Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

5paź/093

Urabianie inteligencji

Rok akademicki 2009/10 rozpoczęty. Kolejny. A wraz z nim kolejne urabianie przyszłej inteligencji polskiej tylko w jednym, jedynym kierunku. I to na państwowej uczelni. Na kierunku politycznym. W imię czego?

Wydawać by się mogło, że na takich studiach, jak stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna czy politologia, na wydziale politologii, powinno się kształcić ludzi, którzy chcą działać w polityce każdego szczebla czy mediach wszelkich. Czyli ludzi o niemalże każdym światopoglądzie. Od lewa do prawa, bez konkretnego nacisku na którąkolwiek ze stron. W końcu kształci się młodzież, by ta w przyszłości była inteligencją narodu i tym narodem kierowała w sposób przede wszystkim mądry.  Prowadzący zajęcia powinien być niejako przewodnikiem, który pokaże pewne zjawiska, zachęci studentów do poszukiwań i zgłębiania swoich światopoglądów, a może i zainteresowania innymi. Natomiast co zrobić, gdy wykładowca w jawny sposób przekazuje, że coś jest dobre, a czymś w ogóle nie powinno zawracać sobie głowy.

Przykład z dzisiejszych zajęć, który zreflektował mnie do dzisiejszego wpisu.  Prowadzący jawnie stwierdza następującą rzecz: za rok są wybory prezydenckie i pada półgłosem hasło mniej więcej "jeju, jeszcze rok się z nim męczyć. Nie no, może nie jest takim złym politykiem, ale coś mu nie wychodzi". Po czym dorzuca trzy grosze w stylu: "Mam nadzieję, że za rok podejmiecie Państwo słuszny wybór". I jak tu mówić o bezstronności i nie narzucaniu swoich poglądów? A co, jeżeli ktoś się temu sprzeciwi? Nie zda egzaminu?

Czy ktoś może logicznie mi wytłumaczyć, dlaczego tak się postępuje?

A jeszcze do tego dochodzi wychwalanie, jaki to prezydent Kwaśniewski jest wygadany i elokwentny oraz ile to Gazeta Wyborcza ma fajnych pomysłów i akcji wraz z wydziałem...

5maj/090

Europia, wstęp

Parę słów tytułem wstępu do opowiadania "Europia".

Nie jestem eurofobem. Uważam, że rodzaj wspólnoty europejskiej jest potrzebny. Sprzeciwiam się jednak dogłębnej integracji w jedno superpaństwo. Nie podoba mi się także upadek elementarnych wartości ogólnoludzkich jak przyzwalanie na homoseksualizm czy inne zboczenia. Także zbytnia tolerancja i pobłażanie różnego rodzaju imigrantom i osobom nie potrafiącymi się przystosować do życia w nowej ojczyźnie nie jest dobrym wyjściem, prowadzące do wielu konfliktów. Może dojść nawet do tego, że ludność miejscowa jest bardziej dyskryminowana od napływowej, co normalne nie jest. Równość ekonomiczna, szeroki socjalizm, to bzdura i cios dla każdego państwa z osobna, jak i Europy jako całość.

Wizje przedstawione w "Europii", to coś naprawdę skrajnego i głęboko wierzę, że nic podobnego nigdy nie nastąpi...

1maj/096

Europia, I

Kac. Budzik nieznoście zawodzi "Odą do radości".  Gdzie tu, kurwa, może być radość o 7:00 dnia powszedniego - zastanawiam się głośno. W myślach. Ale nawet myśli są teraz głośne. Przez szpary w żaluzjach prześwituje po raz pierwszy od dawna Prawdziwe Słońce. Czas zwlec się z łóżka, nim ktoś mi w tym brutalnie pomoże - Nadzór Pełnego-Wykorzystania-Dnia-I-Szczęścia.

Zimny prysznic, filiżanka espresso, otwieram Euro Gazetę, wzrok prześlizguje się po nagłówkach  - "lewica znów atakuje", "lewica domaga się równych praw dla mniejszości heteroseksualnych", "wiwat na cześć imigrantów".

- Taaak, to jest życie. - przeciągam się przy stole - Prawica zeszła do podziemia, właściwie stała się lewicą z przełomu wieku XX i XXI. Równouprawnienie pedałów i innych. Ale to musiały być czasy, prawda, Szopen? - Rudy, włochaty kocur miałknął jakby przytakując, po czym postawił ogon do góry i zgrabnie zeskoczył z krzesła. Odwrócił się, jego wzrok mówił wszystko. Wstałem, otworzyłem puszkę kociego jedzenia i dałem Szopenowi. Mruczenie przyjemnie wypełniło ciszę mieszkania. Wróciłem do przerwanej lektury. Doszedłem do dodatku lokalnego - "EuroPolska". Nic ciekawego. Komórka Euro Parlamentu w Warszawie jak zwykle nie potrafiła uchwalić niczego sensownego w obrębie i tak mocno ograniczonego prawa lokalnego i próba zamachu na przywódcę Ruchu Heteroseksualnego. Z tego ostatniego tekstu cieknie aż bólem, że po raz piąty nie udało się doprowadzić sprawy do ostatecznego rozstrzygnięcia - zabicia Jana Gymki.

W końcu zbliżał się najprzyjemniejszy moment całego, porannego rytuału - ze środka gazety wyciągam niby ulotkę, poskładaną na cztery. Konspiracyjny biuletyn "Wolny Naród". Ogólnoeuropejska, podziemna redakcja, wydająca gazetki przekonujące ludzi do powrotu do Starego Układu, czyli przynajmniej Unii Europejskiej z podziałem na poszczególne państwa, a nie jak teraz, rodzaj eurowojewództw. Mieli swoich ludzi wśród gazeciarzy, którzy po cichu wsadzali między kartki Euro Gazety nielegalny kolportaż. Ciężko było zapisać się do ich bazy adresowej. Nie dość, że świetnie się maskują i samo odnalezienie odpowiednich ludzi graniczy z cudem, to każdego chętnego na "Wolny Naród" głęboko i skrzętnie sprawdzali. Nie mieli innego wyjścia. Wszelkie próby dezintegracyjne w oczach władzy, kończyły się tragicznie. Śmiercią. Oczywiście w imię nieskrępowanej wolności w EuroŚwiecie.

7:40, czas zamknąć mieszkanie i w końcu wyjść do tej przeklętej pracy. Zbiegam po schodach i wychodzę na ulicę. Ludzie, mimo słońca, smętnie snują się w swoich kierunkach. Wskakuję do swojego małego, elektrycznego samochodu w kształcie jajka na trzech kołach i odjeżdżam. Ruch umiarkowany na drodze jak i chodnikach. Powszechna homoseksualność doprowadza do szybkiego starzenia się społeczeństwa i jego wyludnienia. Mimo zaawansowanych technologii, do tej pory zachodzenie w ciążę między Małżonkami A i B, jest mało skuteczne. Pięć na sto przypadków. Zapładnianie naturalnym in vitro jest dopuszczalne tylko w skrajnych przypadkach, gdyż wymaga spotkania się w jednej alkowie mężczyzny i kobiety. Obrzydlistwo.

Wybucham gromkim śmiechem, jednak zaraz przestaje mi być do śmiechu. To okropne...

Dojeżdżam pod szklany wieżowiec. Parkuję na swoim miejscu, wysiadam i wchodzę do budynku. Przykładam kartę do czytnika. Zapala się zielona lampka. Wraz z grupką osób ładuję się do windy. Ósme piętro, pokój 825, biurko 3a. Ścieram warstewkę kurzu ze swojej tabliczki na stole - "dr Mark Revit - second manager". Westchnąłem ciężko, patrząc na swoją unijną godność. Według dyryektywy z dnia 25 września 2050, wszystkie imiona i nazwiska należało przemianować na uniwersalne, łatwe do wypowiedzenia w każdym języku, czyli angielskim. Dopuszczalny był jeszcze francuski i niemiecki oraz rosyjski. Już wolałem angielski.

Ciężko usiadłem za biurkiem i zabrałem się do pracy. Podpis tu, podpis tam, teleobraz do sekretarki, by sprawdzić dzisiejsze spotkania. Nic specjalnego. Tak na dobrą sprawę, byłem kolejnym, zupełnie zbędnym trybikiem w europejskiej biurokracji. Każda decyzja wymagała przynajmniej dziesięciu potwierdzeń takich ludzi jak ja. Sztuczna kreacja kilkunastu miejsc pracy pomnożona przez każdy wydział każdego departamentu. Dziś mój wydział zajmował się gospodarką rolną, za tydzień rynkiem pracy, a pewnie za miesiąc odpadami wtórnymi.

Włączam kanał z wiadomościami politycznymi. W moim zawodzie muszę być na bieżąco z wszlekimi trendami w ogólnoeuropejskiej polityce, gdzie i kiedy, który dekret. W jednym momencie zmroziło mi krew w żyłach, prezenterka ze stoickim spokojem opowiadała o ostatnim dekrecie Komisji Europejskiej - Od przyszłego miesiąca, dekretem Komisji Europejskiej numer 3408/2055, zostanie wprowadzony abonament za posiadanie imienia i nazwiska. Każdy obywatel rocznie będzie musiał uiszczać opłatę w wysokości 200 euro za utrzymanie się w spisie ludności, co, jak przypominamy, jest niezbędne do funkcjonowania w Europie. Pieniądze zasilą konta Wydziału Napływu Imigrantów, który pomaga zaaklimatyzować się i stworzyć najdogodniejsze warunki wszystkim przybyszom spoza Wspólnoty. - Dalej już nie słuchałem. W uszach miałem szum, po głowie przetaczało się 200 euro za imię i nazwisko. Rocznie. Wydział Napływu Imigrantów. 200 euro. Nazwisko. Imię. - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - zerwałem się z fotela i wybiegłem do toalety. Facet z biurka 3b spojrzał na mnie jak na ostatniego idiotę i gnidę. Jednak tego nie zarejestrowałem. Potem tylko mogłem tego żałować, że nie zabiłem go. Lodowata woda przyjemnie chłodziła przegrzany umysł, jednak niepokoju nic nie mogło wypłukać. - Jak daleko to jeszcze może się posunąć.?Jak? Dokąd? Jak? Gdzie? Jak?! - gorączkowo zadawałem sobie te pytania. Nie zauważyłem, kiedy od tyłu podeszło do mnie dwóch funkcjonariuszy z wydziału Poszanowania Wolności (cóż za cyniczna nazwa, jeżeli wie się co robią). Skuli mnie i syknęli - Pan pójdzie z nami - to był koniec dla mnie. Zemdlałem

Nie wiem po jakim czasie się ocknąłem. Na pewno było to nieprzyjemne. Kubeł wody i 220V z krzesła,  do którego byłem przykuty. Skutek natychmiastowy. Ostre światło padało wprost na moją twarz. Chciało mi się rzygać. Zza lampy odezwał się ostry, nieznoszący sprzeciwu głos -  Mark Revit, wiecie czemu tu jesteście? - milczałem - Odpowiadajcie! - wrzasnął ten zza lampy, a w tył głowy nagle oberwałem jakimś kijem. Z tyłu też mnie pilnowali. - Kurwa, w co ja się wpakowałem - myśli nie chciały się poskładać. - Niyyyyyue weuieemmm - wymamrotałem. Wciąż chciało mi się rzygać. Porzygałem się. - Skoro nie wiecie, czemu tu jesteście, to wam wyjaśnię, panie Revit - jakby niczego nie zauważając, ten sterujący lampą kontynuował. - Nie spodobał wam się dekret Komisji Europejskiej numer 3408/2055 o abonamencie nazewnictwa! Czy nie zdajecie sobie sprawy z tego, że dzięki tym pienią…dzom pogłębiamy tolerancję i wolność? Nie zdajecie sobie z tego, kurwa, sprawy? - Gdzieś z boku dopadła mnie stalowa pięść z kastetem. - Tolerancja - ironicznie przebiegło mi po głowie. Przesłuchujący mnie facet bez zbędnych ceregieli osądził mnie. - Obywatelu Mark Revit, tracisz pracę w swoim wydziale, nie masz prawa do ponownego ubiegania się tam o zatrudnienie, konfiskujemy na pana koszt mieszkanie i samochód. - po czym zbliżył się i syknął mi do ucha - bardzo dobrze się składa, bo akurat nie miałem gdzie ulokować mojego syna wraz z narzeczonym. - po czym oddalił się. Modliłem się w duchu, żeby przypadkiem nie zrobili mi rewizji teczki. "Wolny Naród" mógł w tej chwili wpędzić mnie w jeszcze większe kłopoty. Wykrakałem... - No proszę, panie Revit... - nastąpiła nieznośna cisza - Próbuje pan obalić Wspólnotę! - po czym z wściekłością rzucił mi biuletyn pod nogi i nasikał na to - Chyba na eksmisji się nie skończy - zabrzmiało to złowieszczo - Do Aresztu Wolności z nim! - wrzasnął do podwładnych.

Znów straciłem przytomność...

c.d.n.

18mar/096

Feministki wstydzą się swojej płci

Parlament Europejski przechodzi wszelkie szczyty idiotyzmu. Zwracanie się per "Pan" czy "Pani", a także zwracając się "Pani" lub "Panno", w zależności od stanu cywilnego, jest... Zbyt seksistowskie!

Do tego mają zniknąć określenia typu "pani policjant", które zastąpić ma po prostu "funkcjonariusz policji". Pierwsza i jedyna rzecz mi się nasuwa na myśl - feministki i inne lewaczki wstydzą się swojej płci. Bo jak inaczej to tłumaczyć? To jest po prostu chore, co się dzieje z tym światem, a z Europą zwłaszcza. Przecież w każdym języku jest podział na płeć, jeżeli chodzi o zawody. Policjant - policjantka, polizist - polizistin itp.  Niedługo będziemy do siebie zwracać się per Człowieku A i Człowieku B (tak, jak w Hiszpanii, nie ma już męża i żony. Jest Małżonek A i Małżonek B). Czy dojdzie do tego, że będzie kurw zamiast kurwy? Kto wie. W tej chwili nic nie jest pewne, nawet to, że jak zwrócę się do Pana Jana, będzie on faktycznie panem, ani to, że sukienka, która wisi w sklepie jest damska.

Nic, idę jeszcze zwrócić się do paru osób per Pani czy  Pan, przepuszczę kilka kobiet przodem w drzwiach i ustąpię miejsca starszej Pani w autobusie. Póki można. Póki nie zostanę okrzyknięty seksistą pełną gębą.

Śnieg updada na ziemię niczym nasze obyczaje i kultura.

9mar/093

Toleraści

Co chciałbym dziś poruszyć, to szerząca się tolerastia, zwłaszcza w Europie Zachodniej, ale i do nas docierającej.  Spytacie się, co to jest tolerastia? Wciskanie ludziom na siłę tolerancji do każdego wypaczenia i przyklejania etykietek "homofobów" i innych.

Przed przeczytaniem ciągu dalszego, zapoznajcie się z artykułem "Romeo i Julian". Czyż nie jeży się włos na głowie? Zwłaszcza przy tym fragmencie:

"W 2007 r. w jednej z londyńskich szkół sześć uczennic przyznających się do chrześcijaństwa próbowało zwolnić się z obowiązku współorganizowania imprezy towarzyszącej obchodom Miesiąca. Nauczyciele jednak, pod groźbą kar dyscyplinarnych, zmusili je do uczestnictwa."

To teraz od początku. Jak każdy wie i widzi, środowiska gejowsko-lesbijsko-transseksualno-dziwne panoszą się co raz szerzej, szczycąc się swą "postępowością". Peace'n'Love, jednym słowem. Jednak nikt nie zwraca uwagi na to, że jest to bardzo, ale to bardzo nietolerancyjne towarzystwo. Niech tylko spróbuje ktoś powiedzieć, że są nienormalni, że to, co wyrabiają jest niesmaczne, niezdrowe i sprzeczne z naturą człowieka. Od razu polecą wyzwiska (oby tylko) typu "faszyści", "rasiści" czy "chrześcijanie". Wyżej podany przykład "postępu świata", bardzo podoba się wszelkim opcjom "na lewo".  Bo w końcu dzieciom od małego należy wpajać, że gej jest spoko. Ciekawe kto potem wytłumaczy najmłodszym jak się robi dzieci, skoro homo jest najlepszy? Czekam tylko na pomysł zasiłków socjalnych dla tych, którzy zdecydują się na bycie homo. W październiku czy też w listopadzie przez zupełny przypadek wylądowałem na spotkaniu "Krytyki Politycznej" z Tomaszem Kitlińskim i Kingą Dunin. Miałem szczere chęci po prostu zostać i posłuchać, a nuż padną jakieś sensowne argumenty, coś, z czym się zgodzę. Po kilkudziesięciu minutach wyszedłem, słuchając w kółko tylko o tym jaka to Polska jest zacofana, że dobrze byłoby refundowac operację transseksualistom czy transwestom. W kółko tylko modne zwroty typu "gender", "gender trouble" i "mainstream".

A co powiecie na "parady równości"? Przecież to jest istna kpina. Właśnie przez takie coś, środowiska homoseksualne i inne pokazują, jak bardzo mają nierówno pod sufitem, że nie można ich traktować ani trochę poważnie. Ogromnie mnie to cieszy, że w Polsce tego typu "imprezy" są jeszcze jako tako blokowane.

Dokąd zmierza ten unijno-zachodni świat? W złą stronę. Krótko. Niedługo dojdzie do tego, że prawica zejdzie na lewo, bo będzie walczyła o prawa mniejszości heteroseksualnych, mimo że mniejszością pewnie nie będzie, ale nikt nie będzie się liczyl z ich prawami, które są prawami naturalnymi i pierwotnymi. Fin, bo mnie krew zalewa, a przed oczami mam tęczę typu 'peace'.