Warszawa, 17.04.2010
Emocje już odrobinę opadły, teraz każdy przeżywa to (bądź nie), gdzieś w sobie. Mowa oczywiście o tragedii pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010. Dziś nie będzie tradycyjnego wpisu komentującego.
W zamian, zapraszam na stronę poe.art.pl gdzie za komentarz posłużą moje zdjęcia z sobotnich uroczystości żałobnych z Warszawy.
Zapraszam do oglądania i komentowania.
Jarosław Kaczyński na prezydenta?
Po Ś. P. Lechu Kaczyńskim pozostanie duża wyrwa w polskiej polityce. To nie ulega wątpliwości. Jednak w pewnych aspektach, jak puste miejsce na fotel prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, musi zostać zalatane. Tylko kim? Bratem zmarłego prezydenta...?
Odpowiem krótko, acz treściwie, mam nadzieję. Z całym szacunkiem dla prezesa PiS, uważam że absolutnie nie powinien zostać on kandydatem na tegoroczne wybory prezydenckie. Widzę kilka powodów. Zakładając racjonalność podmiotu politycznego, w tym wypadku zarząd partii, PiS po potwornym przetrzebieniu jego głównych szeregów po katastrofie smoleńskiej, jest bardzo osłabione. Zginęło wiele twarzy, które tworzyło charakterystyczny wizerunek partii. Pozostał Jarosław Kaczyński, prezes PiS, który jest niewątpliwie osobą bardzo wyrazistą i jest silnym przywódcą. W tej chwili PiS potrzebuje właśnie kogoś takiego, by zacisnąć pięści i pójść naprzód. Należy pamiętać, że startując w wyborach prezydenckich, będzie on musiał zrezygnować z prezesostwa, nie wspominając już o tym, że już całkiem nie będzie mógł (ze względów prawnych jak i moralnych) zarządzać PiS-em z fotela prezydenta RP.
Ponadto, mimo wszystko, w wielu kręgach, także konserwatywnych, Jarosław Kaczyński jest uważany za "gorszą wersję" brata, jako osoba zacietrzewiona, zawzięta i nieustępliwa w niezdrowy sposób. Taki obraz z pewnością nie przysporzy mu ewentualnego poparcia. Następnie, pozostaje, hm, "uderzające podobieństwo" do Ś.P. Lecha Kaczyńskiego. Przez większość może to zostać odebrane (mniej lub bardziej błędnie) jako "żerowanie" na wizerunku tragicznie zmarłego prezydenta.
Wykluczam też absolutnie opcję, która też była forsowana w niektórych mediach, jakoby PiS nie wystawi żadnego kandydata w tegorocznych wyborach. Jest to niemożliwe, zakładając i racjonalność organu politycznego albo jego emocjonalność. Racjonalnie - PiS nie może pozwolić sobie, aby PO z Bronisławem Komorowskim na czele przejął praktycznie całkowicie realną władzę w państwie. Jednak pięcioletnia kadencja prezydenta to kawał czasu. Zakładając zupełną emocjonalność władz Prawa i Sprawiedliwości, z pewnością doszliby do wniosku, że Lech Kaczyński na pewno nie chciałby, aby po nim nikt z PiS-u nie startował. Byłoby to zaprzepaszczeniem jego dotychczasowych dokonań na arenie politycznej, a miał ich sporo.
Zatem kto? Ja nie mam pojęcia, gdyż PiS już nie raz zaskakiwało. Jednak widziałbym w tej roli albo Zbigniewa Ziobrę, albo niezwiązanego bezpośrednio (w sensie legitymacji partyjnej) Marka Kamińskiego, byłego szefa CBA. Pierwszy z nich byłby bardzo dobrym prezydentem moim zdaniem, jednak we władzach partii nie jest zbyt lubiany. Kamiński? Lubiany, ale chyba nie dopuszczą nikogo spoza ścisłych władz partii... Zobaczymy, za parę dni wszystko się wyjaśni.
Kończąc, mam nadzieję, że w tej zbliżającej się blitz-kampanii, tragedia pod Smoleńskiem nie będzie tematem przewodnim... Byłby to strzał w kolano dla każdego z kandydatów.
Nic, pora kończyć, jutro do Warszawy...
Lis vs. Kaczyński
Nie przepadam za Tomaszem Lisem. Arogancki facet drążący tematy tam, gdzie w ogóle nie trzeba, bardzo stronniczy, nawet przykładając do niego normy dziennikarskie w tej sprawie. Dalej nie rozumiem jego przejścia do telewizji publicznej, na którą tak jechał, że jest propisowska. Mniejsza z tym teraz. Ma swój program "Tomasz Lis na żywo", można domyślać się jakie debaty tam się toczą. Dziś jednak z ciekawością obejrzałem (niestety nie od początku), gdyż zaproszonym gościem był Jarosław Kaczyński. Nieoficjalnie mówiło się, że będzie to starcie dwóch przyszłych przeciwników politycznych. W niektórych momentach potwierdzały się te sądy. Początkowo sceptycznie i z pewną obawą podchodziłem do przebiegu całej rozmowy, mam tu na myśli dziwne i nerwowe zachowania premiera i szydercze wręcz pytania Lisa. Jednak po kilku wypowiedziach obawy zniknęły, a na usta nasunął się satysfakcjonujący uśmiech, bo prezes PiS-u bardzo się poprawił wizerunkowo. Uśmiechnięty, merytoryczny, potrafiący z siebie zażartować, a także odgryźć się ciętą ripostą ku uciesze publiczności. Prowadzący miał ciężką drogę do tego, by być dominujący jak zawsze w tego typu rozmowach i nie udalo mu się to do końca. Cóż. jestem ciekaw czy za zmianą wizerunku idą jeszcze jakieś głębsze zmiany.
Dla zainteresowanych zamieszczam linka do całej rozmowy, która jest na stronie TVP.
Nowość po staremu
Od kilku tygodni w mediach trwa krytyczna debata dotycząca kongresu Prawa i Sprawiedliwości. Głównie przez to, że partia ta ostro pracuje nad zmianą swojego wizerunku, by dotrzeć do szerokiego grona społeczeństwa, a nie tylko trzymać się zagorzałych fanów. Zabiegi ludzi od PR-u, nowy program partii, kobiecy spot reklamowy. I bardzo dobrze. W tę stronę PiS powinien podążać, bo tylko w taki sposób można dziś ludzi zainteresować. Medialnością. I odczarowaniem wizerunku "wodzostwa" Jarosława Kaczyńskiego, który został na takiego wykreowany przez środki masowego przekazu. Owszem, zgadzam się, że prezes PiS-u nie potrafił się "sprzedać". Nie raz palnął coś głupiego. Jednak, robił to tak, jak wielu innych polityków. Tyle, że o nich się nie mówiło tyle i nie kreowało na idiotów, tłumoków itp. Nie będę się tu teraz rozwodził dlaczego akurat padło na niego i partię, w sieci można wyszukać wiele, ciekawych artykułów i felietonów odnośnie tego. Jednak to, do czego chciałbym się dziś odnieść, to tak jak wspomniałem na początku, krytyczna debata o kongresie PiS-u.
Zabrali się za zmiany teraz, a nie w gorącym okresie przedwyborczym, kiedy to każde ugrupowanie zmienia swój "image". I co? Oczywiście to jest złe, sieje propagandę. Cholera, jaką propagandę? Zawsze są potrzebne zmiany, w tym przypadku muszą to być metamorfozy dość spore z różnych względów. Jakby Prawo i Sprawiedliwość zabrało się za to tuż przed wyborami, tym bardziej nikt by nie chciał tego "kupić", bo wszyscy wzięli by to za chwyt wyborczy. Widzę po reakcjach rówieśników, że przed PiS-em długa droga do tego, by ludzie zrozumieli to i owo. Z resztą, media robią dalej wszystko, by nadać krytyczną nutę temu wszystkiemu. Nie mam dostępu do telewizji na studiach, więc mogę się tylko domyślać w jakie tony bije TVN czy Polsat, oglądając czasami Wiadomości w internecie. Zasada obiektywizmu dziennikarza informacyjnego już dawno przestała obowiązywać. Nie słyszałem, ani nie przeczytałem nigdzie pochlebnych zdań na ten temat, nie licząc może portalu niezalezna.pl, gdzie zostało to sensownie ujęte. Ciągle słychać podtekst (czasami wręcz wprost) ironiczny, czy ironiczno - krytyczny. Nie wspomnę o wypowiedziach wielu, pardon, autorytetów jak Władysław Bartoszewski (żaden profesor!). Można znaleźć tę wypowiedź na przykład na dziennik.pl. Czytając takie brednie, ciśnienie skacze momentalnie. Oczywiście nikt głośno nie zaprotestuje w wiodących mediach. Przecież to autorytet, a tego się nie podważa! Nie chcę tu wyjść na jakiegoś skrajnego wielbiciela Prawa i Sprawiedliwości, jest wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam i nie podoba, jednak moim zdaniem jest to najbardziej sensowny wybór ze współczesnej, polskiej sceny politycznej. Zastanówcie się nad tym, drodzy Czytelnicy, czy gdyby PiS był tak złą partią, to czy zajmowano by się nią tak mocno w mediach? Czy głosowałoby na nią tylu ludzi? Nie sądzę. Coś w tej partii musi być i jest, wartościowego, coś, co stawia ją na czele. Gdyby nie to, media dałyby sobie już z tym spokój. Przynajmniej takie jest moje odczucie.
Mam nadzieję, że do następnych wyborów nowy wizerunek PiS-u utrwali się w świadomości społeczeństwa polskiego, tego zastałego w dorobku postkomunistycznym i w końcu coś się ruszy w tym państwie. Pozostanie jeszcze wtedy kwestia polityki zagranicznej, gdzie Kaczyńscy są wyśmiewani i krytykowani. Lobby lewicowe jest silne na Zachodzie, niestety. Jednak partia, która będzie miała mocne popracie i wsparcie ze strony własnego społeczeństwa, poradzi sobie i z zagranicą, bo nie będzie musiała wojować na dwa fronty, jak to było za czasów jej rządów.

