Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

5paź/093

Urabianie inteligencji

Rok akademicki 2009/10 rozpoczęty. Kolejny. A wraz z nim kolejne urabianie przyszłej inteligencji polskiej tylko w jednym, jedynym kierunku. I to na państwowej uczelni. Na kierunku politycznym. W imię czego?

Wydawać by się mogło, że na takich studiach, jak stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna czy politologia, na wydziale politologii, powinno się kształcić ludzi, którzy chcą działać w polityce każdego szczebla czy mediach wszelkich. Czyli ludzi o niemalże każdym światopoglądzie. Od lewa do prawa, bez konkretnego nacisku na którąkolwiek ze stron. W końcu kształci się młodzież, by ta w przyszłości była inteligencją narodu i tym narodem kierowała w sposób przede wszystkim mądry.  Prowadzący zajęcia powinien być niejako przewodnikiem, który pokaże pewne zjawiska, zachęci studentów do poszukiwań i zgłębiania swoich światopoglądów, a może i zainteresowania innymi. Natomiast co zrobić, gdy wykładowca w jawny sposób przekazuje, że coś jest dobre, a czymś w ogóle nie powinno zawracać sobie głowy.

Przykład z dzisiejszych zajęć, który zreflektował mnie do dzisiejszego wpisu.  Prowadzący jawnie stwierdza następującą rzecz: za rok są wybory prezydenckie i pada półgłosem hasło mniej więcej "jeju, jeszcze rok się z nim męczyć. Nie no, może nie jest takim złym politykiem, ale coś mu nie wychodzi". Po czym dorzuca trzy grosze w stylu: "Mam nadzieję, że za rok podejmiecie Państwo słuszny wybór". I jak tu mówić o bezstronności i nie narzucaniu swoich poglądów? A co, jeżeli ktoś się temu sprzeciwi? Nie zda egzaminu?

Czy ktoś może logicznie mi wytłumaczyć, dlaczego tak się postępuje?

A jeszcze do tego dochodzi wychwalanie, jaki to prezydent Kwaśniewski jest wygadany i elokwentny oraz ile to Gazeta Wyborcza ma fajnych pomysłów i akcji wraz z wydziałem...

15wrz/090

Znamię i czerniak

Ze znamion nigdy nic dobrego nie wychodzi. Co najwyżej złośliwy czerniak. O co chodzi, tłumaczyć chyba nie trzeba.

"Zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa".  Z tego znamiona wyjdzie rak, który w końcu zeżre naszą Polskę. Gdy usłyszałem ten kompromis, zatkało mnie. Ciekawe, czy nasi znamienici politycy z prawa i lewa potrafiliby stanąć przed obliczem choć jednej osoby z Katynia i im opowiedzieć co myślą o całej sprawie. Wątpię.

Osobiście jestem zdruzgotany i aż żal gardło ściska, nie pozwalając pisać...

Czy według Ciebie, Katyń to było ludobójstwo?

View Results

Loading ... Loading ...

11wrz/090

Niekomunistyczny rząd?

Ludzie powariowali! 20. rocznica pierwszego, niekomunistycznego rządu! Ktoś tu nie zdaje sobie sprawy z oczywistych faktów. Choć, jak to zwykle bywa w polskiej debacie publicznej - tym gorzej dla faktów.

Od samego rana, ze wszystkich stron docierają do mnie informacje na temat fety - stuknęła dwudziestka od powstania pierwszego po wojnie, niekomunistycznego rządu w Polsce. Każdemu, kto tak twierdzi, chciałbym zdać bardzo proste pytanie - "Czy wiesz, kto wchodził w skład tego rządu?". Z pewnością, z miejsca uzyskam odpowiedź - "No, Tadeusz Mazowiecki!". W porządku, został premierem, przedstawicielem rządu i jego szefem. Pytam się kto był w tym rządzie? Cisza... No tak, tego już się tak nie nagłaśnia, bo zburzyłoby to całą, podniosłą aurę. Więc zagłębiać się nie będę, wezmę pierwsze stanowisko z brzegu, ważna posada - Minister Spraw Wewnętrznych. Tekę tę dostał... Czesław Kiszczak! Tak, ten sam komuch, co razem z kolegą po fachu, Jaruzelskim rozpętał w Polsce piekło (niech mi ktoś powie, że nie). Otrzymał również funkcję wicepremiera. Zgadzam się, nie cieszył się posadą długo, ale w pierwszy, najważniejszy skład, wchodził. Z resztą, bardzo ważne funkcje w tym rządzie dalej prowadzili starzy "pezetpeerowcy" - Minister Obrony Narodowej - Florian Siwicki, Minister Współpracy Gospodarczej z Zagranicą  - Marcin Święcicki.

A do tego dochodzi karygodny, jak dla mnie, błąd premiera Mazowieckiego - polityka tak zwanej "grubej kreski". Czemu nie chciał rozliczenia, ostrego i porządnego, raz na zawsze z komunistyczną przeszłością Polski? Proszę o jeden, sensowny argument. Obawiam się, że takiego nie dostanę. Dlatego, do tej pory, jak pisał R. A. Ziemkiewicz, topimy się w kisielu, zamiast pływać w wodzie...

25sie/090

Jesteśmy z Tobą, prezydencie Osyra!

"Prezydencie, jesteśmy z Tobą. Mieszkańcy Mysłowic" - właśnie to hasło widnieje na jednym z mysłowickich bilboardów. Na pierwszym planie prezydent miasta Mysłowice, Grzegorz Osyra, za nim tłum ludzi. Osobista reklama osobistości prezydenta wstrząsnęła mną dogłębnie.

To już nie pierwsza reklama prezydenta Osyry w moim mieście. Co chwilę widać, gdzie to prezydent miasta zaprasza, co funduje. Powszechnie wiadomo, że Grzegorz Osyra był związany z byłym aparatem państwowym PRL, silnie związany z SLD. Dookoła jego postaci krąży wiele niewyjaśnionych, czy też w dziwnych okolicznościach umorzonych, spraw. Jedną z nich jest napaść na niego, która najprawdopodobniej była pożywką dla mediów i podbiciem popularności, tuż po tym, jak dziwnym trafem, z okna wyskoczył jego świeżo wybrany poprzednik, Stanisław Padlewski, również z SLD. Jako jedyny prezydent w kraju, trzy lata z rzędu nie otrzymał absolutorium za budżet miejski.

To tylko fragment jego popisów. Wracając do reklamy. Dlaczego mną wstrząsnęła? Ponieważ przekroczyła już za mocno granice dobrego smaku. Jakim prawem ktoś posługuje się mną i moim zdaniem (gdyż jestem mieszkańcem Mysłowic, który teoretycznie jest z prezydentem), niezależnie, czy ten pomnik zafundował sobie sam, czy jakaś grupa mieszkańców. Po drugie, a propos finansowania, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, że ktoś wykupił miejsce na bilboardzie z własnej kieszeni i stworzył reklamę. To musiało pójść ze środków albo bezpośrednio prezydenta, z jego prywatnej kieszeni, w co wątpię, albo, co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, ze środków budżetu miasta, z działki promocji miejscowości. Wtedy jakim prawem zostały te pieniądze przeznaczone na promocję osoby prezydenta, a nie miasta?

Kolejną sprawą jest to, że Grzegorz Osyra MUSIAŁ wiedzieć o całym przedsięwzięciu, z tego powodu, gdyż została wykorzystana tam jego twarz, na pierwszym planie, więc kwestia wszelkich praw autorskich, jeżeli zdjęcie zostało skądś ściągnięte, albo musiał bezpośrednio wziąć udział w sesji zdjęciowej. Po drugie, cała reklama jest utrzymana w charakterystycznej stylistyce, jaką miały poprzednie reklamy pana prezydenta.

Wystosowałem odpowiedni list, do Grzegorza Osyry, prezydenta Mysłowic o takiej treści:

"Szanowny prezydencie,
dziś, jadąc samochodem przez Brzęczkowice natknąłem się na jednym z bilboardów na urażającą moje uczucia reklamę Pana - "Prezydencie, jesteśmy z Tobą, mieszkańcy Mysłowic". Bardzo zaniepokoił mnie ten tekst, gdyż po pierwsze, w reklamie zadecydowano za wszystkich mieszkańców, co mają czuć i myśleć, po drugie, bardzo wątpię, żeby tę reklamę zafundowała społeczność mieszkańców, tylko Pan, gdzie posługuje się Pan absolutnie bez zezwolenia wizerunkiem i zdaniem mieszkańców w ogóle go nie znając. Po trzecie, intryguje mnie finansowanie tejże reklamy - z pewnością nie zafundował Pan sobie tego z własnej kieszeni, ani nie były darowizny kochających mieszkańców, tylko najprawdopodobniej z kieszeni budżetu, czyli z podatków, za pewne z działki "promocja miasta". Jeżeli stąd, to jakim prawem bierze Pan pieniądze na reklamy promujące Pana, a nie miasto?

Mój list nie jest obraźliwy, ani wulgarny, nie narusza także Pana godności osobistej, po prostu zadaję proste pytania, na które, jako mieszkaniec Mysłowic, mogę znać odpowiedź.

W przypadku braku jakiejkolwiek reakcji na ten list, zapewniam, że przyjdę z wizytą osobistą do Pana kancelarii w godzinach przyjęć, by tę sprawę wyjaśnić.


Z poważaniem,

Marcin Rzońca"

Czekam na odpowiedź.

Postaram się podjechać w miejsce, gdzie stoi ten bilboard i zrobić mu zdjęcie "dowodowe", bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby za parę dni zniknął.

Mieszkańcy miasta Mysłowice - łączcie się! Nie pozwólmy na obrażanie nas!

12lip/093

Parytet?

Zrównajmy wszystko i wszystkich, a będzie nam się żyło lepiej. Bzdura. Parytet, który zakładałby obsadzenie miejsc w sejmie po połowie przez kobiety i mężczyzn nie powinien być wprowadzony.

Media co raz bardziej nagłaśniają pomysł wprowadzenia parytetu, który nakazywałby obsadzenie po równo składu sejmu przez kobiety i mężczyzn. Tłumaczenia są różne - standardowe "wyrównywanie szans", uspokojenie sceny politycznej, nagłośnienie sprawy dyskryminacji kobiet i inne, w podobnych tonach. Proszę zastanowić się na trzeźwo, czy naprawdę kobiety pod tym względem mają tak źle? Nikt nie broni im uczestniczenia w życiu publicznym, startują w wyborach, zajmują kierownicze stanowiska, są niezależne. Ktoś powie, "startują, ale ich nie ma!". Widocznie coś robią źle, nie docierają do wyborców. Krzyki, że nie dostają miejsc w sejmie. Ilu mężczyzn też ich nie dostaje? Nie można sztucznie i na siłę czegoś takiego tworzyć. Kierujmy się prawami wolnego rynku i demokracji, której tak bardzo wszyscy pragną i trąbią, że jest od dwudziestu lat, a nie jakieś centralne sterowanie. Rozmawiałem ze swoją dziewczyną na ten temat. Uważa, że to głupota. Nie każdy nadaje się do wszystkiego. Akurat tak wyszło, że kobiety mają lepsze predyspozycje do innych zawodów, wiele kobiet nie cierpi polityki, a mężczyźni wręcz mają ten pociąg w genach.

Ci, co znaleźli się w sejmie, idealni nie są, ale większość dostała się tam przez długą, żmudną drogę, rozpychając się łokciami, nieraz po trupach i nie można ich wywalać czy zagradzać im drogi, bo nagle brakuje dla nich miejsca, które będą musiały być na siłę obsadzone przez kobiety. Polityka zawsze była brutalna. Nie mam nic przeciwko kobietom, świata bez nich nie da się wyobrazić, ale skoro chcą brać udział w rządzeniu krajem, muszą na tych samych zasadach (w końcu chcą równouprawnienia) wziąć udział w tej krwawej walce. I tyle. Naprawdę bardziej należałoby się skupić na walce o inne przywileje dla kobiet, które faktycznie mogłyby się przydać.

Poza tym, na to nikt nie zwraca uwagi podczas walki o "równość-i-sprawiedliwość", że taki parytet uderzy w same przedstawicielki płci pięknej. Kobiety, które doszły do sukcesu, które są szanowane w szerokim gronie, które zdobyły wszystko ciężką pracą zostaną zrównane z tymi, które dostały posadę przez zapis w ustawie. Nie ważne jest doświadczenie, pomysł, ciężka praca, tylko płeć.

Najgorsze jest to, iż jest to pomysł na tyle niezdrowy, że najprawdopodobniej wejdzie prędzej czy później w życie.

Czy parytet miejsc w sejmie powinien zostać wprowadzony?

View Results

Loading ... Loading ...

14cze/090

Tragiczna rocznica

Dziś obchodzimy tragiczną rocznicę pierwszego transportu więźniów do obozu w Auschwitz. Co ciekawe i przemilczane - nie było w nim Żydów.

Dlaczego o tym wspominam? Drażni mnie żydowskie przekłamanie i wypaczenie historii II Wojny Światowej. Czy ktoś zauważył, że według nich cały konflikt był przeciwko im? Są to potworne bzdury. Nie przeczę, że nacja ta poniosła duże straty i poniżenie, jednak nikt nie zauważa tego, jak bardzo ucierpiały inne narody, choćby Polacy. A nam się obrywa za "polskie obozy"...

Niedługo postaram się wrzucić na YouTube film "Druga Prawda". Naprawdę warty zobaczenia, by przekonać się, że nie mamy się czego wstydzić, mało tego, powinniśmy walczyć o naszą historię i pokazanie prawdy światu.

To by było na tyle dzisiaj.

13cze/091

Tolerancyjny socjalizm

Socjalizm niszczy w ludziach nadzieję i motywację. Uzależnia społeczeństwo od władzy, nasila napięcie między poszczególnymi warstwami społecznymi. To nie jest dobry model, by się nim posiłkować i kierować. Przekonajcie się o tym sami.

Lewica powszechnie wmawia ludziom, jak bardzo o nich dba. Wyzwala ciemiężone masy, walczy z klasą posiadającą, jakby byli tym złem, co świat niszczy. Krzyczy o zasiłkach, posiłkach i innych grantach dla potrzebujących. Podwyższa podatki przez to, żeby było co rozdawać. I tu już pierwsza nieścisłość - wyższe podatki w cudownym państwie? Pytam się, czy socjalizm rozwiązał jakieś problemy społeczne? Czy nagle "ciemiężone masy" (nie mam tu na myśli pojedynczych jednostek potwierdzających regułę) coś zdziałały? Nie wydaje mi się. Ładowanie pieniędzy w ludzi, którzy bardzo często po prostu nie chcą pracować, bo wygodniej im na zasiłku nic nie daje. Nie rozwiązuje żadnych problemów, a tylko je pogłębia. Stara, komunistyczna (czyli lewicowa) zasada - "czy się stoi, czy się leży 5000 się należy". A czy ktokolwiek z lewej strony zastanowił się nad tym, że ludzie, którzy mają szczęście, są zaradni, do fortuny doszli ciężką pracą, szerokimi horyzontami, własnymi talentami i wielkim trudem napędzają kraj? Dlaczego należy instytucjonalnie karać ludzi za to, że im się powodzi? Zrównanie wszystkich do jednego poziomu nie jest absolutnie żadnym rozwiązaniem. Człowiek nie jest idealny. To tak, jak dzisiejszy trend do pchania się za wszelką cenę na studia. Jeszcze najlepiej na zaoczne, kierunek, powiedzmy ekstremalne zdobienie paznokci w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości I Piękności im. Johna Lenona. Każdy uważa się, że nadaje się na elitę kraju, za inteligenta wrodzonego. Każdy płaci wpisowe i czesne, więc "mgr" przed nazwiskiem gwarantowane. Autentyczny przykład - moja mama wykłada właśnie na takiej prywatnej uczelni (między innymi), kobieta na egzaminie zamiast "przedszkole" pisze tak, jak się mówi, czyli "pszeczkole". Ale nikt jej nie wywali, bo płaci. Można ją co najwyżej oblać. Kierunek to pedagogika. Wyobrażacie sobie, że potem taka "pszeczkolanka" wychowuje wasze dzieci? Nie będę się tu rozpisywał na temat szkolnictwa, bo o tym można poczytać w krótkim wpisie Durnie na elitę.

Odbiegłem odrobinę od tematu, więc już wracam. Co mi przeszkadza w socjalizmie? Mieszanie powszechnej tolerancji do wszystkiego z poszanowaniem indywidualnych zdolności jednostki. Z jednej strony walczenie o rzekome prawa wszelkiej maści "mniejszości", z drugiej strony wmawianie ludziom, że sami sobie nie poradzą, że bez nich do niczego nie dojdą. Co do tolerancyjności, przeobraża się to w tolerastię, czyli "wyznajemy wolność wszystkiego, wszelkich przekonań, szanujemy i kochamy twoje, pod warunkiem, że masz takie jak my (inaczej wp***)". I szerzy się to co raz bardziej. Już pomijam tu fakt ruchów homoseksualnych, ale na przykład walka o uznanie pedofilii jako czegoś zupełnie normalnego! W Holandii już jest zarejestrowana pedofilska partia polityczna, wywodząca się z ruchów gejowskich, chcąca wprowadzić do prawa drastyczne obniżenie dopuszczalnego wieku granicznego pozwalającego na stosunek. Nie pamiętam dokładnie proponowanego wieku, ale oscylowało to w granicach 10 czy 12 lat, o ile nie 8. Do tego postulaty o wolność dzieci do wyrażania swej ekspresji seksualnej poprzez stosunek. Nie mogę powiedzieć, że jestem przeciwny stosunkom seksualnym przed ślubem i tym podobne, jednak nie zmienia to faktu, że trzeba odrobinę do tego dojrzeć. Nie wiem czy pamiętacie, jakiś czas temu w Niemczech wydano broszurkę wychowania seksualnego dzieci, w którym to zachęcano ojców do zajmowania się częsciami intymnymi swych młodych córek, by je "wyzwolić i wyedukować".

Socjalizm i lewica same tworzą problemy, z którymi rzekomo potem walczą (nieskutecznie). Co się dzieje w mocno zliberalizowanej Holandii? Zezwolono na te tak zwane "miękkie narkotyki". To zasługa władzy ukierunkowanej na lewo. Wszystko po to, by nie ograniczać społeczności czy coś w ten deseń. Miało to doprowadzić do zmniejszenia skutków narkomanii (wedle zasady - nielegalne = lepsze -> więcej), dziś wychodzi to Holandii bokiem i zastanawia się nad zniesieniem tej swobody obywatelskiej.

Kolejne "przeciw", to brak poszanowania historii i ogólnie własnego kraju. Rozumiem, że nie każdego historia interesuje. Woli skupić się na dzisiejszym obiedzie i jutrzejszym wyjściu do pracy. Jednak nie powinno to zabijać poczucia przynależności do czegoś, co ma się we krwi od urodzenia, z pokolenia na pokolenie. Teraz można gadać sobie o pomysłach ujednolicenia Europy  w jedno superpaństwo, jakie byłoby to genialne, wszak człowiek postępowy czuje się tylko i przede wszystkim Europejczykiem. Jednak jestem przekonany, że gdyby takie coś weszło w życie, prędzej czy później, człowiek zatęskniłby do poczucia przywiązania do czegoś bliższego niż Europa. Teraz mało kto zdaje sobie z tego sprawę.

Kończąc, nie podoba mi się także to, że polscy socjaliści i lewicowcy wywodzą się z ciężkiej komuny i szeregów PZPR, a ci, którzy są zbyt młodzi na to, w ogóle nie czują tego, że z tamtym czasem należy się raz na zawsze rozliczyć, porządnie, by móc budować normalną Polskę.

28maj/095

Wolność wyboru wyborów

Dziś wpis wyjątkowo z pogranicza polityki i informatyki, czyli jak przyciągnąć ludzi do głosowania we wszelkich wyborach. Można to osiągnąć w bardzo prosty sposób...

Co stoi na przeszkodzie studentowi, by ten poszedł zagłosować? Nie tylko brak chęci i olewanie polityki (mimo, że student, to przyszła inteligencja i elita narodu teoretycznie, a zainteresowanie polityką dla takiego to obowiązek), ale proszę zauważyć iż gro żaków mieszka dziesiątki kilometrów od domu. Często wynajmują stancje na lewo, bez zameldowania. Aby móc głosować w nie swoim okręgu, musi wybrać się do urzędu miasta, gdzie aktualnie przebywa, generalnie biurokracja. A czy nie wystarczyłby bardzo prosty system informatyczny (w sensie, pracujący na bardzo prostych zasadach)? Wystarczyłby. Osoba taka (będę się opierał tu na tym nieszczęsnym studencie, bo najłatwiej jest mi się zidentyfikować) idzie ze swoim dowodem tożsamości do komisji wyborczej. pokazuje dowód, gdzie widnieje jego PESEL. Członek komisji wyszukuje w bazie danych PESEL, sprawdza czy dane się zgadzają, odznacza w bazie (ogólnopolskiej), że ten człowiek, o tym PESEL-u już zagłosował, wydaje kartę do głosowania i po sprawie. Albo na odwrót, żeby nie budować zbyt dużej bazy, po prostu wpisywać PESEL. Wpis w rejestrze równałby się oddaniu głosu. Po to, żeby zabezpieczyć się przed ponownym głosowaniem tej samej osoby w komisji obok czy w innym mieście.

Jak miałby być zbudowany taki system? Proszę, oto system teoretyczny:

  • Baza danych, jakiś SQL, czy coś, co się nadaje do obsługi sporej liczby danych.
  • Do bazy wczytujemy PESEL-e osób upoważnionych do głosowania, czyli pełnoletnich, na pewno istnieją takie dane.
  • W komisjach wyborczych stawia się po jednym - dwóch komputerkach, najprostszych, z dostępem do bazy.
  • Wpis PESEL-u do bazy/odznaczenie osoby zaznaczałoby cały wiersz np. na czerwono, co oznaczałoby oddany głos.

Wykonanie? Cena? Cóż, moim zdaniem taka operacja wyszłaby wszystkim na dobre. Zmniejszenie biurokracji, uproszczenie procedur, przyciągnięcie niezdecydowanych do głosowania, błyskawiczne obliczanie frekwencji. Co do kosztów, zakup porządnego sprzętu, oprogramowanie i wdrożenie, to koszty niemalże jednorazowe + mały sztab osób do obsługi tego. Dobrych infomratyków w Polsce nam nie brakuje.

Wyżej wymieniony schemat nie dotyczy tylko studentów. Wystarczy, że ktoś jest w delegacji, wyjechał w odwiedziny do rodziny w góry na weekend, pojechał do miasta obok na spacer do parku i akurat przechodzi koło komisji wyborczej.

Mankamentem, który dostrzegam w tej chwili, może być to, że w niektórych komisjach mogłoby zabraknąć kart do głosowania, bo przyszłoby za dużo osób. Ale to można jakoś statystycznie obliczyć, gdzie ile potrzeba, ewentualnie, kiedy komisja widzi, że karty się kończą, dzwonią do odpowiedniej osoby, która dowozi karty z najbliższego, dostępnego miejsca.

Pewnie wymagałoby to pewnych regulacji prawnych, jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zauważyć, że z pewnością byłoby to łatwiej wprowadzić, niż głosowanie internetowe. Bo tu już trzeba byłoby się postarać o dobry system identyfikacyjny, świetne zabezpieczenia. Moja propozycja to jakby wstęp do głosowania przez sieć.

Co wy na to?

PS.

Obiecuję, że za niedługo pojawi się kolejna część opowiadania.

26maj/090

Nocna zmiana, obowiązkowo!

Nocna zmiana - film obowiązkowy dla każdego Polaka. Kto nie widział realiów piosenki Kazika - "Lewy Czerwcowy", zapraszam.

Jakieś pytania?

8maj/093

Oblicza Wałęsy

Z jednej strony straszenie Europy przed podążaniem w stronę nacjonalizmu, z drugiej wystąpienie na zjeździe partii Libertas. Do tego co chwilę zmieniające się zdanie co do jego agenturalnej przeszłości. Oto nasz Lech Wałęsa.

1 maja, były prezydent, był zaproszonym gościem na zjazd eurosceptycznej partii Libertas w Rzymie. Podczas przemówienia, stwierdził on, że jest dla nich miejsce w Europie, jak najbardziej. Jak wiadomo, Libertas to partia nie pochwalająca kształtu Unii. Przy tej okazji warto wspomnieć, że wg Wałęsy 3000 złotych polskiej pensji to za mało, by utrzymać rodzinę, więc jeździ z różnymi przemówieniami, wykładami i pieprzy co ludzie chcą, gdzie popadnie. Kto wie, pewnie zgodziłby się wystąpić na zjeździe partii komunistycznej. Byleby zapłacili.

Parę dni po powyższym przemówieniu, na uniwersytecie w Mediolanie miał wykład, w którym padły z jego ust takie oto słowa:

- Europa, szczególnie zaś kraje na wschodzie, mogą patrzeć w przyszłość albo powrócić do nacjonalizmów - powiedział były prezydent - niestety zmierza się w tym drugim kierunku.

źródło: rp.pl

Obrót o 180 stopni? Jak najbardziej. Cóż tu więcej dodawać. Jest to conajmniej żałosne. Słyszałem opinię, że Lech Wałęsa nie potrafi bez kamer wytrzymać kilku dni (to ktoś powiedział, gdy prezydent straszył, że wyjedzie z kraju). Chyba coś w tym jest.

A sprawa TW Bolka? Jest mnóstwo dowodów, które ciężko jest podważyć, że właśnie TW Bolek, to Lech Wałęsa, były prezydent III RP. Jaka jest jego reakcja? Raz, że to nie on, że nic nie podpisał, potem, że nikogo nie skrzywdził podpisaniem, a jeszcze potem pojawia się kilka innych wersji. Często kilka w ciągu dnia. Niczym notowania giełdowe, trzeba czekać na zamknięcie sesji, by poznać w końcu ostateczną wersję "notowań". Oczywiście dzień później pojawia się nowa wersja. Update.

Pamiętacie głośną sprawę, z książki Pawła Zyzaka (której swoją drogą nie da się dostać, bo rozchodzi się na pniu. Nawet w wydawnictwie ostatnio czekali na kolejny dodruk), w której to zasugerowano, że zdarzyło się Wałęsie nasikać do kropielnicy w kościele? Prezydent wyśmiał wtedy autora książki i jego informatorów, że jak mógł on to zrobić, skoro te naczynia z wodą święconą są wysoko nad ziemią. Któryś z dziennikarzy pojechał do tego kościoła. Okazało się, że kropielnica jest tam na wysokości... ok. 40cm nad posadzką.

Tym niskim akcentem zakończę dzisiejszy wpis.