pedofilska partia polityczna, wywodząca się z ruchów gejowskich, chcąca wprowadzić do prawa drastyczne obniżenie dopuszczalnego wieku granicznego pozwalającego na stosunek. Nie pamiętam dokładnie proponowanego wieku, ale oscylowało to w granicach 10 czy 12 lat, o ile nie 8. Do tego postulaty o wolność dzieci do wyrażania swej ekspresji seksualnej poprzez stosunek. Nie mogę powiedzieć, że jestem przeciwny stosunkom seksualnym przed ślubem i tym podobne, jednak nie zmienia to faktu, że trzeba odrobinę do tego dojrzeć. Nie wiem czy pamiętacie, jakiś czas temu w Niemczech wydano broszurkę wychowania seksualnego dzieci, w którym to zachęcano ojców do zajmowania się częsciami intymnymi swych młodych córek, by je "wyzwolić i wyedukować".

Socjalizm i lewica same tworzą problemy, z którymi rzekomo potem walczą (nieskutecznie). Co się dzieje w mocno zliberalizowanej Holandii? Zezwolono na te tak zwane "miękkie narkotyki". To zasługa władzy ukierunkowanej na lewo. Wszystko po to, by nie ograniczać społeczności czy coś w ten deseń. Miało to doprowadzić do zmniejszenia skutków narkomanii (wedle zasady - nielegalne = lepsze -> więcej), dziś wychodzi to Holandii bokiem i zastanawia się nad zniesieniem tej swobody obywatelskiej.

Kolejne "przeciw", to brak poszanowania historii i ogólnie własnego kraju. Rozumiem, że nie każdego historia interesuje. Woli skupić się na dzisiejszym obiedzie i jutrzejszym wyjściu do pracy. Jednak nie powinno to zabijać poczucia przynależności do czegoś, co ma się we krwi od urodzenia, z pokolenia na pokolenie. Teraz można gadać sobie o pomysłach ujednolicenia Europy  w jedno superpaństwo, jakie byłoby to genialne, wszak człowiek postępowy czuje się tylko i przede wszystkim Europejczykiem. Jednak jestem przekonany, że gdyby takie coś weszło w życie, prędzej czy później, człowiek zatęskniłby do poczucia przywiązania do czegoś bliższego niż Europa. Teraz mało kto zdaje sobie z tego sprawę.

Kończąc, nie podoba mi się także to, że polscy socjaliści i lewicowcy wywodzą się z ciężkiej komuny i szeregów PZPR, a ci, którzy są zbyt młodzi na to, w ogóle nie czują tego, że z tamtym czasem należy się raz na zawsze rozliczyć, porządnie, by móc budować normalną Polskę.

26maj/090

Nocna zmiana, obowiązkowo!

Nocna zmiana - film obowiązkowy dla każdego Polaka. Kto nie widział realiów piosenki Kazika - "Lewy Czerwcowy", zapraszam.

Jakieś pytania?

25maj/094

Równość społeczna jest w nas

Dziś kolejny przykład tego, jak socjalizm i głęboka komuna siedzą w duszach Polaków.

Parę dni temu "Dziennik" w stylu godnym "Faktu" czy "Super Expresu" oznajmił, że poseł Kamiński z PiS ma zegarek za 9000 złotych. Ogólnie skandal. Wytropili, że dostał go od żony na rocznicę ślubu. Oczywiście pod tą szałową informacją zaroiło się od komentarzy w stylu "haha, też mi tanie państwo", "widać, że kryzys jest" i tym podobne. Wydźwięk artykułu i wpisów brzmi, ogólnie rzecz biorąc, "on-ma-kasę-a-my-nie-więc-oddawaj-skurwysynu-i-złodzieju". To cudownie obrazuje stan mentalności naszego społeczeństwa - równość komunistyczno - lewacka musi być. I koniec. Dlaczego ten ktoś ma, a ja nie mam? Założę się, że większość komentatorów nawet nie chce kiwnąć palcem, żeby popracować trochę.

Teraz, żeby nie było wątpliwości, operuję na wyżej wymienionym przykładzie, by pokazać ogół zjawiska. Mam na myśli cholerną zazdrość ludzi, że ktoś coś ma, a on nie, więc mógłby się podzielić. Pytam się jakim prawem? Jeżeli tylko ktoś zarobił uczciwie pieniądze, niech wydaje sobie na co chce. Zegarki, samochody, garnitury i wakacje. Zapracował, poszczęściło mu się, jest zaradny, to ma nagrodę. Po to mamy wolny rynek i kapitalizm, by każdy robił to, co chce i potrafił to sprzedać jak najkorzystniej dla siebie. Jasne, każdemu są potrzebne pieniądze, ale zawsze będzie tak, że ktoś będzie zarabiał więcej i na więcej sobie pozwoli. A bluzganie na kogoś, że ma więcej... Żałosne

Z resztą, wracając już konretnie do zegarka za 9000. Jakoś nikt nie krzyczy, że to rozbój w biały dzień, kiedy to Kwaśniewski ma całą kolekcję zegarków po kilka - kilkadziesiąt tysięcy złotych każdy. Jeden ma za 50 000, z tego co udało mi się znaleźć. Leszek Miller również może poszczycić się ciekawymi i wcale nie tanimi czasomierzami. Ale to są "swoi", z kompartii, więc na nich nie wolno krzyczeć i domagać się sprawiedliwości społecznej, której tak pragneli - sojusz robotniczo - chłopski. A Jerzy Urban, komuch jakich mało, który powinien żebrać o pieniądze od "wstrętnych kapitalistów", albo gnić w więzieniu, wozi się luksusowym Jaguarem, ma potężną willę oraz łódź. Może szanowni państwo od bluzgania zainteresowaliby się takimi przypadkami i żądaniami równości społecznej, hę?