Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

30lip/092

Komu patriotyzm?

Zbliża się 1. sierpnia, 65. rocznica Powstania Warszawskiego. Czy w 65 lat po tym wydarzeniu, zwłaszcza wśród pokolenia dzisiejszych maturzystów i studentów znajdzie się ktokolwiek zdolny do JAKIEGOKOLWIEK wyrzeczenia w imię Polski?

Ludzie nie są zgodni co do oceny powstania z 1944 roku. Dla jednych to heroiczny bój o wolność, dla innych bezsensowne posłanie tysięcy ludzi na pewną śmierć. Niezależnie od punktu widzenia, jedno jest pewne, większość powstańców szła z Polską w sercu i na ustach, chcąc po prostu wolnego, własnego kraju. Każdy rzucił swój los na szalę tego, by, jakby nawet on nie przeżył, tę Polskę mieć, odzyskać. Żyć.

Oczywiście, żeby nikomu nawet przez myśl nie przeszło, nie mówię tu o "powstańcach" komunistycznych sterowanych z Moskwy, tylko o AK-owcach, harcerzach, ludziach z Polski Podziemnej.

Każdy zna określenie "pokolenie Kolumbów", czyli ludzie, urodzeni gdzieś w latach 20-tych XX wieku, w 1939 zdawali maturę, najlepsze czasy młodości stracili na wojnie. Czy ktokolwiek urodzony w latach 80-tych XX wieku jest w stanie sobie wyobrazić, że właśnie teraz, zamiast iść do kina na kolejną komedię romantyczną, opychając się popcornem, wypisywałby na murze "Tylko świnie siedzą w kinie"?

Zastanawia mnie, czy dzisiejsze zapatrzenie "na Zachód" zabiło w młodych poczucie patriotyzmu i przynależności do czegoś bliższego niż wyimaginowanie unie i dyplomatyczne kontrakty, czy może tylko mocno uśpiło. Komu dziś potrzebny jest patriotyzm? Kraj? W niedawnym numerze "Wprost" przeczytałem zatrważające statystyki, że 7/10 studentów medycyny planuje wyjazd do pracy za granicę (koszt wyszkolenia lekarza to około 200-300 tysięcy złotych). Rozumiem, że w Polsce jest wielki burdel, bo rządzą nami tacy, a nie inni. Jednak wydaje mi się, że wolałbym zarabiać 2000 złotych pracując, na przykład, w Krakowie, niż 2500 godząc się na całkowitą, niemalże dożywotnią wyprowadzkę do Londynu, Lyonu czy Los Angeles. Ktoś powie "Co to za problem wskoczyć w samolot, 3 godziny i jestem w Polsce". Zgadzam się, jednak takie "wskoczenie-za-3h-w-Polsce" nie można traktować jako mieszkanie w Polsce, z którą tak wiele się łączy będąc Polakiem.

Tak, jak wspomniałem, rządzą w Polsce złodzieje, ludzie powiązani z mafią, komuną, czyli ci, którym na tym kraju zupełnie nie zależy. Jednak poza nimi, mamy bardzo bogatą kulturę, historię, o której warto mówić w kontekście wpływu na cały świat. Z resztą, każdy to wie, tylko zbyt dużo ludzi jest "zastraszana" i tłumiona skutecznie przez wszelkie media a'la "Wybiórcza", która miesza pojęcie przywiązania do kraju z zaściankowością ciemnogrodu.

Ludzie, weźcie się w końcu otrząśnijcie! Wiem, że mamy tę dziwną właściwość, że w chwili, kiedy jesteśmy rozbierani na części wprost i bez ogródek, od razu budzi się w nas Polak, ale dziś już nie będzie rozebrania pobudzającego. Wszystko załatwi się po cichutku. A jak tak się stanie, to kto zaprotestuje i będzie chciał coś zmienić? Hę?

12lip/093

Parytet?

Zrównajmy wszystko i wszystkich, a będzie nam się żyło lepiej. Bzdura. Parytet, który zakładałby obsadzenie miejsc w sejmie po połowie przez kobiety i mężczyzn nie powinien być wprowadzony.

Media co raz bardziej nagłaśniają pomysł wprowadzenia parytetu, który nakazywałby obsadzenie po równo składu sejmu przez kobiety i mężczyzn. Tłumaczenia są różne - standardowe "wyrównywanie szans", uspokojenie sceny politycznej, nagłośnienie sprawy dyskryminacji kobiet i inne, w podobnych tonach. Proszę zastanowić się na trzeźwo, czy naprawdę kobiety pod tym względem mają tak źle? Nikt nie broni im uczestniczenia w życiu publicznym, startują w wyborach, zajmują kierownicze stanowiska, są niezależne. Ktoś powie, "startują, ale ich nie ma!". Widocznie coś robią źle, nie docierają do wyborców. Krzyki, że nie dostają miejsc w sejmie. Ilu mężczyzn też ich nie dostaje? Nie można sztucznie i na siłę czegoś takiego tworzyć. Kierujmy się prawami wolnego rynku i demokracji, której tak bardzo wszyscy pragną i trąbią, że jest od dwudziestu lat, a nie jakieś centralne sterowanie. Rozmawiałem ze swoją dziewczyną na ten temat. Uważa, że to głupota. Nie każdy nadaje się do wszystkiego. Akurat tak wyszło, że kobiety mają lepsze predyspozycje do innych zawodów, wiele kobiet nie cierpi polityki, a mężczyźni wręcz mają ten pociąg w genach.

Ci, co znaleźli się w sejmie, idealni nie są, ale większość dostała się tam przez długą, żmudną drogę, rozpychając się łokciami, nieraz po trupach i nie można ich wywalać czy zagradzać im drogi, bo nagle brakuje dla nich miejsca, które będą musiały być na siłę obsadzone przez kobiety. Polityka zawsze była brutalna. Nie mam nic przeciwko kobietom, świata bez nich nie da się wyobrazić, ale skoro chcą brać udział w rządzeniu krajem, muszą na tych samych zasadach (w końcu chcą równouprawnienia) wziąć udział w tej krwawej walce. I tyle. Naprawdę bardziej należałoby się skupić na walce o inne przywileje dla kobiet, które faktycznie mogłyby się przydać.

Poza tym, na to nikt nie zwraca uwagi podczas walki o "równość-i-sprawiedliwość", że taki parytet uderzy w same przedstawicielki płci pięknej. Kobiety, które doszły do sukcesu, które są szanowane w szerokim gronie, które zdobyły wszystko ciężką pracą zostaną zrównane z tymi, które dostały posadę przez zapis w ustawie. Nie ważne jest doświadczenie, pomysł, ciężka praca, tylko płeć.

Najgorsze jest to, iż jest to pomysł na tyle niezdrowy, że najprawdopodobniej wejdzie prędzej czy później w życie.

Czy parytet miejsc w sejmie powinien zostać wprowadzony?

View Results

Loading ... Loading ...