Wolnoć Tomku w swoim domku
Pamiętacie z czym na samym początku swojej kadencji wypalił minister sprawiedliwości Andrzej Czuma? Pomysł na umożliwienie posiadania każdemu broni. Widać, że spędził sporo lat w USA. Przyznam szczerze, może warto by się nad tym zastanowić poważniej? Spróbuję przedstawić kilka zalet i wad na wypadek, gdyby taki system mógł zaistnieć w Polsce.
Nasze prawo nie zezwala na powszechne posiadanie broni palnej, wyjątkiem są różnego rodzaju wiatrówki czy pistolety gazowe. A co by było, gdyby każdy mógł kupić sobie prawdziwego "gnata" i trzymać go pod poduszką na wypadek, gdyby ktoś niepowołany plątał się po domu? No właśnie... Wspomniałem o "stażu" Andrzeja Czumy w USA, gdzie posiadanie broni (nie we wszystkich stanach) jest legalne i wręcz szablonowe. W wielu filmach przewija się motyw, kiedy to właściciel próbuje przegonić niechcianego gościa dubeltówką ze swojego rancza. Dlaczego i u nas nie można by zastosować anglosaskiej zasady "my home is my castle". Proszę zauważyć jedną rzecz. Bandyta, który włamuje się do naszego własnego domu, generalnie rzecz ujmując, ma broń i nie bawi się w zezwolenia czy legalne pociski gazowe. Właściciel może co najwyżej pomachać mu przed nosem nożem kuchennym. Uważam, że sama świadomość, że ktoś może trzymać na komodzie nabity rewolwer, zniechęciłaby przynajmniej część chętnych amatorów cudzych telewizorów i biżuterii.
To jest główna zaleta, jednak przy tej okazji od razu nasuwa się kontrargument - możliwość łatwego nadużycia broni. Owszem, można to uregulować prawnie, ba, trzeba by było, ale Polacy uwielbiają znajdywać dziury prawne. Wyobrażacie sobie być postrzelonym, bo się podkradało podpitemu sąsiadowi śliwki z drzewa? Albo inny przykład, mniej przekoloryzowany. Powszechnie wiadomo, że bardzo dużo patologii gnieździ się w szarych, wielkich blokowiskach (oczywiście nie twierdzę, że nigdzie indziej to się nie zdarza. Operuję na stereotypie). O awantury rodzinne bardzo łatwo, przy możliwości posiadania broni o tragedię jeszcze łatwiej. Żadne testy psychologiczne dla potencjalnych właścicieli broni palnej nie zdadzą tu egzaminu, taki pomysł miała jedna z pań w sejmie, nazwiska nie pamiętam.
Cóż jeszcze można dodać? W sumie drobiazg. Na pewno przyniosłoby to nieznaczne ożywienie rynku handlu bronią, może czarny rynek trochę przez to osłabł. Zyskałyby również strzelnice, bo mieć broń to jedno, a nie postrzelić przy tym własnego dziecka czy nie wybić sobie stawu łokciowego to drugie.

