Im wiecej znasz, tym wiecej masz III Rzeczywistosc Polska

27lut/092

Wolnoć Tomku w swoim domku

Pamiętacie z czym na samym początku swojej kadencji wypalił minister sprawiedliwości Andrzej Czuma? Pomysł na umożliwienie posiadania każdemu broni. Widać, że spędził sporo lat w USA. Przyznam szczerze, może warto by się nad tym zastanowić poważniej? Spróbuję przedstawić kilka zalet i wad na wypadek, gdyby taki system mógł zaistnieć w Polsce.

Nasze prawo nie zezwala na powszechne posiadanie broni palnej, wyjątkiem są różnego rodzaju wiatrówki czy pistolety gazowe. A co by było, gdyby każdy mógł kupić sobie prawdziwego "gnata" i trzymać go pod poduszką na wypadek, gdyby ktoś niepowołany plątał się po domu? No właśnie... Wspomniałem o "stażu" Andrzeja Czumy w USA, gdzie posiadanie broni (nie we wszystkich stanach) jest legalne i wręcz szablonowe. W wielu filmach przewija się motyw, kiedy to właściciel próbuje przegonić niechcianego gościa dubeltówką ze swojego rancza. Dlaczego i u nas nie można by zastosować anglosaskiej zasady "my home is my castle".  Proszę zauważyć jedną rzecz. Bandyta, który włamuje się do naszego własnego domu, generalnie rzecz ujmując, ma broń i nie bawi się w zezwolenia czy legalne pociski gazowe. Właściciel może co najwyżej pomachać mu przed nosem nożem kuchennym. Uważam, że sama świadomość, że ktoś może trzymać na komodzie nabity rewolwer, zniechęciłaby przynajmniej część chętnych amatorów cudzych telewizorów i biżuterii.

To jest główna zaleta, jednak przy tej okazji od razu nasuwa się kontrargument - możliwość łatwego nadużycia broni. Owszem, można to uregulować prawnie, ba, trzeba by było, ale Polacy uwielbiają znajdywać dziury prawne. Wyobrażacie sobie być postrzelonym, bo się podkradało podpitemu sąsiadowi śliwki z drzewa? Albo inny przykład, mniej przekoloryzowany. Powszechnie wiadomo, że bardzo dużo patologii gnieździ się w szarych, wielkich blokowiskach (oczywiście nie twierdzę, że nigdzie indziej to się nie zdarza. Operuję na stereotypie). O awantury rodzinne bardzo łatwo, przy możliwości posiadania broni o tragedię jeszcze łatwiej. Żadne testy psychologiczne dla potencjalnych właścicieli broni palnej nie zdadzą tu egzaminu, taki pomysł miała jedna z pań w sejmie, nazwiska nie pamiętam.

Cóż jeszcze można dodać? W sumie drobiazg. Na pewno przyniosłoby to nieznaczne ożywienie rynku handlu bronią, może czarny rynek trochę przez to osłabł. Zyskałyby również strzelnice, bo mieć broń to jedno, a nie postrzelić przy tym własnego dziecka czy nie wybić sobie stawu łokciowego to drugie.

20lut/099

Faszyzacja naszych domów

Jakiś czas temu zaintrygował mnie jeden artykuł na dziennik.pl, zatytułowany mniej więcej "Prezydent lepszy od premiera". Domyślałem się, że jest w tym, jakiś kruczek. Po prostu polegało to na tym, że strona prezydent.pl jest lepiej zrobiona, ma świeższe aktualizacje niż witryna kancelarii premiera. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby przeczytać komentarze zamieszczone poniżej tekstu. Dyskusja toczyła się wokół tego, że wynika to z tego, iż premier i jego świta robią więcej konretów, a nie zajmują się takimi bzdurami jak aktualizacja rządowej strony. Mniejsza z tym. Najbardziej zaintrygowała mnie wypowiedź osoby piszącej jako "gimnazjalistka na feriach", która wypowiedziała się w tym tonie, iż na WOS-ie nauczyciel podał jej stronę rządu jako dobre źródło informacji, a o prezydencie nie wspomniał. Do tego, że wszyscy dorośli odliczają czas do końca kadencji prezydentury Kaczyńskiego. Pomijając wszystkie inne niuanse i inną część dyskusji, przy okazji, podpowiedziałem tejże osobie, by popatrzyła na wiele aspektów z drugiej strony, nie tylko jak opisuje to Wyborcza czy też inne, wiodące media i poczytała chociażby co nieco Rafała Ziemkiewicza. Reakcja mnie zwaliła z krzesła. Rzekoma gimnazjalistka stwierdziła "a co to ja jestem jakaś faszystka?". Zdziwienie mieszało się z uczuciem rozbawienia, ale i pewnej rodzaju złości. Stwierdziła, że jej tata jest adiunktem na UW i on się na tym zna, nie pozwalając czytać jej takich rzeczy, czy oglądać TVP Historia ze względu na takich ludzi jak Ziemkiewicz. Oczywiście, dostałem jeszcze po uszach od jej tatusia, co przekazała, czyli standardowe pytanie - twierdzenie: "czy ja studiuję gdzieś u Rydzyka, bo na UW nie miałbym szans z takimi lekturami". Tu już zawiało grozą. UW, wydawać by się mogło, pożądny uniwersytet, a tacy ludzie tam są... I tu nawiązanie do tytułu wpisu. Faszyzacja w polskich domach postępuje, ma się świetnie. Rodzice skutecznie blokują rozwój dzieci. Owszem, oni najbardziej nas kształtują, ale nie można iść w takie skrajności. W moim domu jednak mogłem sobie "wybierać", co chcę czytać i z jakiej opcji politycznej potem odpowiednio, na poziomie, polemizując, gdzie można było mnie przekonać lub nie, że sie mylę lub nie. Z jednej strony wyrasta wolne pokolenie, pragnące dobrobytu, wyjazdów, normalnego życia, jak to młodzi ludzie w USA czy gdzieś na Zachodzie, z drugiej zaś strony, osoby nie chcące poszerzać swoich horyzontów, nie dbające o to, co było. Polityka grubej kreski. Demokracja? Akurat.

9lut/097

Lis vs. Kaczyński

Nie przepadam za Tomaszem Lisem. Arogancki facet drążący tematy tam, gdzie w ogóle nie trzeba, bardzo stronniczy, nawet przykładając do niego normy dziennikarskie w tej sprawie. Dalej nie rozumiem jego przejścia do telewizji publicznej, na którą tak jechał, że jest propisowska. Mniejsza z tym teraz. Ma swój program "Tomasz Lis na żywo", można domyślać się jakie debaty tam się toczą. Dziś jednak z ciekawością obejrzałem (niestety nie od początku), gdyż zaproszonym gościem był Jarosław Kaczyński. Nieoficjalnie mówiło się, że będzie to starcie dwóch przyszłych przeciwników politycznych. W niektórych momentach potwierdzały się te sądy. Początkowo sceptycznie i z pewną obawą podchodziłem do przebiegu całej rozmowy, mam tu na myśli dziwne i nerwowe zachowania premiera i szydercze wręcz pytania Lisa. Jednak po kilku wypowiedziach obawy zniknęły, a na usta nasunął się satysfakcjonujący uśmiech, bo prezes PiS-u bardzo się poprawił wizerunkowo. Uśmiechnięty, merytoryczny, potrafiący z siebie zażartować, a także odgryźć się ciętą ripostą ku uciesze publiczności. Prowadzący miał ciężką drogę do tego, by być dominujący jak zawsze w tego typu rozmowach i nie udalo mu się to do końca. Cóż. jestem ciekaw czy za zmianą wizerunku idą jeszcze jakieś głębsze zmiany.
Dla zainteresowanych zamieszczam linka do całej rozmowy, która jest na stronie TVP.

9lut/0915

Nieoficjalnie o oficjalnym terroryzmie

Polska uczestnikiem sporu między Talibami a Pakistanem. Temat nikomu nie schodzi z ust od kilku dni. Wszsytkiemu "winny" jest (był?) Polak uprowadzony przez, mówiąc wprost, islamskich terrorystów. Żadni fundamentaliści czy islamscy radykałowie. Terroryści. Fin. Od dwóch dni ciągle słychać o nieoficjalnych, aczkolwiek wręcz oficjalnych, informacjach, że nieszczęsny Polak został stracony. Przez standardowe ścięcie głowy - ulubiony cyrk tych-co-są-wcielonymi-diablo-mahometami (słyszałem również wersję o zastrzeleniu. Od kiedy są tacy humanitarni?).

Nie rozumiem pewnej rzeczy. Krakowskiego naukowca porwano we wrześniu. Staram się śledzić wiadomości w miarę regularnie i dochodzę do wniosku, że 99% czasu poświęconego całej sprawie zostało wykorzystane w ciągu ostatnich czterech dni. Szlag człowieka trafia. Do tego, jak się dowiedziałem, Wybiórcza twierdzi, że PiS jest wszystkiemu winny, bo zdelegalizowało i rozwiązało komunistyczną mafię jaką były Wojskowe Służby Wywiadowcze (WSI). Psychole w turbanach zabili (nieoficjalnie!) Polaka, bo Polska nie miała kontrwywiadu. Co za idioci biorą do takiej sprawy negocjatora, który siedzi w kraju, a na miejsce jedzie, gdy już jest za późno? Sztaby kryzysowe, wojna polityczna, wszystko się dzieje przy okazji całej sprawy, która od początku została, łagodnie mówiąc, skazana na niepowodzenie. Powiem wprost, za śmierć (nieoficjalnie) Polskiego obywatela w Pakistanie, uprowadzonego przez afgańskich terrorystów islamskich (czy zauważyliście, że na dzień dzisiejszy ok. 95% terrorystów to muzułmanie?), którzy żądali od rządu pakistańskiego pewnych ustępstw, ponosi rząd Rzeczpospolitej Polskiej. A to, co zrobił w ciągu ostatnich kilku dni, musi być co najmniej wyśmiane, choć przy sprawie tej rangi, mocno skrytykowane.

Co do samych terrorystów i poglądu z punktu widzenia globalnego. Gdy w mediach pojawiały się co raz głośniejsze doniesienia o przetrzymywanym Polaku, na początku byłem przekonany, że nic mu nie zrobią. Wysnułem zbyt prosty wniosek - zabijając go niczego nie zdobędą. Nawet kilkunastu dolarów na naboje do kałasznikowa. Postraszą, postraszą, przetrzymają z tydzień/miesiąc dłużej, może zmiękną, albo Pakistan jakoś się dogada i będzie po sprawie. Jednak po czasie dotarła do mnie druga myśl. Właściwie oprzytomnienie, że nie mamy do czynienia z normalnymi ludźmi. To są islamscy terroryści. Zabiją, bo tak im allah kazał, skoro oni nie mają korzyści, to nikt nie może mieć. Nic ich nie interesuje, czy to Polak, Niemiec lub Czech, mimo, że mają pretensje do Pakistańczyków. Cały poprawny politycznie świat jęczy, że Amerykanie torturowali terrorystów w więzieniach i mieli niehumanitarne warunki (bo mogli brać prysznic raz dziennie i nie mieli telewizora czy klimatyzacji). Jasne, my, jako "Zachód" musimy stosować wobec tych podludzi kartę praw człowieka, a co oni robią?! Ich żaden kodeks nie obowiązuje, tylko koran. Na dodatek w dużej mierze niewątpliwie opacznie zinterpretowany (choć tak interpretowany od setek lat. Zauważcie, że od zawsze były problemy z islamem i jego ekspansją). Jak ja słyszę od kogoś, że fascynuje go tamta "kultura", to mam ochotę taką osobę wyśmiać i zjechać z góry na dół. Cały "postępowy" świat zaczyna ulegać temu zacofaniu i barbarzyństwu jakim jest islam, praktycznie w każdej formie. Zauważcie, że jest to chyba jedyna grupa etniczna w Europie, która nie potrafi (źle, wróć! NIE CHCE!) się zasymilować z resztą, z większością. Ciągle czegoś wymaga, kultywowania jej kultury ( w " " ), uznawania jej praw i tak dalej. Powstają setki meczetów, minaretów, a po wielu dzielnicach aż strach przejść. Psioczą na zachodni świat, a szturmują granice Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii czy USA setkami tysięcy, korzystają z ulg, szkół, z których wyrzucają krzyże, bo to ich obraża. AŻŻŻ KURWA! Gdzie tu normalność?!

3lut/094

Klaps prawny

Premier Donald Tusk ogłosił przyjęcie przez rząd projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Bicie dzieci, jak zaznaczył, będzie całkowicie zakazane w Polsce. Rodzice będą mogli zostać skierowani na "działania korekcyjno - edukacyjne" (cokolwiek by to nie było). Teraz pozostaje kwestia rozstrzygnięcia co to znaczy, że dzieci nie będzie można bić. Nie udało mi się dotrzeć do pełnego tekstu co przewiduje projekt, jednak mam dziwne wrażenie, że skończy się to jak w Skandynawii, gdzie za klapsa można stracić prawa rodzicielskie i nie jest to wcale rzadka praktyka. Teraz zastanówmy się na trzeźwo. Czy ustawa coś tu zmieni? Bo jakby nie patrzeć sprawa poważnych uszkodzeń dzieci dotyczy głównie rodzin patologicznych, alkoholowych. Dzisiaj też mamy odpowiednie zapisy teoretycznie zabraniające bić najmłodszych. I co? Ostatnio mamy nawał wiadomości o pobitych czy wręcz zabitych dzieciach. Przez pijanych rodziców czy ich partnerów. Na pijaków żaden paragraf nie zadziała jak dziecko płaczem będzie im przeszkadzać w libacji, a normalny rodzic będzie mógł zostać ukarany, bo wlało w tyłek pyskującemu dziecku. Czy to jest normalne? Czytając wypowiedź pana premiera na usta ciśnie się głuchy śmiech

"Projekt plus wielka kampania edukacyjna, narodowo-wychowawcza, przyczyni się do tego, że w Polsce dzieci nie będą musiały bać się swoich rodziców, nie będą bite, a w najdrastyczniejszych przypadkach nie będą zabijane." (źródło: rp.pl)

Obawiam się, że nawet gdyby patologicznym rodzicom dawano flaszkę miesięcznie za nie bicie dziecka, nic by to nie dało. Nie wyobrażam sobie tego, żeby za parę lat, gdzieś po studiach jako pracujący rodzic nie mógł dać klapsa dzieciakowi, który jest wobec mnie chamski, psuje zabawki czy dobiera się do barku lub kuchenki gazowej. Potem wyrośnie na takiego rozpieszczonego, zachodnio-europejskiego gnojka. Przemoc - nigdy, klaps wychowawczy jak najbardziej.

2lut/095

Nowość po staremu

Od kilku tygodni w mediach trwa krytyczna debata dotycząca kongresu Prawa i Sprawiedliwości. Głównie przez to, że partia ta ostro pracuje nad zmianą swojego wizerunku, by dotrzeć do szerokiego grona społeczeństwa, a nie tylko trzymać się zagorzałych fanów. Zabiegi ludzi od PR-u, nowy program partii, kobiecy spot reklamowy. I bardzo dobrze. W tę stronę PiS powinien podążać, bo tylko w taki sposób można dziś ludzi zainteresować. Medialnością. I odczarowaniem wizerunku "wodzostwa" Jarosława Kaczyńskiego, który został na takiego wykreowany przez środki masowego przekazu. Owszem, zgadzam się, że prezes PiS-u nie potrafił się "sprzedać". Nie raz palnął coś głupiego. Jednak, robił to tak, jak wielu innych polityków. Tyle, że o nich się nie mówiło tyle i nie kreowało na idiotów, tłumoków itp. Nie będę się tu teraz rozwodził dlaczego akurat padło na niego i partię, w sieci można wyszukać wiele, ciekawych artykułów i felietonów odnośnie tego. Jednak to, do czego chciałbym się dziś odnieść, to tak jak wspomniałem na początku, krytyczna debata o kongresie PiS-u.
Zabrali się za zmiany teraz, a nie w gorącym okresie przedwyborczym, kiedy to każde ugrupowanie zmienia swój "image". I co? Oczywiście to jest złe, sieje propagandę. Cholera, jaką propagandę? Zawsze są potrzebne zmiany, w tym przypadku muszą to być metamorfozy dość spore z różnych względów. Jakby Prawo i Sprawiedliwość zabrało się za to tuż przed wyborami, tym bardziej nikt by nie chciał tego "kupić", bo wszyscy wzięli by to za chwyt wyborczy. Widzę po reakcjach rówieśników, że przed PiS-em długa droga do tego, by ludzie zrozumieli to i owo. Z resztą, media robią dalej wszystko, by nadać krytyczną nutę temu wszystkiemu. Nie mam dostępu do telewizji na studiach, więc mogę się tylko domyślać w jakie tony bije TVN czy Polsat, oglądając czasami Wiadomości w internecie. Zasada obiektywizmu dziennikarza informacyjnego już dawno przestała obowiązywać. Nie słyszałem, ani nie przeczytałem nigdzie pochlebnych zdań na ten temat, nie licząc może portalu niezalezna.pl, gdzie zostało to sensownie ujęte. Ciągle słychać podtekst (czasami wręcz wprost) ironiczny, czy ironiczno - krytyczny. Nie wspomnę o wypowiedziach wielu, pardon, autorytetów jak Władysław Bartoszewski (żaden profesor!). Można znaleźć tę wypowiedź na przykład na dziennik.pl. Czytając takie brednie, ciśnienie skacze momentalnie. Oczywiście nikt głośno nie zaprotestuje w wiodących mediach. Przecież to autorytet, a tego się nie podważa! Nie chcę tu wyjść na jakiegoś skrajnego wielbiciela Prawa i Sprawiedliwości, jest wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam i nie podoba, jednak moim zdaniem jest to najbardziej sensowny wybór ze współczesnej, polskiej sceny politycznej. Zastanówcie się nad tym, drodzy Czytelnicy, czy gdyby PiS był tak złą partią, to czy zajmowano by się nią tak mocno w mediach? Czy głosowałoby na nią tylu ludzi? Nie sądzę. Coś w tej partii musi być i jest, wartościowego, coś, co stawia ją na czele. Gdyby nie to, media dałyby sobie już z tym spokój. Przynajmniej takie jest moje odczucie.
Mam nadzieję, że do następnych wyborów nowy wizerunek PiS-u utrwali się w świadomości społeczeństwa polskiego, tego zastałego w dorobku postkomunistycznym i w końcu coś się ruszy w tym państwie. Pozostanie jeszcze wtedy kwestia polityki zagranicznej, gdzie Kaczyńscy są wyśmiewani i krytykowani. Lobby lewicowe jest silne na Zachodzie, niestety. Jednak partia, która będzie miała mocne popracie i wsparcie ze strony własnego społeczeństwa, poradzi sobie i z zagranicą, bo nie będzie musiała wojować na dwa fronty, jak to było za czasów jej rządów.