50%
50% wyborów mamy już za sobą.
Za dwa tygodnie drugie 50% i po wszystkim. Albo inaczej - dopiero się zacznie...
I tak wybierzemy…
...kogoś innego. Jako, że jesteśmy już na ostatniej prostej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, nie mogę odgonić się od pewnej myśli - wybieramy kogoś, kto ma szansę wygrać, a nie tego, kto nam pasuje. Nic odkrywczego? A może wręcz przeciwnie.
Myśl mnie ta natchnęła przy okazji pisania tego komentarza, w którym to próbowałem nakreślić fenomen Janusza Korwina - Mikkego. Chciałbym tutaj to nieco rozwinąć i uogólnić.
Jak łatwo zauważyć, kandydat na prezydenta, Janusz Korwin - Mikke, króluje, a przynajmniej jest w ścisłej czołówce, wielu sondaży i "prawyborów" przeprowadzanych na wszelkich serwisach poświęconym tegorocznym wyborom. Żeby nie być gołosłownym - Prawybory na portalu Facebook: JKM na drugim miejscu z wynikiem nieco ponad 20%, wprost24.pl: bezsprzeczne prowadzenie z wynikiem ponad 40%, na wykop.pl wręcz natłok filmików i komentarzy z udziałem kandydata, bardzo pozytywnie odbieranymi przez internautów.
A na ile może liczyć realnie w niedzielnych wyborach? Nie przewiduję, aby to był wynik przekraczający 5 - 6%. Będzie to bardziej oscylować w granicach 2 - 4%, na pewno nie będzie to wynik dwucyfrowy, który jest "zarezerwowany" dla Komorowskiego, Kaczyńskiego i Napieralskiego, ewentualnie Olechowskiego.
Skąd taki fenomen? Jednym z czynników może być wpływ wieku. W internecie nie ma cenzusu wieku. Głosować może każdy. Choć tutaj nie spodziewałbym się zbyt dużego odsetka osób niepełnoletnich, którzy akurat fanatycznie klikają wszędzie, gdzie znajdą "Janusz Korwin - Mikke - GŁOSUJ". Ci raczej, ze względu na nikłe pojęcie o polityce, będą klikać wedle nastrojów w domu, zwłaszcza na Komorowskiego, bo Kaczyński, to przebrzydły kaczor i kropka. Nie jest też problemem głosować kilka razy w tej samej ankiecie, co zwolennikom JKM może pomóc budować właśnie taką spiralę zaskoczenia - Mikke na prowadzeniu! Mikke do boju! itp.
I tu dochodzimy do sedna, dlaczego nagle poparcie spada do realnych kilku procent? Przy urnie nie ma już zabawy, klikania "odśwież" oraz bezwiednego klikania "głosuj", nasuwa się refleksja i takie otrzepanie "E, Mikke, ten wariat w muszce, co to tylko pokrzykuje o złodziejach, logicznie, bo logicznie, ale pokrzykuje? Nieee, to nie dla mnie... Poza tym, przecież on przegra, więc po co mi na niego głosować".
No właśnie, w duchu popieramy kandydata X, dajmy na to już Mikkego. Pasują nam jego poglądy, chęć wprowadzenia pewnych reform, powszechne uzdrowienie kraju, zwłaszcza gospodarczo. Ale ten nieszczęsny "imidż" (mi "imidż" ciągle kojarzy się nie z "image" tylko z "imitacją". Chyba trafniej.), muszka, ostry język, sumiaste wąsy i łysinka, przekreślają go w ostatecznym rozrachunku.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia - "on zawsze przegrywa, to zmarnowany głos". Nigdy nie chcemy obstawiać przegranych, a wybory to bardzo specyficzny rodzaj zakładów bukmacherskich. Ostatecznie, zakreślamy tego, kto ma większe szanse i jest najbliżej naszego ideału światopoglądowego. Oczywiście dotyczy się to osób, które nie są uznawane za "żelazny elektorat" danego kandydata, choćby bardzo niszowego.
No, ale skąd w końcu Korwin - Mikke ma takie poparcie wśród "cichego tłumu"? Ponieważ ma logiczne, racjonalne poglądy, prawicowe, które wbrew pozorom, odpowiadają dużej części społeczeństwa, która dodatkowo jest zmęczona przepychankami na linii PO - PiS. Marek Jurek jest kandydatem zbyt konserwatywnym, związanym z Kościołem, a to jedyna osoba na prawej stronie, która mogłaby jeszcze prócz JKM przejąć tę pałeczkę.
Kończąc, wspomniałem jeszcze, że wyniki dwucyfrowe są już zarezerwowane dla kilku kandydatów. Dlaczego dla Kaczyńskiego i Komorowskiego, wyjaśniłem - są to "pewniki", na których ludzie chcą głosować, by nie czuć się przegranymi (albo odczuwać do w najmniejszym stopniu). A dlaczego znajduje się tam Grzegorz Napieralski albo Andrzej Olechowski? Bo jednak w Polsce jest więcej zwolenników lewicy czy też centrolewicy niż czystej maści prawicowców (czy ten podział jeszcze w ogóle coś znaczy...?)
No, to jeszcze 7 dni i będzie ciekawie!
Solidarni 2010 – spostrzeżenia
W końcu znalazłem chwilę czasu, aby nadrobić zaległości i zobaczyć ten jakże głośny, pisowski, wyreżyserowany i nieprawdziwy film, jakim są "Solidarni 2010".
Po prostu brakuje mi słów, jak ludzie w ogóle śmieli wymawiać takie słowa jak "Polak", "patriota", "chrześcijanin" czy "manipulacja medialna" (tak, Polacy znają takie trudne słowo jak "manipulacja") i to jeszcze w takim nagromadzeniu?!
Głównym argumentem, którym posługują się pewne środowiska mówiące przeciwko tej produkcji, jest rzekome stwierdzenie, że ludzie występujący przed kamerą byli podstawieni. Cóż, gratuluję podstawiania ludzi w takim tłumie, który był w owych dniach pod pałacem prezydenckim. Że słowa, które wypowiadali nie były ich? Łatwo było zauważyć, że sporo ludzi, z którym przeprowadzano wywiad, to osoby proste (nie prostackie), z niewielkich miejscowości. Takie osoby po pierwsze ciężko namówić do zrobienia czegoś takiego, po drugie, nie potrafiliby wiarygodnie wypaść przed kamerą (z promptera nie przeczytają przecież. z kartek trzymanych przez reżyserów? Ciemno było, po drugie, sztuka czytania tak, jak się mówi w rzeczywistości, jest czymś bardzo wyćwiczonym bądź trzeba mieć do tego talent). Poza tym, jak wspomniałem, ilość ludzi pod pałacem była tak ogromna, że nie trzeba było nikogo podstawiać, aby znaleźć takie opinie, jakie mieliśmy okazję wysłuchać w "Solidarnych..."
Kolejnym zarzutem, z resztą bardzo powiązany z tym, co napisałem powyżej, jest silna stronniczość opinii w wypowiedziach tych ludzi. Jak to można wytłumaczyć? Po pierwsze, tytuł filmu - Solidarni (wobec narodowej tragedii) - a nie "Co myślę o prezydencie Kaczyńskim, jego małżonce i poszczególnych osobach, które zginęły 10.04.10". Po drugie, tak na zdrowy rozsądek, nikt kto był w Warszawie w okolicach pałacu prezydenckiego, nie przyszedł z nienawiści do pary prezydenckiej. Przyszedł ktoś, bo ich szanował, prezydenta uważał za świetnego wodza, bo czuł potrzebę zjednoczenia się z innymi ludźmi, Polakami... Powodów było mnóstwo. Osoby, które nienawidziły (bo był "kaczorem"?) Lecha Kaczyńskiego, po prostu siedziały sobie w domu i przeglądały internet, oglądały filmy na DVD czy cokolwiek innego. Ponadto, warto zauważyć jeszcze jedną rzecz, która umyka krytykom - pod Smoleńskiem zginęły także inne osoby. Od lewa do prawa. Zginęli dowódcy Wojska Polskiego. Posłowie, senatorowie, działacze pozarządowi. Czyli praktycznie "każdy" kogoś stracił, w sposób nagły, niespodziewany. Jak ktoś to ładnie ujął w filmie "zbyt prosto, zbyt banalnie". A wypowiedzi nie były tylko w tonie "tak, zginął mój prezydent", czy "to wielka strata, że Lech Kaczyński z małżonką nie żyją". Nie. Było też mnóstwo wypowiedzi w tonie ogólnym, że stała się rzecz straszna, że zginęła elita państwowa, ważni przedstawiciele Polski, którzy działali dla jej dobra i że w takich chwilach widać, że potrafimy się zjednoczyć mimo codziennych podziałów.
Czy to naprawdę takie złe, że pokazano uczucia tych ludzi? Że powiedzieli co myślą, bo nigdzie nie mogą znaleźć odpowiedzi w ciągle mnożącym się gąszczu pytań? Nie...
Warszawa, 17.04.2010
Emocje już odrobinę opadły, teraz każdy przeżywa to (bądź nie), gdzieś w sobie. Mowa oczywiście o tragedii pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010. Dziś nie będzie tradycyjnego wpisu komentującego.
W zamian, zapraszam na stronę poe.art.pl gdzie za komentarz posłużą moje zdjęcia z sobotnich uroczystości żałobnych z Warszawy.
Zapraszam do oglądania i komentowania.
Jarosław Kaczyński na prezydenta?
Po Ś. P. Lechu Kaczyńskim pozostanie duża wyrwa w polskiej polityce. To nie ulega wątpliwości. Jednak w pewnych aspektach, jak puste miejsce na fotel prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, musi zostać zalatane. Tylko kim? Bratem zmarłego prezydenta...?
Odpowiem krótko, acz treściwie, mam nadzieję. Z całym szacunkiem dla prezesa PiS, uważam że absolutnie nie powinien zostać on kandydatem na tegoroczne wybory prezydenckie. Widzę kilka powodów. Zakładając racjonalność podmiotu politycznego, w tym wypadku zarząd partii, PiS po potwornym przetrzebieniu jego głównych szeregów po katastrofie smoleńskiej, jest bardzo osłabione. Zginęło wiele twarzy, które tworzyło charakterystyczny wizerunek partii. Pozostał Jarosław Kaczyński, prezes PiS, który jest niewątpliwie osobą bardzo wyrazistą i jest silnym przywódcą. W tej chwili PiS potrzebuje właśnie kogoś takiego, by zacisnąć pięści i pójść naprzód. Należy pamiętać, że startując w wyborach prezydenckich, będzie on musiał zrezygnować z prezesostwa, nie wspominając już o tym, że już całkiem nie będzie mógł (ze względów prawnych jak i moralnych) zarządzać PiS-em z fotela prezydenta RP.
Ponadto, mimo wszystko, w wielu kręgach, także konserwatywnych, Jarosław Kaczyński jest uważany za "gorszą wersję" brata, jako osoba zacietrzewiona, zawzięta i nieustępliwa w niezdrowy sposób. Taki obraz z pewnością nie przysporzy mu ewentualnego poparcia. Następnie, pozostaje, hm, "uderzające podobieństwo" do Ś.P. Lecha Kaczyńskiego. Przez większość może to zostać odebrane (mniej lub bardziej błędnie) jako "żerowanie" na wizerunku tragicznie zmarłego prezydenta.
Wykluczam też absolutnie opcję, która też była forsowana w niektórych mediach, jakoby PiS nie wystawi żadnego kandydata w tegorocznych wyborach. Jest to niemożliwe, zakładając i racjonalność organu politycznego albo jego emocjonalność. Racjonalnie - PiS nie może pozwolić sobie, aby PO z Bronisławem Komorowskim na czele przejął praktycznie całkowicie realną władzę w państwie. Jednak pięcioletnia kadencja prezydenta to kawał czasu. Zakładając zupełną emocjonalność władz Prawa i Sprawiedliwości, z pewnością doszliby do wniosku, że Lech Kaczyński na pewno nie chciałby, aby po nim nikt z PiS-u nie startował. Byłoby to zaprzepaszczeniem jego dotychczasowych dokonań na arenie politycznej, a miał ich sporo.
Zatem kto? Ja nie mam pojęcia, gdyż PiS już nie raz zaskakiwało. Jednak widziałbym w tej roli albo Zbigniewa Ziobrę, albo niezwiązanego bezpośrednio (w sensie legitymacji partyjnej) Marka Kamińskiego, byłego szefa CBA. Pierwszy z nich byłby bardzo dobrym prezydentem moim zdaniem, jednak we władzach partii nie jest zbyt lubiany. Kamiński? Lubiany, ale chyba nie dopuszczą nikogo spoza ścisłych władz partii... Zobaczymy, za parę dni wszystko się wyjaśni.
Kończąc, mam nadzieję, że w tej zbliżającej się blitz-kampanii, tragedia pod Smoleńskiem nie będzie tematem przewodnim... Byłby to strzał w kolano dla każdego z kandydatów.
Nic, pora kończyć, jutro do Warszawy...
PRL zrobił, III RP nie naprostowała
W mediach pojawiła się interesująca informacja - pani Bożena Winczewska chce złożyć pozew przeciwko Republice Federalnej Niemiec za zbrodnie dokonane na jej bliskich przez III Rzeszę.
Z pewnością każdy z moich czytelników gdzieś zapoznał się bliżej ze sprawą. W skrócie: mała wioska pod Radomiem. W odwecie za akcję AK, hitlerowcy rozstrzelali 50 osób, w tym 6 krewnych (w tym ojciec) pani Bożeny. Jak twierdzi, nie zależy jej na pieniądzach, a jedynie na zwykłej, ludzkiej sprawiedliwości i symbolicznych przeprosinach. W tej chwili jest badana możliwość złożenia takowego pozwu. Jak przyznają specjaliści, będzie to bardzo trudne.
Jednak w dzisiejszym wpisie nie będę się rozwodził nad kruczkami prawnymi, gdyż nie mam do tego kompetencji. Chciałbym się skupić na innym aspekcie. W dzisiejszych Wiadomościach TVP został wyemitowany materiał właśnie o pani Bożenie Winczewskiej. Padło tam stwierdzenie, że Niemcy nie mają wobec Polski żadnych, podkreślam, żadnych zobowiązań do wypłacania POLAKOM (Żydzi, owszem, otrzymują bardzo duże kwoty) odszkodowań za działania Rzeszy. Jest to tylko dobry gest niemieckiego rządu, jak powiedział jeden z przedstawicieli fundacji Polsko - Niemieckie Pojednanie.
W głowie natychmiast zapala się ostrzegawcza, pomarańczowa lampka - Zaraz... Dostaliśmy w dupę od Niemców jak mało kto, a poszkodowani są skazani tylko na łaskę pani Merkel? - Tak, dokładnie tak jest. Dlaczego? Ponieważ po wojnie, rząd PRL-owski zrezygnował z takiej możliwości. Dobrowolnie (czyli, żeby dokopać jeszcze bardziej przede wszystkim dawnym elitom polskim, które gdzieś jeszcze dogorywały). No dobrze, powiecie, to był PRL, zakłamany, bandycki i czerwony system, który pasożytował na Polsce. Tyle że od 21 lat żyjemy w III RP, czyż nie? Unia, NATO i te sprawy...
Dziś zmarł prof. Skubiszewski, pierwszy minister spraw zagranicznych. Jest opiewany jako genialny dyplomata. Po prostu mistrz, chwalony przede wszystkim jako człowiek, który dokonał wielkiego pojednania z Niemcami po '89 roku... Wniosek nasuwa się sam, a że o zmarłych mówi się dobrze albo wcale, zakończę już dzisiejszy wpis.
Czyste środowisko? Jak najbardziej!
Globalne ocieplenie to jedna, globalna hucpa. Pic na wodę. Kłamstwo i oszustwo. Co z resztą widać za oknem - śnieg, przyjemny mróz, nic dodać, nic ująć. Generalnie, tego typu ciepło-ekologom powinniśmy dać poważnego pstryczka w nos i odwrócić się na pięcie w stronę naprawdę ważnych oraz prawdziwych problemów.
Zapewne nie odkryję dzisiejszym wpisem Ameryki, jednak im mocniej będzie to nagłośnione, tym lepiej. Dla rozluźnienia i przywołania na Wasze twarze uśmiechów, najpierw krótki cytat:
Zimy będą teraz wyjątkowe mroźne i śnieżne, a lata chłodniejsze niż w ostatnich latach. Tak ma wyglądać „pauza” w globalnym ociepleniu, którą wieszczy profesor Mojib Latif z Uniwersytetu w Kilonii. I to nie jakaś tam pauzeczka czy pauzunia. Przerwa ma trwać – uwaga – „dwie dekady lub dłużej”.
źródło: blog.rp.pl/magierowski/
Tak więc na najbliższe 20 lat możemy sobie spokojnie odłożyć w planach wyjazd na plażę na Biegunie Północnym czy też nakręcenie filmu z zalewanych wysepek spowodowane topnieniem lodowców (swoją drogą, te lodowce już są w wodzie, więc roztopienie ich nie podniesie poziomu wód).
Ale dlaczego poruszyłem w ogóle ten temat? Aby zwrócić uwagę na pewną kwestię - zanieczyszczania środowiska. Czy nie lepiej by było te grube miliardy idące do kieszeni pokątnych korporacji "walczących" z "globalnym ociepleniem" przeznaczyć na uświadamianie ludzi, aby dbali o własny kąt? Dlaczego nie wydać tych gigantycznych kwot na to, aby faktycznie poprawić stan środowiska w sposób zauważalny i namacalny? Dlaczego nie użyć tej mamony aby pokazać ludziom iż dbając o środowisko po prostu sami zaoszczędzą spore sumki na własnych kontach?
Już tłumaczę o co chodzi. Tak, w najprostszych słowach. Wejdźmy do lasu. Co tam znajdziemy? Grzyby, ale chyba pleśniowe, pokrywające sterty śmieci wyrzucanych przez idiotów do rowu. Stare lodówki, kawałki samochodów, zużyte opony, gruz, worki z trawą, pewnie i jakieś zwłoki by się tam znalazły. Dokładnie wszystko. Czemu. Pytam się dlaczego, do jasnej Anielki, dajemy wpuszczać się w to gówniane globalne ocieplenie, skoro nie możemy utrzymać w czystości własnego podwórka?! Dlaczego nie potrafimy tych pieniędzy przeznaczyć na jakąś straż leśną, która nie tylko mogłaby posprzątać po tych idiotach, a także byłaby w stanie lepiej "monitorować" las i łapać na gorącym uczynków tych tępych debili, wlepiać im mandaty nie mniejsze niż 200 złotych, faktycznie je egzekwować, co pozwoliłoby na niezły zastrzyk do i tak już podreperowanego budżetu przez oszczędności na "globalnym ociepleniu".
Dlaczego nie wydać lekką ręką tych kwot na to, aby zadbać o nasze jeziora, o zabrudzony wszelkimi paskudztwami Bałtyk, o jakieś filtry na Wiśle i paru innych rzekach polskich. Oczyścilibyśmy środowisko z FAKTYCZNEJ ingerencji człowieka (nie da się nie ingerować, ale można ingerować z mniejszą szkodą). Dlatego też popieram akcję płatnych reklamówek w sklepach oraz fakt, iż są to (teoretycznie, nie wiem jak w praktyce) torby, które nie będą gniły w lesie, wyrzucone przez idiotów, przez 100 lat, a "tylko" przez 10 czy 5.
A akcje w stylu "o 20:00 wyłączamy na 10 minut światła"? Debilizm. Elektrownie są ustawione na pewien stały poziom produkcji energii. W przypadku, gdy nagle wiele domostw (bo tego typu akcje przecież nie przejdą w zakładach pracy, przemyśle itp) przestanie pobierać prąd elektrownia po prostu zwariuje i może ulec awarii, gdyż nie ma gdzie magazynować nadmiaru wyprodukowanej energii. Proste i logiczne, jednak nie dla wszystkich, lewicowych ekoterrorystów. Jest jednak inne, bardzo skuteczne rozwiązanie. Wystarczy, że faktycznie będziemy używać światła tam, gdzie potrzeba. Mamy imprezę w salonie? Ok, miejmy tam zapalone wszystkie lampy, w kuchni i przedpokoju również, żeby nikt nie potknął się i nie rozbił głowy. Jednak zgaśmy wszystkie żarówki na piętrze. Pomyślmy przede wszystkim o sobie - takie nawyki pozwolą nam zaoszczędzić w skali dnia jakieś grosze, ale w skali miesiąca czy roku, to już będą wyższe kwoty, które możemy przeznaczyć sobie na nowe buty czy dodatkowe tankowanie samochodu.
No właśnie, samochody. Naprawdę, moim zdaniem, jest czystym przegięciem świrowanie producentów, że ten samochód wydaje 0,98 CO2/100km a tamten 0,95. Jak wykazują niezależne badania, wydalanie CO2 przez człowieka jest to raptem kilka procent tego, co wydaje cała natura (wulkany, zwierzęta itd.). Zmuszanie ludzi do zakupu nowych samochodów, które spełniają kolejne normy ECO9271628325-3, bo inaczej będzie płacić się kary, albo nie wjedzie się do pewnych miast jest moim zdaniem wręcz zamachem na ludzką wolność. Nie twierdzę, że lubię wdychać spaliny z rozklekotanego VW Golfa z '91 roku, z dziurawym tłumikiem i zapchanym filtrem, takie coś już powinno się inaczej rozwiązywać (brak zgody na przedłużenie dowodu rejestracyjnego czy coś w tym stylu), ale niech każdy będzie jeździć czym chce i na co go, przede wszystkim, stać. Jasne, bardzo bym chciał mieć nową Alfę Romeo MiTo z silnikiem 1.4 MultiAir, ale po pierwsze, nie stać mnie, a po drugie, nie kupowałbym jej ze względu na małe wydzielanie CO2, a ze względu na niski poziom spalania = dla mnie niższe koszty eksploatacji! Warto wspomnieć o pomysłach tych wszystkich samochodzików na prąd. Brzydkie to to okrutnie, puste, bez wygody, ale do obrzydzenia ekologiczne i zupełnie nie do sprawdzenia się w Polsce. Bo kogo będzie stać na zakup dwóch samochodów? Tak, dwóch. Bo czy takim, za przeproszeniem, dwuosobowym wypierdkiem pojedziemy nad morze 500 km, albo 1000 na włoską plażę? Całą rodziną? No właśnie. I znów zrobią z Polaków kraj III świata, bo "klasycznymi" samochodami nie wjedzie się do większych miast, albo będzie się płacić ciężkie pieniądze, które "pójdą na globalne ocieplenie".
Temat jest jak rzeka. Można przebierać i wybierać, ale trzeba też zadbać aby ta rzeka była czysta i można się w niej racjonalnie pluskać bez obawy o paskudną wysypkę.
Jesteśmy zbyt bogaci
Czuję, że jako Polacy, zbyt nam się powodzi i przelewa. Mamy portfele pełne pieniędzy, konta obfitujące w oszczędności, więc nie szkoda nam i nie boli, kiedy przepłacamy. A robimy to, bo innego wyjścia nie ma.
Wczoraj przeczytałem z czystej ciekawości nowinkę na stronie Dziennika - Apple odświeża linię swoich komputerów i laptopów. Pod tekstem, przytoczono przykładowe ceny sprzętów spod znaku nadgryzionego jabłka. Przykładowo, MacBook w Polsce kosztuje 3999 złotych. Mysz komputerowa - 319 złotych! Czując, co się święci, wszedłem na stronę Apple USA. Ceny? Kolejno 999$ (~2700 złotych) i 69$ (jakieś 180zł). Co jeszcze w porównaniu na zarobki Amerykanów, czyni kwotę jeszcze przystępniejszą. Ale gdyby to cała Europa została tak potraktowana cenowo. Nic z tego. W Niemczech, bądź Francji, cena tego konkretnego laptopa to 899 Euro, czyli jakieś 3600zł. Jakże biedna Szwajcaria - niecałe 1300CHF, co daje mniej więcej... 3400zł. Ponadto, Polska została pominięta, np. z promocją dla studentów, którzy mogliby zakupić sprzęt ze zniżką.
Teraz z czego to wynika? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ta Kalifornijska firma nakazywała sprzedaż po 3999złotych, tylko podała ceny w Euro (zapewne 899). Marża polskiego dystrybutora? Czy może jakieś ukryte cła, pomimo że Polska znajduje się w strukturach unijnych?
Żeby nie było, sprawa nie tyczy się tylko i wyłącznie sprzętu Apple. To samo jest z aparatami (przykładowo, Nikon D300 - Polska: ~5000-7000PLN, USA: 4600PLN po przeliczeniu), telewizorami czy jakimkolwiek innym sprzętem. Czy Polska jest jakimś zbyt bogatym krajem III Świata? Kto za to odpowiada?
Więcej kasy dla drogowców
Mam propozycję - podwyższmy płace drogowcom. Znacznie. Albo w ramach premii dorzućmy każdemu po telewizorze.
Ja wcale nie żartuję. Każdy otrzymałby szklane oko na medialną rzeczywistość z wykupionym, podwójnym pakietem TVN Meteo czy podobnego kanału. Może wtedy drogowcy zauważyliby, że od ponad tygodnia zapowiadano na dziś obfite opady śniegu. Oczywiście zaspali, miasto (sądzę, że nie tylko Lublin) sparaliżowane. Nic dodać, nic ująć.

