Urabianie inteligencji
Rok akademicki 2009/10 rozpoczęty. Kolejny. A wraz z nim kolejne urabianie przyszłej inteligencji polskiej tylko w jednym, jedynym kierunku. I to na państwowej uczelni. Na kierunku politycznym. W imię czego?
Wydawać by się mogło, że na takich studiach, jak stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna czy politologia, na wydziale politologii, powinno się kształcić ludzi, którzy chcą działać w polityce każdego szczebla czy mediach wszelkich. Czyli ludzi o niemalże każdym światopoglądzie. Od lewa do prawa, bez konkretnego nacisku na którąkolwiek ze stron. W końcu kształci się młodzież, by ta w przyszłości była inteligencją narodu i tym narodem kierowała w sposób przede wszystkim mądry. Prowadzący zajęcia powinien być niejako przewodnikiem, który pokaże pewne zjawiska, zachęci studentów do poszukiwań i zgłębiania swoich światopoglądów, a może i zainteresowania innymi. Natomiast co zrobić, gdy wykładowca w jawny sposób przekazuje, że coś jest dobre, a czymś w ogóle nie powinno zawracać sobie głowy.
Przykład z dzisiejszych zajęć, który zreflektował mnie do dzisiejszego wpisu. Prowadzący jawnie stwierdza następującą rzecz: za rok są wybory prezydenckie i pada półgłosem hasło mniej więcej "jeju, jeszcze rok się z nim męczyć. Nie no, może nie jest takim złym politykiem, ale coś mu nie wychodzi". Po czym dorzuca trzy grosze w stylu: "Mam nadzieję, że za rok podejmiecie Państwo słuszny wybór". I jak tu mówić o bezstronności i nie narzucaniu swoich poglądów? A co, jeżeli ktoś się temu sprzeciwi? Nie zda egzaminu?
Czy ktoś może logicznie mi wytłumaczyć, dlaczego tak się postępuje?
A jeszcze do tego dochodzi wychwalanie, jaki to prezydent Kwaśniewski jest wygadany i elokwentny oraz ile to Gazeta Wyborcza ma fajnych pomysłów i akcji wraz z wydziałem...


Październik 5th, 2009 - 22:48
Poe, ale czego się czepiasz – dobrze profesor mówił. Jak prezydent nie ma nic sensownego do powiedzenia, to niech przynajmniej ładnie wygląda, a jakoś u obecnego nie widzę ani jednego ani drugiego….
Październik 6th, 2009 - 09:29
Art, a jest w Polsce jakiś liczący się polityk, który ma coś sensownego do powiedzenia?
Październik 6th, 2009 - 20:49
Ok, Art, nie podoba Ci się to, co mówi i robi prezydent Kaczyński. Ja mam zgoła odmienne zdanie. Uważam, że jeżeli chodzi o na przykład politykę zagraniczną, nie można mu nic zarzucić. Osobiście bardzo mi się podoba to, że jako jedyny polski polityk nie zapierdziela od jednego jaśnie-wielkiego tronu na zachodzie do drugiego, carskiego na wschodzie, prosząc o łaskę i uniewinnienie za zbrodnie hitlerowskie i stalinowskie, o które sami się prosiliśmy, a teraz mamy to za złe.
Poza tym, pomijam fakt, czy ja uważam, że jest dobry, a ktoś inny, że zły. Prowadzący nie powinien w taki sposób przekazywać swojego światopoglądu! Niech to zachowa dla siebie, albo niech zorganizuje debatę. Pieprzą na lewo i prawo o równouprawnieniu i tolerancji, ale nie wykracza ona poza tolerowaniem tylko ich opcji.